Kocha Marvela, nie lubi Supermana. Czym jeszcze zaskoczył Małaszyński?

Na co dzień gra w serialach i teatrze. Jest też wokalistą we własnym zespole rockowym. Tym razem wciela się w postać z gry wideo. Przyjeżdżam, aby dowiedzieć się, jak wyglądają kulisy takiej pracy. Ale Paweł opowiada mi więcej o czymś innym.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Paweł Małaszyński
Paweł Małaszyński (Archiwum prywatne, Fot: Krzysztof Werema)

Fanom kina znany z filmów "Listy do M." czy komedii "Ciacho", fanom seriali z "Magdy M.", "Czasu honoru" czy "Belle Epoque", fanom rocka z zespołu Cochise. Z kolei gracze mogą kojarzyć jego głos z gier "Hitman: Rozgrzeszenie" i "Battlefield 1". Teraz Pawła Małaszyńskiego usłyszymy także w superbohaterskim "Lego Marvel Super Heroes 2".

Barnaba Siegel: Zostałeś Star-Lordem, jednym z głównych bohaterów znakomitych "Strażników galaktyki". Podkładasz jego głos zarówno w filmie, jak i w grze. Jaka jest dla aktora różnica między pierwszym i drugim zadaniem?

Paweł Małaszyński: W pierwszym przypadku przede wszystkim widziałem film. Miałem przed sobą ekran ze scenami z pełnej wersji. Co prawda tylko te dotyczące mojej postaci, całe czarno-białe, bez efektów specjalnych. Ale widziałem bohatera jego stany emocjonalne. Wiedziałem mniej więcej, jak powinienem się wczuć.

W przypadku gry miałem tylko suche teksty. Tylko na pierwszej sesji miałem przez chwilę angielski dubbing. Później musiałem rzucać tak zwane "polskie kłapy".

Kłapy?

Czyli mówienie dokładnie tak, żeby pasowało to do "kłapnięcia" ust postaci z gry. Czasem udaje się wspólnie z zespołem domyślić, jaką sytuację mamy – mówię wtedy coś z większym żartem, smutniej albo krzyknę, bo jest bitwa. Ale generalnie to trudne zadanie, bo nie wiedziałem, jakie emocje przeżywa bohater, co się aktualnie dzieje w grze. Nie widziałem ani sekundy gameplayu.

Miałeś już wcześniejsze doświadczeniem z dubbingiem do gier. Była rola w "Battlefieldzie" oraz "Hitmanie". Granie głosem we wszystkich trzech grach to podobna praca czy diametralnie różna?

Praca jest podobna, ale oczywiście zawsze inna – bo zmieniają się postaci. W "Battlefieldzie" nie miałem akurat dużej roli i praca była prostsza. Z pełnego skryptu dialogów łatwo było domyślić się kontekstu. Ale musiałem trochę bardziej "przycisnąć" głosem, zmienić barwę. W kinowych "Strażnikach galaktyki" i wersji LEGO nie było takiej potrzeby, bo mój naturalny głos spodobał się Amerykanom. Firma dostała bank głosów z Polski i wybierała, nawet nie wiedząc, do kogo należy.

Nie jest tajemnicą, że o polskim dubbingu w grach często nie mówi się najlepiej. A twoim zdaniem jest on dobry?

Nie. Mogą mnie za to zlinczować, ale uważam, że nie. Chociaż w grach i tak jest o wiele lepszy niż w filmach. Ale jest parę osób, które to robią kapitalnie – Jarek Boberek, Czarek Pazura, Jerzy Stuhr, Maria Peszek. Ja też się mierzę z tym tematem. Czy mi wyjdzie, czy nie wyjdzie, to wy to oceniacie. Macie prawo oceniać owoce mojej pracy. Ja z nich nigdy nie jestem zadowolony (śmiech). Poza właśnie "Strażnikami galaktyki". Specjalnie poszedłem do kina na polską wersję, żeby siebie posłuchać i powiedziałem do siebie szczerze: "Nie jest źle".

"Strażnicy galaktyki" to film o superbohaterach. Jesteś prywatnie fanem takiego typu rozrywki?

Nie przepadam za uniwersum DC, czyli Supermanem czy Batmanem – chociaż tego zrobionego przez Nolana uwielbiam. Znacznie bliższe są mi produkcje Marvela – na tym punkcie mam fioła. Od dzieciństwa zaczytywałem się w tych komiksach. Mam ich mnóstwo w domu, a kiedy jestem w Stanach np. w trasie z teatrem, ląduję we wszystkich sklepach z komiksami, figurkami.

Nigdy nie przypuszczałem, że USA zrobi z tego taki produkt. Kilkanaście lat temu większość superbohaterskich filmów fabularnych była słaba. Robili wiele podejść, np. "Daredevil" z Affleckiem, "Fantastyczna Czwórka" czy "Elektra" z 2005 roku - wszystkie nieudane. Stare "Spider-Many" były ewidentnym przykładem dziecinnego filmu o superbohaterach, zrobione bardzo "cukierkowato", nastawione na młodszą publiczność. To samo zrobił George Lucas z drugą serią "Gwiezdnych wojen". To był błąd, jak stworzenie postaci Jar-Jar Binksa, który miał może powtórzyć sukces Chewbacci czy Yody.

lego
Podziel się

W grze zobaczymy bohaterów z różnych filmów i komiksów

Ale uczyli się na błędach, to też trzeba zrozumieć. Nowe "Gwiezdne wojny" pokazały, że można zrobić to dobrze. DC też powoli zaczyna gonić Marvela. Na razie mają tylko jeden dobry film, "Wonderwoman" – nie tylko traktował o poważnych rzeczach, ale w końcu doczekaliśmy się też szczypty humoru.. Taki "Batman kontra Superman" to był przerost formy nad treścią. Przecież w tych filmach nie chodzi o to, żeby rozpieprzyć jak najwięcej budynków. Liczą się bohaterowie i to, co siedzi w środku, a nie efekty specjalne. Efekty teraz się robi na pstryknięcie palcem, nie ma żadnego problemu. Treść jest ważniejsza. To, co bohaterowie przeżywają. Marvel stworzył kapitalną grupę postaci, którzy nie tylko są superbohaterami, ale są także ludźmi.

Twoi ulubieni to...?

Nie mam ulubionych, lubię chyba każdego z uniwersum Marvela, bo każdy z nich ma coś do powiedzenia. Każdy ma jakąś rolę w tworzeniu tego świat – nie ma tu niepotrzebnej postaci.

Podkładasz głos pod postać w grze z serii "Lego". Czy masz jakieś wspomnienia z tymi klockami?

W dzieciństwie oglądałem je głównie z nosem przyklejonym do szyby Pewexu. Jak dostałem mały zestaw z samochodzikiem, bawiłem się nim przez rok. A teraz? Czego mój syn nie ma… Klocki Lego to podstawa. Ktoś to kiedyś genialnie wymyślił.

Ich gry wideo również ci się podobają, czy wolisz zostać przy klockach?

Grałem we wszystkie na podstawie filmów fabularnych, nie przepadam tylko za "Lego City". Najlepsze są moim zdaniem "Gwiezdne wojny". Grałem i samemu, i w trybie współpracy z synem, który uwielbia całą serię. Najmniej mi przypadło do gustu pierwsze "Supehreoes". Ale ogólnie to świetna, przyjemna rozrywka. Tylko nigdy nie udało mi się zebrać wszystkich ukrytych żółtych klocków...

Polub WP Gry
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.