WP

Flippery nie umarły. Udowodnili mi to właściciele klubu Pinball Station

Maszyny do pinballa to już rzadkość. W tym lokalu jest ich aż 25. Wchodzę do środka i czuję, że przy każdym chciałbym spędzić przynajmniej pół godziny. O magii flipperów i ich burzliwej historii opowiadają mi szefowie Pinball Station.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Flippery nie umarły. Udowodnili mi to właściciele klubu Pinball Station
(Pinball Station)
WP

Pinball Station wygląda jak mekka dla ludzi wychowanych w latach 80. i 90. Znajdujący się w przykolejowym pasażu ceglanych pawilonów lokal jest wypełniony błyszczącymi, brzęczącymi maszynami. Kupujemy bilet w wersji ulgowej, studenckiej lub normalnej, zamawiamy coś przy barze i siedzimy przy maszynach do bólu. Wciągają mnie od pierwszej sekundy. Ale najbardziej ciekaw jestem, czy za tymi 20-, 30-, a nawet 40-letnimi sprzętami kryją się jakieś niezwykłe historie.

Oczywiście, że tak. Usłyszałem je od Bartka Radomyskiego i Pawła Nowaka, którzy założyli Pinball Station.

Barnaba Siegel
Podziel się
WP

* Flippery to lekka egzotyka. Dziś widuję je tylko nad morzem, z rzadka w salonach gier w centrach handlowych. Wy macie lokal pełen tych maszyn. Ile dokładnie?*

*Bartosz Radomyski: *Dostępnych mamy 25, do końca wakacji chcemy dobić do 30 sprawnych flipperów. Cały czas staramy się pozyskiwać kolejne maszyny, aby móc w przyszłości wymieniać ograne już tytuły.

*Paweł Nowak: *Dorzucimy też arcade'y [automaty z grami wideo, pełny słowniczek na dole – przyp. red.]. Ludzie o nie często pytają.

Skąd pomysł na tak nietypowe miejsce? I to działające cały rok.

WP

PN: Pasja do maszyn zaczęła się jeszcze w młodości, wszystkie złotówy szły na automaty. Ja grałem przede wszystkim na flipperach.

BR: Ja zdecydowanie więcej na arcade'ach.

PN: Pomysł jest dosyć świeży, powstał ok. 4 lata temu. Przez lata nazbieraliśmy dużo tych maszyn. Ja kolekcjonuję je od około 10 lat, Bartek trochę krócej. Mamy ich wspólnie ponad 40. Postanowiliśmy, że trzeba podzielić się tymi flipperami, a nie tylko trzymać je dla siebie w garażu, chuchać i dmuchać.
A z Bartkiem poznaliśmy się na turniejach flipperowych.

Barnaba Siegel
Podziel się
WP

To flippery mają swoje turnieje?!

PN: Jak najbardziej. Z 7 lat temu stworzyłem nawet pierwszą w Polsce ligę flipperową w Piasecznie pod Warszawą. Cyklicznie graliśmy turnieje. A oprócz tego są mistrzostwa Polski, zorganizowałem ich osiem, w tym roku dziewiąte. A wyżej są mistrzostwa Europy oraz świata.

Przyznam, że pierwszy raz słyszę o mistrzostwach Polski w takiej dyscyplinie...

PN: Zawody mają już kilkanaście lat historii. Wszystko zaczynało się w nieistniejącym już CDQ (Centralnym Domu Qultury) na Burakowskiej w Warszawie. Tam były pierwsze zawody, ale impreza zaczęła się powiększać, dochodziliśmy do 60 grających osób. Zaczęliśmy rozglądać się za większą powierzchnią.

WP

W zeszłym roku w Łodzi było już ponad 80 osób, w tym trochę z zagranicy. A tegoroczne Polish Pinball Open 23-24 września odbędzie się u nas, w Pinball Station. Dostawimy jeszcze wielkie namioty, żeby zwiększyć powierzchnię i nadać bardziej piknikowego klimatu. Zapraszamy, wpaść będzie mógł każdy!

A jak wyglądają mistrzostwa Europy i świata?

PN: Wszyscy gracze otrzymują rankingi po wygranej, które decydują o ich pozycji. W mistrzostwach Europy może wystartować każdy. Na mistrzostwach świata wbrew pozorom nie ma tłumu. Jest tam mniejsze grono największych wymiataczy, bo każdy kraj wystawia maksymalnie 2 najlepszych graczy. Nie zagra tam nikt z ulicy.

Jeszcze 9 lat temu na całym świecie było ok. 2500 zawodników biorących udział w turniejach organizowanych przez IFPA, międzynarodową organizację flipperową. Dziś zarejestrowanych jest ponad 50 tysięcy graczy.

WP
Barnaba Siegel
Podziel się

Wiecie czemu z naszego "krajobrazu" zniknęły flippery?

PN: Tak. To efekt rozgrywek politycznych w połowie lat 90., w wyniku których otworzono furtkę dla hazardu. Wszędzie zaczęły pojawiać się "hazardówy", które z czasem wyparły automaty z grami wideo i flippery. To był dla operatorów maszyn prosty wybór – flipper zarabiał 400-500 zł miesięcznie na czysto. Stawiałeś jednorękiego bandytę i zysk wynosił od 2000 do nawet 5000 złotych!

BR: Do tego w lokalach nie było zbyt dużo miejsca, nie dało się upchnąć i tego, i tego. A w miejsce flippera wchodziły dwie "hazardówy".

PN: To nie są nasze wymysły, słyszeliśmy te historie od wielu operatorów tych maszyn.

Powiedziałbym, że to spora strata dla naszej popkultury. Mimo wszystko i flippery, i arcade’y są zdecydowanie bardziej wartościowe od "owocówek", w których chodzi tylko o hazard.

BR: Cały czas cierpimy z tego powodu. Do dziś jak ludzie słyszą hasło "automat", to od razu kojarzą to właśnie z taką "owocówką".

PN: Niektórzy nawet jak widzą flippera, to myślą, że to jest hazard. A jeszcze bardziej im się to kojarzy, kiedy zobaczą maszynę z grą arcade… Jest to strasznie irytujące. Działamy od miesiąca, a nawet tu, w Pinball Station mieliśmy taką sytuację. Ktoś zupełnie obcy, kto przechodził, spytał "co tu będzie?". Powiedziałem, że flipperownia i usłyszałem: "Czyli co, kasyno otwieracie?". Ręce opadają do ziemi…

Ale przecież w latach 70. i 80. dużo się grało. Taka krótka w nas pamięć?

BR: Wychodzi na to, że tak. Maszyny na chwilę zniknęły i już wszyscy zapomnieli.

PN: Wrzucono wszystko do jednego wora. Tak samo jak z pokerem sportowym, który przecież nie jest hazardem.

Pierwszy polski salon z grami powstał w 1972 r., na placu MDM w Warszawie. Macie jakieś z tych maszyn?

PN: Nic nie przetrwało. W większości zostały dosłownie porąbane. Metalowe części wyszarpnięto i sprzedano na złom, a resztę spalono w piecu zimą. Dosłownie.

* Naprawdę?*

PN: Mówię całkiem poważnie. Kiedy w latach 80. pojawiły się flippery "solid state", oparte na układach scalonych, te stare, elektromechaniczne stały się całkiem bezwartościowe. Tak jak CD i winyle - jedne wyparły drugie, ludzie się pozbywali starego nośnika, a ten dopiero po latach nabierał wartości.

BR: Pamiętajmy też, że flipper zajmował dużo miejsca. Nie każdy operator mógł sobie pozwolić na trzymanie czegoś bez wartości. Nikt nie chciał tych maszyn kupić ani nawet wziąć za darmo.

Jak się potoczyły losy maszyn w innych krajach Europy?

PN: Prawie w każdym kraju jest inaczej. Na przykład na Węgrzech było zdecydowanie bardziej restrykcyjne prawo dotyczące gier hazardowych. Typowych jednorękich bandytów prawie nie było. Dlatego mają do dziś całą kulturę grania na flipperach w pubach. I dlatego też w Budapeszcie znajduje się największe w Europie muzeum flipperów – ok. 150 maszyn!
Poza tym flippery świetnie trzymają się w też w Niemczech, Szwecji i w Belgii.

Barnaba Siegel
Podziel się

Tu też są jakieś specyficzne historie stojące za popularnością tej zabawy?

PN: Szwedzi są bardzo bogatym krajem, było ich na tak drogą rzecz, jak flippery, stać. Poza tym mają lekkiego bzika na punkcie USA, ich samochodów, kultury. Kto jeździł po Skandynawii, ten na pewno to dostrzegł. Stali się prekursorami grania na flipperach w Europie.
W Niemczech przyczyna była zupełnie inna. W czasach RFN stacjonowały tam amerykańskie wojska. Po wojnie po prostu zaczęto przywozić flippery dla żołnierzy, to była rozrywka dla wojska. W ten sposób zaczęła się zakorzeniać.

BR: Do tego jeszcze w latach 70. Niemcy stały się największym dystrybutorem flipperów.

PN: Od nich szły na całą Europę. Dlatego kiedyś mnóstwo maszyn miało niemieckie napisy i niemieckie dźwięki.

Pamiętam, że wszystkie automaty miały przy wlocie na monetę symbol niemieckiej marki – DM.

PN: Standard. Symbolu złotówki nigdy fabrycznie nie robiono, zawsze były te marki. Wloty na jedną, dwie lub pięć. Czasem domowym sposobem zamieniano to na znak naszej waluty.

Barnaba Siegel
Podziel się

Więcej flipperów było przed czy po 89., po transformacji?

PN: Zdecydowanie po. Wcześniej, mimo żelaznej kurtyny, zawsze coś do nas przeciekało. Ale po otwarciu granic po prostu wjeżdżały do nas jelcze wypełnione po brzegi flipperami. Mieliśmy też więcej nowych gier, docierały do nas z rocznym, a nie kilkuletnim opóźnieniem.

Roczne, kilkuletnie. To brzmi, jakby wychodziło ich całkiem sporo. Jak dużo produkowano ich rocznie?

PN: Mnóstwo. W USA było 7 fabryk, każda wydawała po kilka tytułów rocznie, 2, 5 czy 7. Średnio wychodzi ok 30. Przeciętny nakład wynosił 4 tysięce, więc wychodzi ponad 120 tys. egzemplarzy rocznie.
Dzięki tej masie również w Polsce było ich dużo. Wciąż o krok za Niemcami, ale przynajmniej mieliśmy w co grać. Inaczej na pewno bym się tak nie wkręcił, tylko został takim "nerdem" siedzącym za konsolą.

A gracze flipperowi nie są nerdami?

PN: Oczywiście, że tak (śmiech). Chodziło mi o taki typ ludzi, co nie schodzą z kanapy.

Zatem typowi gracze w waszym lokalu to...

PN: Jeśli pytasz o wiek, głównie to osoby 30+. A typ gracza? Na pewno ci, którzy jakoś z tematem gier są związani, zwłaszcza z retrogamingiem. Tym, co grali kiedyś, łezka w oku się kręci. Ale przychodzi też dużo ludzi, którzy nigdy nie grali we flippery, a sporo słyszeli. Albo mają tylko wirtualne wersje na nowych konsolach.

Pinball Station
Podziel się

Te konsolowe wersje pinballa mają często repliki oryginalnych stołów. Można sobie poćwiczyć, a potem wpaść do nas i poczuć kolosalną różnicę między graniem na padzie a za pomocą mechanicznych łapek. Choćby nie wiem jak doskonały był silnik fizyki gry wideo, nigdy nie odda on w 100 proc. specyfiki, nieprzewidywalności klasycznego flippera. Z tego samego powodu nie ma naprawdę dobrego bilarda w formie gry wideo.

BR: Część tych osób przychodzi z dziećmi, co nas bardzo cieszy.

PN: Najmłodszego gracza mieliśmy 3-letniego.

A jakie są właśnie reakcje dzieciaków na flippery? Entuzjazm czy raczej niechęć?

BR: Fascynacja.

PN: Maszyna jest kolorowa, wciskasz guzik start, mrugają światełka, jest dźwięk i muzyka, coś się rusza, ty czymś ruszasz. Wystarczy im pokazać, i zaraz załapują. W końcu same już często grają na telefonach czy konsolach. Nie trzeba nic tłumaczyć.

BR: Tylko żeby nie tłukły bez opamiętania w knefle, czyli przyciski od łapek flippera (śmiech).

Barnaba Siegel
Podziel się

Żaden flipper nie potrzebuje instrukcji obsługi?

PN: Część faktycznie jest bardziej skomplikowana, w niektórych nawet wykonujemy specjalne misje i strzelamy z doczepionego pistoletu. O niektórych pinballach pół godziny opowiadania to byłoby mało.

Część maszyn ma bardzo dużo konkretnych nawiązań do znanych filmów. Może trzeba je też uznać za jakieś nośniki kultury?

BR: Jak najbardziej. Flipery na licencji były częścią kampanii marketingowej filmu, więc nawiązania musiały być wyraźne.

PN: Grałeś na flipperze, pójdziesz na film. Poszedłeś na film, zagrasz na flipperze. Filmy to gotowe pomysły na maszynę. Znacznie mniej mamy takich całkiem autorskich.

BR: Koniecznie musisz zagrać na "Indianie", czyli "Indiana Jones the Pinball Adventure". Rewelacyjna maszyna, łączy motywy z całej klasycznej trylogii. Jak dobrze się wsłuchasz, ropoznasz nawet konkretne dialogi.

Pinball Station znajduje się przy ulicy Kolejowej 8a w Warszawie, przy Dworcu Zachodnim. W tygodniu klub otwarty jest od 15:00 do 22:00. W piątek i sobotę od 13:00 do 00:00. W niedzielę od 13:00 do 22:00. Obecnie oficjalną stronę znajdziemy tu: www.facebook.com/PinballStation

Właściciele polecają zainteresowanym tematem flipperów także stronę Stowarzyszenia Fanów Flipperów, rankingu światowego oraz Pinball News, nowinki ze świata flipperowego.

Słowniczek:
arcade - automat z grami wideo
"hazardówka" - automat z grami stricte hazardowymi
"owocówka" - jednoręki bandyta, nazwa pochodzi od symboli owoców wyświetlanych na ekranie
knyfle - łapki sterowane z boku flippera

Polub WP Gry
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP