"Battlefield V" był dla mnie letni. Teraz nie mogę doczekać się premiery

Zawsze lubiłem shootery, ale z "Battlefieldem" jakoś nigdy nie było mi po drodze. Teraz to się zmieni. Spędziłem godzinę przed klawiaturą na Gamescomie i już wiem, że nowy "BF" wypełni mi lukę po "Call of Duty".
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Battlefield V" był dla mnie letni. Teraz nie mogę doczekać się premiery
(EA)
WP

W "Rotterdam", kolejną ujawnioną mapę z "Battlefielda V", na Gamescomie graliśmy we dwójkę - ja i Michał Mynarski. Zdania okazały się podzielone, więc i tekst rozdzieliliśmy na dwie opinie. Jak się można domyślać, mi się podobało, Michałowi trochę mniej.

W międzyczasie okazało się, że na pełną wersję przyjdzie nam poczekać trochę dłużej. EA przełożyło datę premiery na aż 20 listopada 2018. Obstawiamy, że to pokłosie strzelaniny w USA, która wydarzyła się podczas turnieju innej gry "Elektroników". Najważniejsze jest jednak to, że czekać jest faktycznie na co!

"Battlefield V" wg Barnaby

Długo by pisać, co mi nie pasowało w "Battlefieldzie" do tej pory. Ale wraz z "piątką" w jednej chwili o wszystkim zapomniałem. Porwało mnie zniszczone przez wojnę miasto, pełne możliwości, w jakie możemy skopać cztery litery przeciwnikom. Zwłaszcza dzięki trybowi Conquest, czyli kontrola kluczowych punktów na mapie.

WP

Rotterdam to mapa w stricte miejskiej scenerii, bardzo gęstej i zróżnicowanej - w moim odczuciu ciekawszej od Narvikum czyli śnieżnej planszy z pierwszego etapu wersji beta. Wycinek miasta to mnóstwo wysokich kamienic, ich podwórka, masa obiektów, do których można wchodzić, czaić się w witrynach na parterze, zasuwać po schodach na kolejne piętra i wychylać się z balkonów. Do tego dwie duże atrakcje
taktyczne - przecinająca całość rzeka i (prostopadle do wody) tory kolejowe na wielkiej estakadzie. Oczywiście można na nie wejść, tak samo jak do środka nieruchomych pociągów.

Tempo jest naprawdę duże, a każda część mapy oferuje inne możliwości. W jednym punkcie idealnie sprawdza się karabin snajperski, bo okolica to długie, proste drogi. Tuż obok trzeba kombinować z bliskimi starciami, bo flaga położona jest we wnętrzu zrujnowanego budynku. Jest też więcej otwartych przestrzeni, ze stacjonarnymi karabinami maszynowymi. Gdziekolwiek by się nie znalazło, zawsze jest coś do roboty.

WP

Początkowo tylko orientowałem się w terenie i tępo zwiedzałem planszę, co chwilę ginąć. Później skoncentrowałem się na punkcie na olbrzymim patio, ogrodzonym dookoła kamienicami. Tu co chwila się coś działo, w kask obrywało się z każdej strony i wysokości, a smaczku dodawały wysokie żywopłoty - ustawione idealnie tak, aby niby dało się w kogoś wcelować, ale nie w pełnym biegu.

Świetnie sprawdzał się most kolejowy. Idealne miejsce do cichego przekraczania rzeki albo karcenia z naprawdę dużych odległości kolesi, którzy gdzieś tam biegają po skraju mapy. Ale tutaj trzeba mieć naprawdę nieźle opanowane snajperskie zdolności. W "Counter-Strike'u" i "Call of Duty" czułem, że "snajperka" to mojego drugie imię. Tutaj nie szło aż tak dobrze, a przycelowanie poniżej czerepu nie było równoznaczne ze śmiercią.

WP

W kwestii dostępnego uzbrojenia - nie porównam go, samego wyboru broni i ich "feelingu", do tego, co było w poprzednich częściach. Ale znalazłem tutaj po prostu stały arsenał, które wte i wewte przerobiły wszystko shootery w klimacie drugiej wojny światowej. I jest to arsenał słuszny, z fajnym doborem broni. Nie przewiduję, że przykleję się tutaj na stałe do czegoś, jak do Sturmgewehr 44 czy "Pepeszy" w "Call of Duty: WWII".

Przy "Battlefieldzie 5" planowałem spędzić 30 minut, ale po kwadransie podjąłem decyzję, że przedłużam sesję do godziny. I nie mogę się doczekać, kiedy odpalę go ponownie. Martwi mnie tylko jedno. Ta gra naprawdę ładnie wygląda. Obawiam się, że mój komp, choć odpala "Wiedźmina 3" na przyzwoitych detalach, sieciowego monstrum od EA może nie udźwignąć.

"Battlefield V" wg Michała

Nie ukrywam, że po demie, jakie miałem możliwość ogrywać w Los Angeles na E3 (Narvik), byłem zachwycony. Napisałem wtedy: "Lądując z karabinem w ręku i niemieckimi wulgaryzmami na ustach poczułem się od razu jak kilka lat młodszy - każdy kto grał w "Bad Company 2", poczuje się tutaj jak w domu. Daaaamn, it's good to be back".

Gdy już podczas prezentacji Nvidii w poniedziałek przed oficjalnym otwarciem Gamescomu 2018 dowiedziałem się, że będę mógł spróbować nowego dema, tym razem z moim ulubionym trybem Conquest, byłem wręcz wniebowzięty. I tak szybko jak zachwyt się pojawił, pojawiła się również konsternacja - czy to, w co ogrywam już którąś rundę z kolei, naprawdę mi się podoba?

WP

Dość szybko odpowiedź na to pytanie okazała się klarowna - niespecjalnie. Conquest na mapie w Rotterdamie w finalnej wersji gry raczej nie będzie rozgrywką, na której będę się pojawiał szczególnie często. Powiecie zapewne - naturalne, każdy ma w strzelankach sieciowych swoje ulubione mapy, na których siedzi cały czas, i takie, których nigdy nie odwiedza. I dokładnie tak właśnie jest w tym wypadku.

Mamy pięć flag, które są ulokowane w sposób, który praktycznie uniemożliwia stworzenia linii frontu i jej przesuwania. Dlatego rozgrywka staje się bardzo chaotyczna i losowa, pomimo jakiegoś pomysłu padasz na ziemię ustrzelony rykoszetem. Wraca znane z "BF1", dość częste spawnowanie na tyłach wrogów (tutaj też lokalizacja punktów nie pomaga), co w połączeniu z faktem, iż na targach do gry siadają ludzie po raz pierwszy [pozdrawiam - przyp. Barnaba], potęguje jeszcze wspomniany chaos.

WP

Pomimo tego, iż była to rozgrywka 64 osób, nagminnie zdarzały się sytuacje, że biegliśmy z ekipą dłuższy czas bez napotkania jakiegokolwiek przeciwnika, po czym przyjmowałem trzy strzały z okna i czekałem na odrodzenia.

Czołg jest obecny na mapie, ale marne z niego wsparcie w krętych uliczkach holenderskiego miasta. W ciągu kilku sesji tylko raz widziałem, by ktoś zrobił z niego należyty użytek i w towarzystwie piechoty praktycznie rozgromił liczną grupę pilnujących flagi żołdaków To powoduje też, że klasa "inżynier", która stawia miny przeciwczołgowe średnio miałaby sens... ale jest uzbrojona w bardzo dobrą broń główną, więc dużo osób wybiera właśnie ją i gra jak zwykłym grenadierem (odpowiednik klasy assault).

Gdybym miał oceniać "BF5" przez pryzmat dema z tegorocznego Gamescomu, nie poczułbym się "kupiony" koncepcją. Na szczęście miałem szansę ograć wspominany Narvik w trybie Grand Operations i wiem, że tam tych bolączek nie było, a sama rozgrywka była dużo, dużo, naprawdę dużo lepsza.

Polub WP Gry
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP