Kochano je dwie dekady temu. Do teraz nic się nie zmieniło

Pewne rzeczy są pewne – jak śmierć, podatki, czy przekonwertowanie oryginalnego "Dooma" na nową konsolę. Nowsze i starsze gry pojawiają się i znikają, ale kilka tytułów z lat 90. nigdzie się nie wybiera. Ba, mają ciągle oddaną rzeszę fanów.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
"Doom" na pianinie? Żaden problem!
"Doom" na pianinie? Żaden problem! (Youtube.com)
WP

Dwie dekady to w popkulturze całe wieki. W branży gier, tak zależnej od technologii to jeszcze więcej czasu. Widać to zwłaszcza wtedy, kiedy porównamy do siebie marki gier, które są dalej produkowane.

WP

Na początku wspomniałem "Dooma" – nieprzypadkowo zresztą, bo ostatnia odsłona cyklu pojawiła się na komputerach w 2016 roku. Tymczasem pierwsze części, wydane ponad dwie dekady temu, są nie tylko ciągle ogrywane, ale wspierane, modowane i przerabiane na wszelkie sposoby przez fanów. Dzieło id Software nie jest oczywiście jedyne – dość wspomnieć takie tytuły jak "Quake" i "Golden Eye". Czemu ludzie dalej o nich mówią po tylu latach? Sprawdźmy.

Nostalgia

Kultura retro jest ciągle na fali – niedługo w kinach pojawi się amalgamat postaci z lat lepiej lub gorzej pamiętanego dzieciństwa, czyli "Ready Player One". Nie mówiąc o tym, że część dużych graczy na growym rynku przestawili trochę tory z tworzenia oryginalnych produkcji na niekończącą się serię rebootów, remasterów i sequelów. Jeśli grasz w takiego "Wolfensteina" bądź "Dooma" właśnie, to warto sobie odświeżyć stare edycje, prawda? Zwłaszcza, że są dostępne w dystrybucji cyfrowej, więc nie trzeba się martwić o ich kompatybilność.

Ba, nawet twórcy nowych wersji umieszczają w swoich grach easter eggi, związane ze starszymi odsłonami. W "Wolfenstein: New Order" możemy zagrać poziom z klasycznej wersji z 1991 roku, a w "Super Mario Odyssey" możemy odblokować wygląd najsłynniejszego włoskiego hydraulika z wersji na Nintendo 64.

Moderzy

Nic tak nie przytrzymuje tytułu przy życiu, jak oddana fanbaza - wtedy żywotność tytułu może być przedłużana właściwie w nieskończoność.

WP

Spójrzmy na wydany na Nintendo 64 "Goldeneye 007" – cyfrową adaptację przygód James Bonda za kadencji Pierce'a Brosnana z 1997 roku. W tym roku pojawiła się modyfikacja, która łączy uniwersum agenta 007 z postaciami znanymi z gier o Mario. Wszystko oczywiście jest w pełni grywalne, a twórca wideo dziękuje deweloperom za jedną z najlepszych gier FPS w historii.

Podobnie jest zresztą z Doomem – tworzony do niego od 2010 roku mod "Brutal Doom" dodaje coraz to nowe plansze, bronie, animacje i wrogów, wyciskając z leciwego silnika ostatnie soki. Ba, pojawił się nawet swoisty dowcip – odtwarzanie oryginalnej gry na przeróżnych urządzeniach. Tutaj można znaleźć galerię urządzeń, na której ją odtworzono. Jest też polski wątek – Mikołaj "Sos Sosowski" Kamiński" zemulował Dooma na pianinie. Efekt jest dostępny do obejrzenia poniżej.

WP

W epoce wirtualnej rzeczywistości, grafiki 4K i 60 klatek na sekundę, ludzie dalej czekają na aktualizację swojej ulubionej gry z dzieciństwa. Tutaj musi być coś więcej, niż stwierdzenie, że "kiedyś to były gry, teraz nie ma gier".

Mechanika

WP

W końcu nie można było pominąć tego jakże istotnego elementu – wszystkie wspominane tytuły były niesamowicie grywalne. Na jednej z grup dla fanów gier zapytałem, co takiego widzą w "Doomie". "Bo to zaj****sta gra?" – to była jedna z odpowiedzi, ale wszystkie były utrzymane w podobnym tonie. Czy jednak można się dziwić internauto? Każda wspomniana produkcja miała własny klimat, design poziomów, arsenał broni, dynamikę i potwory do ubicia. A to przenosi nas do…

Wyzwanie

Ciekawe ogląda się słowa George'a Romero, stojącego za większością kultowych już tytułów, które to opisano. Zapytany o nowe gry, stwierdza jasno: nie ma w nich wyzwania, nie powodują, że gracz musi się wysilić. Są po prostu słabe. Produkcje z lat 90? One wymuszały maksymalne skupienie, były trudne, a gracze to uwielbiali, bo satysfakcja płynąca z przejścia kolejnego etapu była niesamowita.

WP

Ba, dalej zresztą gra się w nie, by przesunąć granicę trudności jeszcze bardziej. Kolejne mody jeszcze bardziej urozmaicają rozgrywkę, ale i czynią ją wymagającą. "Teraz nie gra się w nie for fun. Teraz wyciska się z nich ostatnie soki na najwyższych poziomach trudności" – Tak można podsumować motywacje, jakie stoją za kolejnymi odsłonami fanowskich zmian.

Innowacyjność

I tu warto podsumować wszystkie te tytuły słowem, które znajduje się powyżej. Żadna z tych produkcji nie była pierwsza w swoim gatunku, ale doprowadzała do perfekcji jego poszczególne cechy. "Doom" był szybką i brutalną rozgrywką, która wymagała kociej zręczności, "Goldeneye 007" miało jeden z najlepszych trybów multiplayer w latach 90. i świetną mechanikę strzelania. "Super Mario 64" to podstawa trójwymiarowych platformówek, gdzie otwarty świat i kolorowy świat wypełniały znajdźki oraz sekrety, a "Quake'a" pamiętamy za gotycki klimat i trzecią część, "Arenę", która zdefiniowała wraz z "Unreal Tournament" gry sieciowe.

"Każda strzelanka, która wyszła po Quake i Doom, w jakiś sposób je naśladuje" – stwierdził pisarz oraz historyk zajmujący się grami, David L. Craddock. To wyjaśnia ich popularność – w końcu nie każdemu wystarczą inspiracje i woli sięgnąć do źródeł. A wtedy wpada w wir, z którego ciężko się wydostać.

Polub WP Gry
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP