Grałem w "Firewall" na PS VR. Prosta oprawa, mocne doznania

Lubię VR. I wciąż czekam na produkcje, które przybliżą wirtualną rzeczywistość do tego, co znam z klasycznych gier na PC i konsolę. "Firewall" nie jest "Battlefieldem V", ale sieciowa mikro-wojna i tak mnie wciągnęła.
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Screen z gry "Firewall"
Screen z gry "Firewall" (PlayStation)
WP

Podpinam zestaw do VR (ile tu kabli), zakładam gogle na nos, kalibruję "pistolet" i wchodzę do gry. Podejrzewałem, że coś się zepsuje, w końcu to gra multi, obarczona klasycznymi dla gatunku problemami, ale nic z tych rzeczy. Chwila strzelania w samouczku i jedziemy!

Sieciowy "Firewall" to szybkie starcia 4 vs 4, w których trochę jest taktyki, trochę strzelania i rzucania granatami i jeszcze więcej emocji, napędzanych przez VR-ową "schizę", która towarzyszy nam, gdy idziemy po korytarzu i otwieramy kolejne drzwi. W lobby na starcie wybieram jedną z trzech klas, różnią się bronią - jest lekki karabin, strzelba (nikt ich nie używa) oraz konkretny już karabin z długą lufą (tego używa każdy). Czekamy na zmatchowanie z drugą czwórką, zaczyna się.

"Firewall" nie jest "Counter-Strikiem", który zaprasza nas do jednej z 20 map, albo "Battlefieldem", w którym biegamy po obszarach wielkości kilku osiedli. To kameralne baraki, okolice portu czy willa mafijnego bossa, w których szybko dochodzi do "kontaktu", a znalezienie celu dla jednej ze stron (zniszczenie firewalla i zhakowanie laptopa) nie trwa w nieskończoność.

WP

Pierwsze chwile

Wow! Niby już miałem na głowie ten sprzęt tyle razy, ale zawsze jest to samo uczucie - ciepły dreszczyk i uśmiech pod goglami. Rozglądam się naokoło, chodzą sobie przed budynkiem, wchodzę na schody, otwieram pierwsze drzwi, drugie drzwi, trzecie drzwi. Tak, da się tu robić więcej, niż się spodziewałem - a spodziewałem się bardziej gry w wychylanie za winkla. Do tego, oprócz strzelania (broń główna i pistolet) jeszcze rzucanie granatów, dymnych i zaczepnych. Jest ok.

Feeling broni nie jest na poziomie "Call of Duty", ale jest za to w pułapie "dającego frajdę". Celuję plastikowym karabinkiem (tak naprawdę to bardziej romb) we wroga, oddaję salwę. Z bliska seria raczej wchodzi, z daleko potrzeba sporo wprawy, by wcelować. I chociaż gra się szybko kończy, a czasami ja "szybko kończę", gdy powalą mnie po 20 sekundach, za każdym razem czekam z niecierpliwością na kolejną rundę. Adrenalina "bycia w środku" mocno dopala, nawet jeśli mechanika i technologia odstają od tradycyjnych gier akcji.

Co dalej

WP

W grze można ćwiczyć z botami, ale bieganie samemu po terenie pełnym wroga to mało fajne doświadczenie. Online z kolei sprowadza się do jednego trybu na publicznych lub prywatnych serwerach. Gramy zawsze 4 na 4, początkowo wybieramy predefiniowane klasy, potem tworzymy własne. Mnóstwo tu rzeczy do odblokowania, broni i kosmetycznych detali, ale trzeba odbyć długie godziny służby, żeby się do nich dochrapać.

Gameplay różnicuje też wybrana przez nas postać. Pozornie dostajemy do wybrania tylko różne awatary, ale każda ma coś specjalnego - dodatkowy granat, amunicję czy inny talent. Mimo wszystko te różnice bardziej pachną detalami, niż konkretnym endgamem, który sprawi, że doświadczenie po 20 czy 50 godzinach, będzie totalnie inne, niż w przypadku nowicjusza.

Do poprawy jest zdecydowanie jedna rzecz. Mecz trwa króciutko, bodajże 2 minuty maks. Po zakończeniu wracamy do lobby, żeby czekać na połączenie. Bez sensu. Powinno nas wrzucać w mecz, gdzie będziemy tłukli jedną planszę ileś razy pod rząd. Tak co chwila czekamy i czekamy, co najmniej jak po zakończeniu meczu, nie rundy, w "Counter-Strike'u".

Przyda się też więcej trybów gry. I porządne dopracowanie serwerów, żeby nie wyrzucało graczy z lobby. Ale nawet na tym etapie, jeśli masz VR i PS Plusa (abonament jest niezbędny do grania online), "Firewall" to obowiązkowa pozycja.

WP
Polub WP Gry
WP
WP
0
komentarze
Głosuj
Głosuj
0
Wow!
0
Ważne
0
Słabe
0
Straszne
Trwa ładowanie
.
.
.
WP