Nintendo Switch, czyli jak zakochać się pomimo wad

Nintendo Switch już zadomowiło się na rynku. Przez rok swojego istnienia przebiło Xbox One w liczbie sprzedanych egzemplarzy, ten gadżet jednak jest stosunkowo mało znany w naszym kraju. A szkoda, bo choć to spory wydatek, Switch jest wart każdej złotówki.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Ja i mój Switch
Ja i mój Switch (WP Tech, Fot: Grzegorz Burtan)
WP

Tak, tak, można powiedzieć, że zakochałem się w handheldzie japońskiego Nintendo. Młodość upłynęła mi pod znakiem zazdrosnych spojrzeń wobec rówieśników, którzy posiadali wówczas GameBoya Color lub Advance i liczeniu, że dadzą zagrać partyjkę w Sonica lub Mario Kart. O Pokemonach nie marzyłem – zostawało mi tylko patrzenie, jak kolega wbija kolejny level swoim Charizardem lub Pikachu. Dopiero po latach kupiłem sobie konsolę, by choć trochę poczuć klimat tamtych dni.

Nie będę ukrywać, wizja grania w transporcie jest czymś, co zawsze mnie nęciło. Oczywiście, można współcześnie używać nawet laptopów w podróży. Ale nie oszukujmy się, by czerpać przyjemność z takiego grania trzeba spełnić szereg czynników w kwestii ergonomii naszej jazdy. Dlatego gdy w końcu położyłem moje ręce na Switchu, wiedziałem, że moje marzenie zostanie spełnione.

O konsoli osłuchałem się najpierw od znajomych z mojej branży i tych, którzy gry projektują, lub płacą im za pisanie o nich. Wszyscy byli dość jednogłośni w swoich zachwtytach, a że to osoby, które zjadły zęby na niejednym sprzęcie, tym bardziej mnie to nakręcało. Moje wyobrażenia zostały spełnione z nawiązką. Nie zostałem jednak całkiem zaślepiony i potrafię wskazać elementy, które są odrobinę irytujące. Ale nie zaczyna się przecież od łyżki dziegciu. Zanurzmy się zatem w beczce miodu.

WP

Zobacz też:Kłopotliwy jak lootboks

Switch - co dobre

Popularnym pojęciem na Zachodzie jest User Experience – czyli doświadczenie, jakie użytkownik ma i pozostaje w nim po obsłudze jakiejś aplikacji, sprzętu, programu czy gry. I poziom User Experience po kontakcie ze Switchem jest nieprzyzwoicie wręcz wysoki. Konsolka jest niepozorna, ale ma dostatecznie wysoką rozdzielczość. Nie to jest jednak najważniejsze, bo to detale "robią" Switcha.

Przykładowo, sloty na kartę pamięci oraz gry są subtelnie poukrywane, tak samo jak w przypadku stojaczka, dzięki któremu możemy postawić ekran na stole lub innej powierzchni (raczej twardej, bo na miękkiej szybko straci równowagę). Wtedy możemy odpiąć kontrolery Joy Con i używać ich albo ze specjalną podstawką, albo trzymając je w rękach.

Świetnym rozwiązaniem jest to, że można ich używać jako dwóch kontrolerów. Po obróceniu o 90 stopni możemy spokojnie tłuc w jakąś grę na dwie osoby. Świetnie, intuicyjne i niesamowicie ergonomiczne rozwiązanie. Można byłoby napisać oddzielny esej nad geniuszem myśli technicznej, jakim kontrolery w Switchu. Czegoś tak wygodnego i elastycznego pod kątem możliwości nie widziałem i nie używałem od dawna.

WP
WP Tech
Podziel się

Poza wiadomą już estetyką samego urządzenia, podoba mi się też jego oprogramowanie. Switch jest prosty w użytkowaniu, nie ma tam zbyt wielu rzeczy do edytowania. Wybieramy awatar, swoją nazwę użytkownika, a reszta ustawień jak regulowanie jasności czy WIFI znamy dobrze ze smartfonów. Gry kupuje się na kartridżu lub w oficjalnym sklepie, ściągając je do pamięci urządzenia. Chodzą płynnie, a Switch grzeje się tylko w nieznacznym stopniu. Miłym zaskoczeniem jest dotykowy ekran – wpisywanie nazw gier czy haseł nie jest już koszmarem wchodzenia na każdą literę na klawiaturze numerycznej. Wszystko gra i buczy, jak to się mawia.

Zobacz Też: Dlaczego nie lubię preorderów

WP

Switch - co złe

Ale skoro tak nasłodziłem, czas przejść do rzeczy, które jednak nie do końca grają i buczą. Pierwszą wadą jest na pewno cena – 1300 zł to koszt stacjonarnej konsoli. Switch to handheld, więc nie oczekujmy graficznych wodotrysków z naszych gier. Nie ma sensu porównywać grafiki między nim a na przykład PlayStation 4 bo wiadomo, że sprzęt Sony wygrywa w przedbiegach. Nie jest to przypadkowa analogia, bo Switcha może podpiąć do telewizora przez specjalny dok, działający w oparciu o HDMI. Co kto lubi, dla mnie to przede wszystkim sprzęt do grania na leżąco. A cena konsoli jest poniekąd wyjaśnieniem, dlaczego tak mało osób w naszym kraju w ogóle go posiada.

Drugą wadą, którą odnotowałem, jest brak Bluetooth. Jestem zwolennikiem bezprzewodowych rozwiązań, więc nie przyjąłem z zachwytem tego, że słuchawki muszę podpinać po kablu. Głównie przez to, że nie pamiętam gdzie są – od kilku lat korzystam tylko z wersji na Bluetooth właśnie. A Switch takiej możliwości łączenia nie umożliwia. W sieci można kupić moduły Bluetooth na jacka, ale cały sens tej konsoli polega na tym, by płacąc sporo pieniędzy nie musieć jeszcze inwestować w dodatkowe elementy. Mała rzecz, a drażni.

Ostatnią rzeczą, która pozostawia we mnie pewien niesmak, jest oficjalny sklep Nintendo dostępny z poziomu Switcha. Dostęp do niego jest płatny. Tak, płatny! To tak, jakby za samą możliwość wejścia na GOG czy Steam trzeba byłoby bulić abonament. I tak jest w konsoli Nintendo. Muszę płacić co miesiąc 16 złotych za przywilej wchodzenia do ich sklepu, gdzie wydam jeszcze więcej pieniędzy.

WP Tech
Podziel się
WP

Oczywiście wiąże się to z pewnym bonusem w postaci zestawu gier na NES i SNES, dodatkowymi treściami i ofertami, ale bez przesady – czy to wymaga obowiązkowej subskrypcji? Gdyby chociaż było to w charakterze dodatku, wersji premium sklepu, to byłbym to w stanie znieść. Ale w tej wersji? To jednak przesada.

Ale mimo wszystko, nie potrafię sobie odpuść korzystania ze Switcha. Uważam, że to świetnie urządzenie, którego zalety przeważają w znacznym stopniu nad mankamentami. Dodatkowo oferta ekskluzywnych tytułów z serii "The Legend of Zelda" czy ulubionym włoskim hydraulikiem Mario tylko przemawia za tym, by jednak nieco w niego zainwestować. Ale ostrzegam, granie na nim jest naprawdę wciągające. Nawet bez Bluetooth i z płatną subskrypcją na sklep.

WP
Polub WP Gry
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP