Trwa ładowanie...
e-sport
Adam Bednarek
19-09-2017 14:41

Wyczułem spisek: za 2 zł miałem wygrać ponad 100 zł

Tłumy kibiców na arenach, wielkie pieniądze do wygrania, profesjonalne kontrakty, sponsorzy i... możliwość obstawiania meczów u bukmachera. Czy właśnie napisałem o piłce nożnej? Nie, chodzi o e-sport, czyli turnieje gier wideo. Jako że należę do frakcji “e-sport TO NIE sport” postanowiłem na tych poglądach zarobić, obstawiając rozgrywki u legalnego, polskiego bukmachera.

Wyczułem spisek: za 2 zł miałem wygrać ponad 100 złŹródło: Materiały prasowe, fot: ESL / Helena Kristiansson
d1usr1i

Stało się. Zamieniłem się w typowego “Janusza bukmacherki”, któremu wydaje się, że coś wie. Jeżeli kiedyś wejdziecie do stacjonarnego bukmachera, zobaczycie przy stoliku przynajmniej dwóch starszych panów. Są otoczeni gazetami i tabelami. Im też się zdaje, że mają “czutkę”. Mówią, że Ajax nie wygra, bo w 1978 roku na tym stadionie przegrali. Nie obstawią PSG, bo twierdzą, że Neymar jest przereklamowany, a zresztą Brazylijczycy to nie ten sam naród co za czasów Pele. Malaga? Tam ma padać deszcz, a bramkarz gra w rękawicach, które “nie kleją” mokrej piłki, będą kiksy, wpadnie kilka bramek, zobaczysz.

To tacy goście, którzy wiedzą więcej - laik mógłby pomyśleć, że to szychy. Mają w szatniach całej Europy swoich informatorów, że dzwoni do Ania Lewandowska i mówi: “słuchaj, Janusz, Robert dzisiaj nie w humorze, chyba nie strzeli”. Zbierają kilkanaście takich pewniaków, które tworzą rekordowe kursy - i za 2 zł do wygrania jest pół miliona. Oczywiście nic z tego nie wchodzi, ale pomyślcie: ile przy tym emocji! Ile marzeń, ile planów, co z taką kasą się robi! I ile samozachwytu, że może przechtrzyć się los - przewidzieć coś, na co nikt nie wpadł. Na tym polega romantyczna bukmacherka - pal licho wygraną, chodzi o wiedzę!

Uwielbiam ten styl gry i staram się być wiernym naśladowcą. To dlatego nie pamiętam, kiedy ostatni raz coś wygrałem u bukmachera. Teraz miało to się zmienić za sprawą e-sportu. Wiedza? Niepotrzebna. Przecież nie chodzi o skomplikowaną piłkę nożną, tylko dwie drużyny, które siedzą przy komputerze.

d1usr1i

Droga do sukcesu wydawała się prosta. Sport bywa nieprzewidywalny: zmęczenie, kontuzje, presja kibiców i trenera, zły dzień - to wszystko wpływa na wynik rywalizacji i dlatego raz na jakiś czas Francja remisuje z Luksemburgiem, a Legia z Realem. Oczywiście w e-sporcie tego typu czynniki również występują, co potwierdzają eksperci, ale - wybaczcie, fani e-sportu - dla takich laików jak ja to jednak nie to samo. Przed komputerami siedzą goście, którzy się dobrze bawią. Jeżeli jedna drużyna ma lepszych zawodników, to znaczy, że wygra. Tak jest, gdy gra się z kolegami - nie ma przypadku.

A skoro tak, to ja na tym jeszcze zarobię. To nie może się nie udać. Tak mi się przynajmniej wydawało, jak na "Janusza e-sportowej bukmacherki" przystało.

Pierwsze zaskoczenie: obstawianie e-sportowych meczów jest dziecinnie łatwe. Nawet e-sportowy amator się w tym połapie, choć musi mieć doświadczenie w grach. Podstawowym zakładem jest wytypowanie zwycięzcy, co samo w sobie jest banalne. Ale inne typy też są logiczne - można postawić, ile będzie rund (mniej lub więcej niż określona w zakładzie liczba) albo na ilu mapach zakończy się rozgrywka. Wybierając typ “mniej niż 4,5” zakładamy, że w spotkaniu zostaną rozegrane maksymalnie cztery mapy.

Są też handicapy, jak w tradycyjnym sporcie - to zakład, który podbija kurs, bo jednej z drużyn dodaje albo odejmuje się wirtualnie punkty. Wyobraźmy sobie to tak: stawiając na Polskę z handicapem -1 zakładamy, że mecz zaczyna się nie wynikiem “0:0”, a “-1:0”. Czyli Polska musi odrobić wirtualną stratę, to jest wygrać 2:0, 3:1 i tak dalej, by nam wszedł kupon.

d1usr1i

Jestem e-sportowym laikiem, więc na początku moja taktyka była prosta - stawiać na faworytów. Czyli na tych, na których kurs jest najniższy. Pierwszym meczem o 9:00 było starcie B.O.O.T-d[S] - MAX. Kurs na tych pierwszych wynosił 1,20, a na ich przeciwników - 3,60.

WP.PL
Źródło: WP.PL

To dziwne. W piłce nożnej różnice nie są tak małe. Jeżeli kurs na faworyta wynosi 1,20, to przeważnie ich rywal “wyceniony” jest na grubo ponad 5, a nawet w okolicach 10. Prosty przykład z piłkarskiej ligi hiszpańskiej: Barcelona gra z Eibar. Za postawioną złotówkę na “Barcę” bukmacher płaci 1,12 (a w praktyce mniej - bo podatek), a za Eibar aż 15,44.

Widzimy więc, że faworyt jest jasny i tylko cud może sprawić, że Eibar wygra. A jak jest w e-sporcie? Faworyt jest teoretycznie wyraźny (o czym świadczy kurs 1,20, a nie np. 2,50 kontra 2,70), ale przeciwnik… cóż, raczej przegra, ale może też wygrać - zdaje się mówić bukmacher, ustalając dosyć zbliżone do siebie kursy.

d1usr1i

Pełna losowość? Nikt nic nie wie? Czysty hazard, jak ruletka czy gra w automatach? Tak to wygląda. To nie przemawia za tym, że e-sport to sport- dający się zrozumieć, przypisać drużynie określone umiejętności, zweryfikować je. Sądząc po kursie jedna drużyna jest znacząco lepsza od drugiej, ale nie powinienem zdziwić się, jeśli przegra. To kompletnie bez sensu!

Ale nie będę złośliwy - przecież ja nie chcę e-sportu obrażać, chcę na nim zarobić. Przymykam oko na te różnice i mimo wszystko stawiam na faworyta.

Mam dwóch kolejnych. LGD.Forever Young - EHOME (mecz w “DOTA 2”) i FIVE - AE (“Counter - Strike”). Znowu niewielkie różnice w kursach, ale ponownie wybieram faworytów. Tzn. chciałem wybrać, bo odezwała się moja hazardowa dusza.

Każdy nierozsądny, romantyczny typer wie, że obstawianie kursów “1,12” może i pozwoli wyjść delikatnie na plus, ale zarobek z tego żaden, a emocji niewiele. W bukmacherce chodzi o nutkę szaleństwa, wytypowanie czegoś więcej, pochwalenie się wiedzą, umiejętnością analizy. Oczywiście w moim przypadku w e-sporcie nie ma na to szans, bo i owszem, wiem co to “DOTA 2” i “Counter - Strike”, ale nazwy tych drużyn czy rozgrywek, w których grają, to czarna magia. Zostaje mi tylko nos, wyczucie, “czutka”.

d1usr1i

Stawiam więc, że LGD.Forever Young wygra z handicapem -1,5 (czyli w praktyce musi wygrać do zera, dwie rundy), a FIVE rozprawi się z przeciwnikiem w mniej niż 26,5 rund. Są lepsi, poradzą sobie.

Kurs całkowity: 3,64. Niezbyt duży, ale stawiając 100 zł można wyjąć 364(minus podatek). Ja postawiłem dużo mniej, ale szczegółów wam oszczędzę - pośmiejcie się później, choć z innej okazji.

Jednak pierwszy zakład zapowiadał sukces - wszystko weszło jak w masło. Czyli miałem rację (wygrywają lepsi i tyle), a na dodatek słynną “czutkę”, bo wyczułem coś więcej niż tylko zwycięzcę. Idealnie.

Zgubiło mnie to, że zacząłem kombinować. Znalazłem mecz - Dark Sided kontra Kings. Kurs na tych pierwszych wynosił aż 20, podczas gdy na drugich - 1,30. Wydawać by się mogło, że sytuacja czysta i pewniaczek to “dwójeczka”. Ale zajrzałem do statystyk.

WP.PL
Źródło: WP.PL

Okazało się, że obie drużyny są żenująco słabe. W swoich rozgrywkach nie wygrały żadnego meczu. Co więcej - inny bukmacher za wygraną Dark Sided płacił coś w okolicach 4 zł. Czyli nie są aż tak słabi, mecz powinien być wyrównany! A skoro tak, wszystko się może zdarzyć...

d1usr1i

A przecież już miałem nosa. Teraz poczułem wyjątkowy zapach - niespodzianki, sensacji i co najważniejsze: promocji. Czyli zawyżonego kursu, niedoszacowania bukmachera. Bukmachera, który lada moment zapłacze nad swoją głupotą i zapłaci za swój błąd! Ma się tego nosa.

Nie ma się.

Kombinowanie nic nie dało. Zapomniałem, że to e-sport. Tu są inne zasady. Faworyt wygrał gładko 2:0. Ale na swoje usprawiedliwienie dodam, że nie tylko ten mecz zawalił mi kupon. Przegrała drużyna RPG - kurs na nią wynosił 2,50, a na przeciwników 4,25. Był remis. Dziwaczne kursy, dziwaczny rezultat.

East News
Źródło: East News, fot: Lukasz Kalinowski

To jednak mogłem jakoś wytłumaczyć - był to pojedynek z gatunku “nie wiadomo kto wygra”. Gorsze było co innego. Przegrał jeszcze jeden faworyt, na dodatek nieco pewniejszy - kurs na wygraną wynosił 1,55!

d1usr1i

Postanowiłem więc sięgnąć do statystyk. Jestem e-sportowym amatorem, ale nie myślcie sobie, że lubię wyrzucać pieniądze w błoto (tak, wiem, że moje romantyczne podejście do bukmacherki świadczy o czymś innym). Sprawdziłem, jak typują inni i zerknąłem, jak radzą sobie drużyny, których mecz chciałem obstawić. Tym bardziej że kursy były bardzo, bardzo wyrównane - za zwycięstwo jednej płacono 1,55, za zwycięstwo drugiej… 1,75. To tak, jakby miał się odbyć rzut monetą.

Statystyki mówiły jednak co innego. W przypadku nieznacznego faworyta prawdopodobieństwo wygranej wynosiło 67 proc. - na 131 spotkań wygrali 88, 43 przegrali. Rywal w 112 pojedynkach 59 razy cieszył się z wygranej, 52 razy schodził pokonany. Prawdopodobieństwo wygrania “mojego” meczu wynosiło więc tylko 52 proc..

Liczby nie kłamały. Wygrał lepszy, z większymi szansami na zwycięstwo. Czyli zespół, na który postawiłem.

Ale przegrała drużyna, którą wybrałem na zasadzie “wydaję mi się, że może wygrają, chociaż nie mam pojęcia, dlaczego tak twierdzę”. Nie wygrali. Kupon do wirtualnego kosza.

Zostało mi niewiele pieniędzy, więc ratowałem się obstawianiem na żywo. Uwielbiam tak grać stawiając mecze piłkarskie. Ogląda się mecz i widzi, komu dzisiaj wychodzi, a kto “nie wyszedł z szatni”, jak mawiają komentatorzy. Akurat rozgrywał się jeden e-sportowy pojedynek. Drużyna wygrała pierwszą rundę, a kurs na to, że wygrają cały mecz do zera był bardzo atrakcyjny - ponad 2 zł. Zaryzykowałem, myśląc, że są w formie, więc pójdą za ciosem. Cóż, nie poszli, a ja zostałem z niczym.

Prawie z niczym, bo wydaje mi się, że jestem trochę mądrzejszy: przyznaję, e-sport ma w sobie coś ze sportu. Oczywiście to podejście laika, amatora, e-sportowego dyletanta. Może wybrałem złe drużyny do “eksperymentu”. Może również grali amatorzy? Może dzisiaj mecze potoczyłyby się inaczej, bo to jedno wielkie losowanie?

Ale jednak niewykluczone, że gdybym naprawdę oglądał mecz, który postawiłem na żywo, to zobaczyłbym, że drużyny są wyrównane. Owszem, jedną rundę wygrał mój zespół, ale tylko dlatego, że miał szczęście. W piłce też się tak zdarza: zespół “ciśnie”, ale tracą gola z kontry albo po rzucie rożnym. Bywa i tak, ale lepsi potem potwierdzają swoją klasę i ładują cztery bramki. Może tak było w tym przypadku?

WP.PL
Źródło: WP.PL, fot: Bolesław Breczko

Nie wykluczam tego, bo moja e-sportowa bukmacherska kariera za bardzo przypomina mi moje piłkarskie bukmacherskie typy. Czyli czasami stawiam dobrze, a znacznie cześciej wydaje mi się, że stawiam dobrze, bo o rezultacie decyduje coś więcej niż moje przeczucie. Faworyci wygrywają, gdy grają ze słabymi. Dobrzy też, ale zdarza im się przegrać, gdy grają z drużyną na swoim poziomie. Średniacy toczą wyrównane boje, w których o zwycięstwie decydują detale.

Na swój sposób jest to uporządkowane. Zdarzają się mecze oczywiste do wytypowania (jak w piłce, gdy Manchester City gładko ogrywa Watford 6-0) i takie, gdzie nie wiadomo nic, a zdarzyć się może wszystko - jak w przypadku meczu West Bromwich Albion - West Ham United. Amator mógłby pomyśleć, że skoro WBA było wyżej, to wygra, tym bardziej że gra u siebie. Jednak ktoś, kto siedzi w lidze angielskiej, wie, że to nie takie proste. Czynnik ludzki jest ważny, trzeba znać zawodników, wiedzieć, że forma jednych rośnie, że jedni grają lepiej na wyjazdach niż u siebie. Dlatego nie doceniłem e-sportu. Tymczasem panują tu takie same zasady, jak w piłce nożnej. Mój solidny argument przeciwko zaliczaniu e-sportu do sportu wypadł mi z rąk i z hukiem się roztrzaskał.

Czy jednak bukmacherka może sprawić, że amatorzy tacy jak ja zainteresują się e-sportem? Wątpię. Nie będę obstawiał e-sportu z takich samych powodów, przez które nie typuję rozgrywek siatkarskich czy koszykówki - bo mnie to kompletnie nie interesuje. Co nie zmienia faktu, że to kolejna dziedzina, którą e-sport może od tradycyjnych sportów przygarnąć - obstawianie meczów sprawi, że oglądane pojedynki będą budzić jeszcze więcej emocji.

d1usr1i
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d1usr1i
Więcej tematów