"Ojciec chrzestny" polskiego esportu. Jego syn gra w legendarnym Virtus.Pro

Esport to dziś jeden z najgorętszych tematów i na świecie, i w Polsce. Zawodowi gracze zarabiają krocie i stają się idolami młodego pokolenia. Ale ta mania nie zaczęła się wczoraj.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Janusz "Hayabusa" Kubski na turnieju w 2017 r.
Janusz "Hayabusa" Kubski na turnieju w 2017 r. (Archiwum prywatne)

Janusz "Hayabusa" Kubski. Urodzony w 1957 roku. "Ojciec chrzestny" polskiego esportu. Ma na koncie m.in. zorganizowanie pierwszego Poznań Games Arena oraz założenie historycznych klanów: SpecSter i Team Pentagram. Główny sędzia i head admin Heyah Cybersport. Obecnie manager Team Kinguin. Judoka, dwukrotny akademicki Mistrz Polski. Prywatnie ojciec dwójki dzieci, Gosi i Filipa. Jego syna kojarzy zapewne większość polskiej młodzieży - to "Neo" z polskiego Virtus.Pro.

Sebastian Nanasik: Czy cały czas obserwujesz polską scenę "CS:GO"?

Janusz "Hayabusa" Kubski: Tak, choćby z racji pełnionych obowiązków powinienem. I muszę przyznać, że niektóre spotkania oglądam z dużym zaciekawieniem. Mamy naprawdę sporo utalentowanych graczy i dobrych zespołów. Warto wymienić przede wszystkim AGO, PRIDE, Venatores, Pompa czy kontrowersyjne Codewise Unicorns, nie zapominając oczywiście o Team Kinguin. Brakuje mi jedynie większej liczby lanowych konfrontacji tych drużyn. Mamy: PLE i ESL, czasem jakieś przypadkowe turnieje. Jednak lanów [zawody rozgrywane offline - przyp. red.] z reprezentacją ich wszystkich w zasadzie nie ma. A nawet jeśli są, to najczęściej pojawiają się cztery zespoły, a ja sam wymieniłem ich sześć. Choć jest jeszcze kilka innych, które potrafią tym wymienionym napsuć krwi. Finałowe lany są po prostu za małe, chciałbym widzieć takie, gdzie zobaczymy osiem albo i 16 drużyn.

Czy pośród wymienionych drużyn widzisz następców Złotej Piątki, czyli Virtus.Pro? Kto będzie najlepszy w perspektywie 2-3 lat?

Z tymi następcami bywa różnie. Chciałbym wskazać jedną, zasadniczą różnicę między Złotą Piątką a obecnymi zespołami - wiek. Nasze najlepsze dziś AGO, średnia ich wieku jest dużo większa niż średnia G5, gdy zdobywali mistrza Europy w 2005 i Mistrza Świata w 2006 - Neo miał wtedy 18/19 lat. W wieku 16 lat wygrał polskie World Cyber Games. AGO już dziś jest ze 3 lata starsze i nie może się pochwalić takimi osiągnięciami. Można powiedzieć, że mieliśmy do czynienia z ewenementem na niespotykaną skalę, a weźmy jeszcze pod uwagę warunki. Nie latało się na lany, tylko jeździło czym się da, spało w tańszych hotelach, oszczędzało na wszystkim. Nie było też stałych pensji. W zasadzie porównujemy ówczesnych zaawansowanych amatorów do dzisiejszych profesjonalistów. Wniosek nasuwa się jeden - G5 było niepowtarzalne, a AGO, choć jest bardzo dobrą drużyną, w tej perspektywie niewiele osiągnęło. Choć ma rzeczywiście duży potencjał i znakomity zespół. G5 miało genialne indywidualności. Ale sam "Counter-Strike" też był inny.

Archiwum prywatne
Podziel się

Ponań 2002 r. Specnaz zwycięzcą pierwszego turnieju "Counter-Strike". Pierwsi z lewej: Hayabusa (stoi) i Neo (kuca)

A czy nie sądzisz, że - tak jak w innych dyscyplinach sportowych - nadchodzi kres związany z wiekiem wpływający na formę czysto psychofizyczną?

Nadejść musi, prędzej czy później, choć wciąż nie jesteśmy w stanie tej granicy zauważyć, wyznaczyć. Jest kilku graczy, którzy dotrwali dzisiejszych czasów, a na ich poziom nie wpływa tylko indywidualna gra, ale gra całego zespołu. Neo, Taz, f0rest, Fox to jedni ze starszych graczy i wciąż potrafią grać rewelacyjnie, choć może rzadziej niż kiedyś. Nie mamy na kim dokonać badań, gracze wykruszają się szybciej z różnych względów. Życie sportowca trwa dłużej, choć oczywiście zależy też od dyscypliny.

W esporcie największą przeszkodą są kwestie finansowe. Choć pieniądze są spore, to tylko jednostki zarabiają lepiej. Z tym, że to "lepiej" możemy porównać do bardzo dobrych pensji. Odległość dzieląca ich zarobki od zarobków sportowców mierzona jest nadal w latach świetlnych. Pensje polskich esportowców na poziomie 10 tys. złotych miesięcznie nawet przez kilka lat nie pozwolą im na zapewnienie sobie stabilizacji do końca życia, jak to w przypadku sportowców bywa. Sytuację tę porównałbym do okresu, który w dawnych latach uporczywie nazywaliśmy sportem amatorskim, choć nim nie był. Mieliśmy jako sportowcy niezłe dochody, jednak nie takie, by ułożyć sobie życie. Stąd często możemy słyszeć o naszych złotych medalistach olimpijskich, którzy dorabiają na przykład jako taksówkarze. Jestem ciekaw, co stanie się z obecnymi graczami za powiedzmy 15 lat? Nie każdy będzie pracował w branży gier, jak choćby Luq w CD Projekcie czy Zibi w Samsungu.

Czy Team Kinguin ma szanse zająć miejsce Virtus Pro?

Nie wiem. Przyznaję, że przez chwilę była taka nadzieja, ale gdzieś coś po drodze nam uciekło, rozlazło się. Złe decyzje personalne, za duże apetyty po pierwszych sukcesach, presja, której nie wytrzymali gracze, na siłę szukanie przyczyny spadku formy, co przecież jest naturalne. Wykonywaliśmy za dużo gwałtownych, niecierpliwych ruchów. Nie mieliśmy drugiej "złotej piątki", choć pewnie tak się niektórym wydawało. Jako swoisty przykład podam cytat z artykułu dotyczący obecnego Cloud9 i ich zwycięstwa na ostatnim Majorze: "W trzy lata do zwycięstwa". Nie pół roku, nie rok. Trzy lata. Na wynik trzeba poczekać. My przez półtora roku wymieniliśmy de facto cały skład – minisa, Innocenta, furlana, hypera, szpera, kap3ra.

Skąd decyzja o zamianie szpera i Kap3ra na Foxa i MuTiRiSa? Jak przebiega proces integracji, czy nie ma problemów z komunikacją pomiędzy zawodnikami?

No cóż, nie jest tajemnicą, że decyzja zapadła wyżej. Jest zresztą za wcześnie, by ją oceniać, ale zapadła i trzeba z tym żyć. Szpero zresztą miał zostać, ale to jego decyzja, jego zdanie i pewnego rodzaju wyraz braku akceptacji na dokonane zmiany. Jest dorosły i ma prawo do własnego zdania. Skorzystał na tym mouz i patrząc na jego grę należy zauważyć, że jest obecnie jednym z lepszych naszych graczy. Kap3r był dla wszystkich niespodzianką, skromnym i pracowitym chłopakiem z ambicjami, zastąpił Hypera i choć z pewnością był zawodnikiem nieogranym drużynowo, zrobił, co mógł, a nawet więcej.

Brak jednak doświadczenia i drużynowego grania na imprezach czasem dawał o sobie znać. Kap3r robił swoje, potrafił być nawet fenomenalny, ale im dłużej grał, tym bardziej chyba ulegał presji otoczenia. To oczywiście moje zdanie. Myślę, że za wcześnie wypuściliśmy go na szerokie wody, ale mam jednak nadzieję, że do składu wróci. A jak zagrać potrafi, udowodnił w ten weekend na turnieju w Toruniu.

Zobacz też: Przy tych grach zarywaliśmy noce

Fox to gracz znany, ograny i doświadczony, ale patrząc na jego wiek (31 lat) boje się, że na własnej, drużynowej skórze możemy odczuć upływ mijającego czasu. Patrząc długofalowo raczej powinniśmy szukać pośród młodszych graczy. Z drugiej strony, nie licząc tragicznego debiutu z Windigo, gdzie Fox miał statystyki tak złe, że nie ma nawet jak ich bronić, to idąc dalej z meczu na mecz się rozkręcał. Zazwyczaj był w czołówce.

Obaj z MuTiRiSem grali w portugalskim k1ck i, że tak powiem, obu otrzymaliśmy w pakiecie. MuTiRiS jest dużo młodszy i ma jeszcze przed sobą dobrych kilka lat grania. Doświadczenie całkiem spore, choć osiągnięcia zdecydowanie mniejsze, może dlatego, że całą swoją karierę spędził na własnym podwórku. Potrafi całkiem dobrze zagrać, problem mamy w komunikacji i dowodzeniu. W swym debiucie Fox dowodził pierwszy raz w życiu stąd chyba wynik i jego indywidualna kiepska gra. Zespołowi, obojętnie jakim składem gra, potrzebny jest spokój i kredyt zaufania. Chciałbym, żeby zespół się tego doczekał. Na ocenę jest za wcześnie.

Czy zwycięstwo Cloud9 w ostatnim Majorze to niespodzianka?

Z pewnością nikt nie stawiał ich w roli faworytów, ale to właśnie C9 rozprawiło się z każdym z faworytów. Pokonało takie potęgi jak: G2, Astralis, SK, czy Virtus.pro, choć na finały dostało się nie bez problemów, wygrywając trzy, a przegrywając dwa spotkania. Patrząc jednak na cały ubiegły rok nie ma się co dziwić. "CS:GO" bardzo się wyrównał, każdy może wygrać i przegrać z każdym. Wygrana Gambit w Krakowie też niby była niespodzianką, ale ona nie przyszła ot tak sobie. Po drodze w przypadku obu zespołów mieliśmy liczące się sukcesy.

Archiwum prywatne
Podziel się

Nie tylko esport. Hayabusa (trzeci z prawej) to również czynny sportowiec.

Jak oceniasz poziom finałowej rozgrywki ostatniego Majora? Pojawiły się głosy, że był to najbardziej emocjonujący finał w historii.

Mecz bardzo mi się podobał. Biorąc pod uwagę napięcie i zmiany sytuacji, powiedziałbym, nie umniejszając sukcesu C9, że to FaZe przegrało mecz. Miało cztery match pointy i nie potrafiło ich wykorzystać. W zasadzie niemal przez ostatnią całą mapę to C9 musiało odrabiać straty. Przegrało pierwszą połowę i potem miało cały czas pod górę. Przy wyniku 15:11 FaZe chyba za szybko uwierzyło w swój sukces, a ściany na hali należały do Amerykanów.

Dla mnie jednak osobiście najważniejszym meczem w historii był finał WCG w 2009 r. - Again vs fnatic z pięcioma dogrywkami na drugiej mapie.

Jesteś ojcem jednego z najlepszych zawodników w historii światowego Counter Strika – Filipa "Neo" Kubskiego, którego karierą kierowałeś na wczesnym etapie rozwoju. Nie wszyscy młodzi esportowcy mogą liczyć na wyrozumiałość swoich rodziców. Czy chciałbyś im coś przekazać?

Czy mógłbym coś przekazać. Powiem wymijająco - ani nie zachęcam, ani nie zniechęcam. Warto dzieciom poświęcić uwagę i zdawać sobie sprawę z ich talentów, możliwości i niedostatków. Czasem to ambicja rodziców pcha dzieci na takie a nie inne tory, a nie zawsze jest to wynikiem ich własnej pasji. W przypadku Filipa mieliśmy ułatwione zadanie - miał talent i nie miał problemów z nauką. Miał wiele talentów, zainteresowań i to chyba nasza zasługa, że pozwalaliśmy mu się rozwijać w różnych kierunkach. Część z nich to nasze własne pasje, ale też poświęcenie - szczególnie żona nie szczędziła czasu, wożąc na piłkę, na taekwondo czy triathlon.

Archiwum prywatne
Podziel się

Dzieci: Filip (mistrz świata i mistrz Europy w "CS") oraz Gosia (zawodniczka "CS 1,6", reprezentantka Polski kobiet)

Początkowo komputery były obok, może nie na drugim miejscu, ale po prostu były kolejną rozrywką, dawkowaną rozsądnie. Esport pojawił się obok normalnego życia, choć z czasem zajął pierwsze miejsce, ale było to na takiej samej zasadzie jak wcześniej piłka. Jest talent, trzeba go rozwijać. Nasza sytuacja była może trochę inna, bo sami bawiliśmy się komputerami i wiedzieliśmy, z czym się to je. Stąd brak obaw, choć z pewnością w początkowym okresie nikt nie myślał, że stanie się to sposobem na życie. A jeśli miałbym coś poradzić, to powiedziałbym, że należy dzieciom poświęcić uwagę, a nie zostawiać je samym sobie.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Sebastian Nanasik

Polub WP Gry
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.