Nowy rozdział - recenzja "Assassin's Creed Origins"

Nie będę ukrywał - jestem dużym fanem serii o kolejnych pokoleniach skrytobójców walczących o wolność. Saga "Assassin's Creed" miała swoje świetne i bardzo słabe momenty. "Origins" to pod wieloma względami solidny krok na przód. Przy "Assassin's Creed Origins" spędziłem już kilkanaście godzin. Mam pewne zarzuty, ale niczego nie żałuję
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Nowy rozdział - recenzja "Assassin's Creed Origins"
(Ubisoft)
WP

Starożytny Egipt. To nie tylko kolejny pomysł na osadzenie gry w historycznych realiach, ale też świetna wymówka. Do tego, żeby w końcu na dobre "otworzyć" świat gry. Do tej pory większość gier z serii skupiała się na eksplorowania miejskich zaułków czy ogromnych pałaców, zamków i katedr. Byliście naturalnie ograniczeni do biegania po ulicach i dachach.

Wyjątki oczywiście się zdarzały. Już w drugim "Asasynie" były lokacje, w których dało się konno zwiedzać niewielką okolicę miasta. W "Assassin's Creed III" dość swobodnie zwiedzaliśmy amerykańskie lasy, a w czwartej odsłonie - "Black Flag" już całkiem swobodnie żeglowaliśmy między karaibskimi wyspami. "Origins" poszedł szlakiem "Black Flag", ale przeważającą powierzchnię wód zamienił na pustynne piaski, lasy, pola uprawne, miasta i miasteczka. Swobodnie kursujemy między nimi i zajmujemy się... no właśnie, czym?

Fabularna pustka

WP

Ubisoft już dawno dał sobie spokój z przekonywaniem nas, że metafabuła ich gier ma sens. Pierwsze części spinała historia Desmonda Milesa i ekipy naukowców, którzy poszukiwali potężnego artefaktu. Być może sukces serii przerósł twórców, którzy nie byli przygotowani na ciągnięcie scenariusza przez 10 lat. Zaczęli więc tworzyć całkowicie pretekstowe bajki o ludziach, którzy przenoszą się w czasie.

Nie lepiej wygląda fabuła samej gry. Nasz nowy bohater to Bayek, medżaj - jak się dowiadujemy potem, to była kasta strażników faraonów. Teraz po prostu służy ludziom. Ale jego nadrzędnym celem jest zemsta za śmierć syna. Śmierć, której kulisy poznajemy na wczesnym etapie gry - i została oddana straszliwie groteskowo. Wpisywana we wszystko nadrzędna walka z systemem, uosabianym przez faraona i sprzyjające mu wojska, nie pomaga.

WP

W którymś momencie po prostu odpuściłem skupianie się na tym, o czym jest historia. Być może czeka mnie później fajny fabularny twist, ale spośród kilkunastu fabularnych misji większość była co najwyżej przeciętna, a tylko jedna naprawdę mnie bardziej poruszyła swoimi pomysłami. Na szczęście są inne rzeczy, które sprawiają, że chcę w to dalej grać.

Swoboda totalna

Podróżowanie na wielbłądzie między kolejnymi prowincjami Egiptu to w sumie nic zaskakującego. Zwłaszcza jeśli graliście w którąś z ostatnich części gry "Far Cry". Ale jakże cieszy! Chociaż silnik graficzny napędzający serię się nie zmienia, Ubisoftowi udało się nieźle zaczarować rzeczywistość. Wersja na Xboksa One X w wersji 4K wygląda po prostu fenomenalnie. Zdarzają się czasem spadki liczby klatek poniżej granicy płynności, ale większość czasu całość wyglądała zjawiskowo.

Ubisoft
Podziel się
WP

To także zasługa pieczołowicie dopracowanej "scenografii". Tu jest wszystko. Bezkresne pustynie, małe oazy, lasy i pełne krzewów góry. Są plaże, wybrzeża pełne trzcin i lilii wodnych czy w końcu ogromne zbiorniki wodne, po których śmigamy łódkami. Ostatnio w oczy rzucił mi się taki detal, jak chmara ptaków, które wynurzają się z traw, spłoszonego dźwiękiem nadjeżdżającego konia.

W parze ze swobodą poszedł inny szalenie ważny element, który przesądził o moim zainteresowaniu "Origins". To duże zagęszczenie misji. Co chwila natrafiamy na poboczne zadania - wieloetapowe questy czy mieszkańców proszących o pomoc. Są też generowane losowo zadania, takie jak pomoc rebeliantom czy uratowanie człowieka zmagającego się z hipopotamem czy krokodylem.

W końcu są też obozy wojskowe, które należy "oczyścić" i pozbyć się potężnego kapitana, a przy okazji odnaleźć skarb. Efekt jest taki, że spędzam czas odsuwają w czasie główny wątek, a latam sobie po okolicy za nowymi zadaniami, ciekawymi lokacjami oznaczonymi na mapie pytajnikiem. Czy ikonicznymi "wieżami" - wysoko położonymi punktami, które odsłaniają nam tajemnice okolicy.

WP
Ubisoft
Podziel się

Nowy system walki

Koniec z tym przestarzałym już systemem, gdzie pojedynkowaliśmy się z wrogami prostym systemem kontr. Teraz walka wskoczyła na klasyczny poziom gier akcji. Swobodnie machamy orężem, możemy zadawać obrażenia wielu wrogom naraz, używać tarczy, wykonywać uniki. Do tego ten wybór broni...

WP

Mamy miecze, miecze zakrzywione, berła, maczugi, włócznie czy podwójne zestawy ostrz. Każdą "gatunkiem" walczy się trochę inaczej, bo cechuje je inny parametr szybkości i wysokości zadawanych obrażeń. Włócznia stawia na trzymanie wroga na odległość, podwójne miecze sprawdzają się wyłącznie, gdy podejdziemy bardzo blisko. Ja przez prawie całą grę stosuję naprzemiennie szybko, zakrzywiony miecz oraz długi topór.

Ubisoft
Podziel się

Każdą broń opisuje główny parametr ogólnego poziomu oraz zadawanych obrażeń. Do tego dochodzą dodatkowe cechy, np. szybsze ładowanie adrenaliny (jest potrzebna do wykonywania specjalnych ciosów) czy wywoływanie krwawienia. Są też bronie legendarne, które potrafią wrogów podpalić albo skazić trucizną. Z kolei tarcze mogą bardziej sprawdzać się, jako obrona w walce wręcz i przed strzałami.

Osobną kategorią są łuki. Używam ich non-stop Są cztery rodzaje. Klasyczny pozwala lekko przybliżać cel i "ładować" siłę strzału. Łuk myśliwski przybliżenia nie ma, ale wypuścimy nim strzałę za strzałą. Jest też łuk, w którym na raz napinamy kilka strzał - obrażenia sumaryczne ogromne, tylko rozrzut spory. Na końcu łuk "snajperski" - strzela na dalsze dystanse, a po odblokowaniu jednej z umiejętności pozwala... zdalnie sterować strzałą. Mało realistyczne, ale co tam - korzystam z tej opcji nałogowo.

W praktyce walka wygląda tak. Najpierw korzystam z pomocy Senu, ptaka Bayeka, którym zwiedzam okolicę i oznaczam wrogów. Następnie wybijam z łuku pojedynczych strażników, którzy są łatwym celem. Wpadam do twierdzy i bez większego namysłu rozpoczynam starcie. Zbliżających się strażników zdejmuję z klasycznego łuku, wykonuję unik i zaczynam siekanie na lewo i prawo. Prawym spustem na padzie "ładuję" topór, aby Bayek wykonał z nim pełen obrót. Gdy naładuje mi się adrenalina, odpalam specjalny cios i powalam jednego wroga. Gdy zależy mi na szybkości, przełączam się na miecz.

Ubisoft
Podziel się

Ekscytujące są też pojedynki, gdy jadę na wielbłądzie czy koniu. A robię to często, bo na koniach przemieszczają się między miastami strażnicy, którzy zawsze mają w kieszeniach surowce - niezbędne do ulepszania zdolności bohatera. Tu na szczęście sytuację ratuje lekkie wspomagania celowania, które mocno ułatwia namierzanie wroga podczas dzikiego pościgu. Dzięki temu praktycznie nie odpuszczam, gdy nadarzy mi się okazja do walki.

Czegoś mi brakuje

Ale im lepiej się bawiłem, tym bardziej docierało do mnie, że to zabawa lekko powierzchowna. "Czyszczenie mapy" ze wszystkich znaczników, skarbów - to rzeczy, które już robiłem dziesiątki razy. Teraz je bezwiednie powtarzam, bo podoba mi się wirtualny Egipt i podoba mi się system walki. Ale co powstrzymało twórców przed tym, aby dodać trochę więcej?

Chociaż poboczne misje bywają całkiem ciekawe, coraz częściej pomijałem dialogi i jechałem wyłącznie w kierunku wskazanym przez znacznik. Mało tu tajemnicy, intrygi poszukiwań. Mało naprawdę ciekawych lokacji, przygotowanych wyłącznie "pod tę jedną misję". Przez paręnaście godzin byłem tylko w dwóch miejscach, które przypomniały mi klimat starych "Asasynów" - na szczycie latarni morskiej w Aleksandrii i w środku Piramidy Cheopsa. A reszta? Miłe dla oka rejony, ale nic godnego zapamiętania.

Ubisoft
Podziel się

To samo się tyczy na przykład nagród. Jesteśmy mamieni słowem "skarb", podczas gdy w większości są to kolejne bronie do kolekcji - najczęściej całkowicie nie warte naszej uwagi. To nie "Diablo", gdzie każde większe starcie może zaowocować odnalezieniem znakomitego oręża. Twórcy postanowili zresztą, że za zbierane w grze pieniądze możemy ulepszyć broń, dostosowując ją do aktualnego poziomu bohatera. Stąd też od wielu godzin towarzyszą mi te same egzemplarze.

Ciekawe jest też to, że "Origins" jest "najmniej asasynowy" spośród wszystkich części. Tak, możemy dokonywać cichych zabójstw nożem, a większość lokacji umożliwia krycie się po krzakach czy śmiganie na linach pomiędzy budynkami. Ale ponieważ walka jest ciekawie zrealizowane, bardzo łatwo doznać bitewnego szału i walczyć na otwartym terenie. W końcu jakaś odmiana. Ale i tak mam zarzut do twórców, że gra momentami jest zbyt prosta. Nieraz alarmowałem prawie cały garnizon swoją obecnością, ale i tak spora część strażników nadal patrolowała przyczółki, w ogóle nie świadoma tego, że właśnie wycinam ich kolegów.

Werdykt

Nie przeszedłem całej gry. Daleko mi ładnych paru godzin. A do tego jestem typem gracza, który ma wewnętrzną potrzebę wykonywania wszystkich pobocznych misji. Ale nawet jeśli fabuła pod koniec gry się ciekawie zagęści, nie zmaże to poczucia pewnego zażenowania od słuchania wielu kiepskich historii. Przydałby się też mimo wszystko bardziej rozbudowany system parametrów broni - chociażby ułamek tego, co znamy z serii "Diablo" lub "Borderlands".

Ubisoft
Podziel się

Przydałyby się dłuższe i bardziej złożone misje, które odrywałyby nas od pewnej monotonii, jaką jest dojście do punktu i wyrżnięcie "złych". Choć i tak jestem pełen podziwu, jak ten prosty schemat został fajnie zawoalowany różnymi historiami.

To, co mi się jednak bardzo podobało, to duży, otwarty świat, który chce się przemierzać i odkrywać. Grając, nawet się nie połapałem, kiedy moja "krótka" sesja przerodziła się w 4-godzinny ciąg. Świetny jest system walki, pozwalający delikatnie różnicować taktykę, a nie tylko machać mieczem bez ładu i składu. Efekt końcowy jest taki, że fabularnych opowieści słucham jednym uchem, co jakiś czas smucę się, że brakuje mi tu i ówdzie głebi, ale i tak świetnie się bawię.

Ocena 3+/5

WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP