Trwa ładowanie...
d2rjino

Cyfrowa ziemia obiecana. W Chinach jest ponad 600 milionów graczy

Za cztery lata w Chinach będzie więcej graczy pecetowych, niż osób mieszkających w Stanach Zjednoczonych. Ten hermetyczny, ale ogromny rynek coraz mocniej otwiera się na zagraniczne produkcje i gry. Wszyscy chcą uszczknąć co nieco z tego tortu, także Polacy. I może im się to udać.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Chińskie targi gier z pozoru są podobne do tych w Polsce
Chińskie targi gier z pozoru są podobne do tych w Polsce (Archiwum prywatne)
d2rjino

Rynek wart 16 miliardów dolarów. Ponad 619 milionów ludzi grających w gry w 2018 roku. Z czego ponad 62 proc. grających to gracze mobilni. Do tego rynek esportowy, który w zeszłym roku przyniósł 6,3 miliarda dolarów zysku. Te liczby będą tylko rosnąć, uważają analitycy. Niektóre w tempie kilkunastu punktów procentowych na rok.

Rynek puchnie, a wraz z nim rosną apetyty chińskich graczy. 60 proc. gier kupionych na pecety to zagraniczne produkcje. Co czwarty użytkownik popularnego Steama pochodzi właśnie z Chin. Ale to trudna miłość – platforma Valve jest okrojona z elementów społecznościowych, a rządzący wywierają sporą presję, by dostępne dla mieszkańców Państwa Środka spełniały oficjalne standardy. Nie jest łatwo, ale i tak Steam przetrwał tam, gdzie bezlitośnie wycięto usługi Google, Facebooka czy Twitcha.

d2rjino

Valve we współpracy z chińską spółką Perfect World wypuścili w zeszłym roku oficjalną chińską wersję Steama. Steam China spotkał się z krytyką użytkowników. Powód jest prosty – jeszcze ostrzejsza cenzura, a więc mniej tytułów do ogrania. Deweloperzy muszą starać się jak mogą, żeby tylko dopasować się do wysokich wymagań. Ale warto.

Co oferuje Państwo Środka

- Chiny to niesamowicie chłonny rynek i nikogo nie powinno dziwić, że polscy twórcy również chcą spróbować na nim swoich sił. Zwłaszcza produkujący gry mobilne. W Państwie Środka ogromną popularnością cieszą się produkcje sprzedawane w modelu free-to-play. To tam najprędzej upatrywałbym sukcesu komercyjnego. Zwłaszcza teraz, póki ten boom trwa – mówi WP Tech Piotr Canowiecki, współtwórca serwisu Chiński Raport.

Nie może jednak nie wspomnieć o wymaganiach, jakie trzeba spełnić.

d2rjino

- Chiny to specyficzny rynek, drastycznie inny od tego, który znamy tutaj, na Zachodzie. Przede wszystkim trzeba pamiętać o rządowej cenzurze – gry ze sporą ilością przemocy czy nagości mogą zostać szybko zdjęte z marketplace'u. Gra musi zostać przetłumaczona do chińskiej wersji językowej i zawierać elementy rozpoznawalne przez mieszkańców tego kraju. Chińczyk nie zagra w coś, co nie jest w jego języku i obce dla niego. Trzeba koniecznie o tym pamiętać – przestrzega.

Fundacja Indie Games Polska od kilku lat organizuje wyjazdy na chińskie targi. Twórcy "indyków" (gier niezależnych) mogą zaprezentować swoje produkcje na zupełnie nowym, świeżym rynku, który dalej pozostaje chłonny i spragniony nowości.
- Chiny to rynek inny od każdego na świecie, na co składa się bardzo istotna kwestia: konsole są tam legalnie dostępne dopiero od kilku lat. Pod koniec kwietnia pojawiła się informacja, że Tencent, chiński gigant technologiczny, podpisał umowę z Nintendo na oficjalną dystrybucję Switcha na terenie Chin – tłumaczy WP Tech Marek Czerniak z Fundacji Indie Games Polska.

Z tego powodu konsole są dla Chińczyków czymś nowym, egzotycznym, niezrozumiałym.

d2rjino

-Z moich doświadczeń z wizyt na targach kontrolery i pady sprawiają im wiele trudności w obsłudze. I tak jak w Polsce symbolem początku ery cyfrowej rozgrywki jest Atari, tam jest to iPhone, który był pierwszym masowym urządzeniem. Z tego powodu gaming mobilny jest tak silny w tym kraju – dodaje.

Tutaj dochodzimy do kolejnej istotnej rzeczy, czyli efektu skali. Wystarczy, by 3 proc. chińskich graczy zainteresowało się grami indie. Wtedy mówimy o gigantycznej grupie docelowej, do której mogą trafić Polacy.

- Branża niezależna się w Chinach rodzi. Dlatego musimy tam być obecni, nie możemy przespać tego momentu, kiedy wzrasta zainteresowanie produkcjami, w których polskie studia są silne. Musimy uczyć się specyfiki tego rynku, jak się na nim poruszać. Podpisaliśmy umowę z organizacją zrzeszającą chińskich twórców gier, jeździmy na festiwale i targi – wylicza Czerniak. -Nie oczekujemy natychmiastowego zwrotu z tej inwestycji, bo dalej jesteśmy na etapie nauki. W końcu rynek jest też silnie regulowany przez rząd i administrację. Formalne działania, partnerzy, dystrybutorzy, przedstawiciele – z nimi również trzeba nawiązać kontakt – zaznacza.

Polskie stoisko na ChinaJoy Archiwum prywatne
Polskie stoisko na ChinaJoy (Archiwum prywatne)

Polskie stoisko na targach ChinaJoy.

d2rjino

Pierwsze sukcesy

Polską firmą, której udało się wejść na rynek chiński, jest wrocławski T-Bull. Zajmujące się produkcją gier mobilnych studio nie miało łatwego startu, ale ostatecznie weszło we współpracę z Xiaomi.

- Rynek chiński drastycznie różni się od tego, który znamy - mówił w rozmowie z WP Tech Damian Fijałkowski, współzałożyciel i członek zarządu T-Bull. - W Europie mamy Google Play i App Store plus kilku bardzo małych graczy. Tam jest kilka bardzo dużych sklepów i nie ma jednego monopolisty. Docelowo chcielibyśmy, żeby nasze gry były dostępne na wszystkich platformach sprzedażowych. Na razie nasze produkcje będą dostępne na platformie Xiaomi, czyli MI App Store - dodaje.

Jak można się domyślić, problemem pozostaje również dość spory proceder piractwa. Wiele firm, które próbowały wejść do Chin, sparzyły się na tym, że ich produkcja została skopiowana zanim mogli ją przekonwertować pod realia Dalekiego Wschodu. Tak zresztą było z samym T-Bullem. Plagiaty ich produkcji pojawiły się błyskawicznie.

- Współpraca z wydawcą, czyli Beijing Wali Internet Technologies, spółką z grupy Xiaomi, jest tutaj najważniejsza. Kooperacja zakłada właśnie pełną opiekę z ich strony oraz odpowiedź na problemy związane z "piraceniem" gier. Mówiąc kolokwialnie, mają to "przećwiczone" i w ich gestii leży ochrona praw autorskich – mówił Fijałkowski.

d2rjino

Brzmi skomplikowanie? Ostatecznie przedstawiciele T- Bull sami byli zdziwieni, jak szybko i sprawnie udało się rozwiązać kwestie prawne i administracyjne. Zresztą T-Bull pojawi się w najbliższy weekend na targach Game Fusion, które będą miały miejsce w Pekinie. Wyjazd zorganizowała Fundacja Indie Games Polska. Oprócz wrocławian, stawi się tam też reprezentacja 11 Bit Studios.

- Chiny mają gigantyczny rynek, na którym sprzedajemy mnóstwo gier. Mamy lokalnych partnerów z którymi ciągle wzmacniamy i budujemy naszą pozycję. Dzięki Steamowi sprzedajemy mnóstwo gier. Dlatego też tłumaczymy nasze gry na język chiński – mówi WP Tech Paweł Miechowski, Communications Manager z 11 Bit Studios.

- Imprezy jak Game Fusion są istotne, bo to imprezy konsumenckie. Współpracując z Fundacją Indie Games Polska, postanowiliśmy się tam wybrać. Dla nas ważne jest to, by pokazać się również w lokalnych mediach. Zaprezentujemy nadchodzącą grę "Children of Morta", oraz dodatek do gry "Moonlighter" o nazwie "Between Dimensions" – wymienia.
- Z perspektywy 11 Bit Studios, polskie gry niezależnie już przebijają się na chińskim rynku. "This War of Mine" czy "Frostpunk" są szalenie popularne. Gracze z Chin są zainteresowany nowymi, świeżymi produkcjami, więc dla polskich twórców to olbrzymi potencjał do wykorzystania.

Choć kontrowersyjne, Chiny są miejscem wymarzonym dla każdego, kto para się robieniem gier. Otwierający się właśnie rynek, choć z pewnymi obostrzeniami, obiecuje naprawdę wiele.

- Chiny to gigantyczne miejsce rozwoju, dlatego trzeba tam być. Na pionierów czekają olbrzymie pieniądze do zagospodarowania – konkluduje Czerniak.

d2rjino

Podziel się opinią

Share
d2rjino
d2rjino
Więcej tematów