Trwa ładowanie...

Gra jak mecz polskiej Ekstraklasy. Recenzja "Pro Evolution Soccer 2018"

Z racji tego, że w "Pro Evolution Soccer 2018" znalazła się polska reprezentacja, wielu kibiców Lewandowskiego, Grosickiego czy Piszczka może chcieć w najnowszą odsłonę zagrać. I bardzo dobrze, bo to rewelacyjna gra. Tyle że z nią jest tak, jak z meczem rodzimej Ekstraklasy - może zachwycić, ale głównie koneserów.

Share
Gra jak mecz polskiej Ekstraklasy. Recenzja "Pro Evolution Soccer 2018"Źródło: Konami
d32iw1v

Gdy jeszcze przed premierą "Pro Evolution Soccer 2018" Konami, producent gry, pochwalił się współpracą z Diego Maradoną, redaktor prowadząct WP Gry trochę nie dowierzał. Barnaba zastanawiał się, co daje grze promocja przez byłego piłkarza, który dawniej owszem, był najlepszy na świecie. Ale dziś młodym kibicom kojarzy się nie z “ręką Boga”, tylko z byciem pociesznym grubaskiem, który jako trener niczego nie osiągnął. Ba, może fani Neymara, Lewandowskiego czy Messiego nawet nie wiedzą, kim był “boski Diego”. Ale moim zdaniem twórcom “PES-a” wcale nie chodziło o reklamę. To manifestacja poglądów. Nieważne, co robił Maradona poza boiskiem - najważniejsze jest to, że na murawie był najlepszy. I podobnie mamy myśleć o serii “Pro Evolution Soccer”.

"Pro Evolution Soccer 2018" to - podobnie jak poprzednie odsłony cyklu - gra, której albo zrobi się ołtarzyk niczym Maradonie, albo stwierdzi, że "Messi lepszy", czyli w tym przypadku kupi "FIFĘ". Bo "Pro Evolution Soccer 2018" jest trochę jak piłkarz z minionej epoki. Genialny na murawie, niezdyscyplinowany poza nią. W dobie profesjonalistów to szokująca postawa.

O "Pro Evolution Soccer 2018" najlepiej mówią piłkarze występujący w grze. Nie lubię PSG, ale nie mogłem nie grać drużyną, w której jest Mbpabe. Wysoki, ale szybki i zwinny, przypominający w grze genialnego Henry’ego. Można kręcić nosem na rozwydrzonego Neymara, ale w PES-ie nie ma nic przyjemniejszego, niż mijanie nim obrońców, których kiwa zwykłym balansem ciała.

d32iw1v

To nowy "PES" pozwolił mi zrozumieć, dlaczego Barcelona kupiła Paulinho. Rety, jaki to jest piłkarz! W defensywie dzik, od którego odbijają się przeciwnicy. Ma jednak szybką nogę, przez co bez problemów mija obrońców, i bardzo dobre uderzenie. Gra od bramki do bramki, jest wszędzie.

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Ale mój ulubiony zawodnik w grze to Pogba. Jego susy są jak w rzeczywistości, widać też ten luz, kiedy od niechcenia rzuca piłkę przez całe boisko albo odpala rakietę ziemia-powietrze, która kończy się golem. A w polu karnym jest jeszcze przecież wielki Lukaku, który jak zastawi piłkę, to obrońca może o niej pomarzyć. A jak wbiega w pole karne, to po prostu taranuje przeciwnika.

Tego wszystkiego by nie było, gdyby nie świetna animacja piłkarzy i fizyka piłki. Wiele zależy od tego, jak przyjmie się futbolówkę. Nieudane "sklejenie" sprawi, że z sam na sam bramkarzem nic nie wyjdzie, bo ta ucieknie za daleko. Ale sprytne ustawienie się napastnikiem może spowodować, że ten delikatnie odbije piłkę tak, by przeszła obok obrońcy i można go było zgubić w sprincie. I nie dzieje się tak przez to, że wciśniemy odpowiednią kombinację przycisków. Wystarczy odpowiednio skierować się zawodnikiem albo przesunąć analog w odpowiednią stronę i dzieje się. To proste i naturalne.

d32iw1v

Właśnie przez takie detale "Pro Evolution Soccer 2018" to symulacja piłki nożnej. Nie każdemu takie realistyczne podejście może odpowiadać, bo gra jest naprawdę trudna. Tutaj nie ma miejsca na błędy. Komputerowy rywal myśli. Kombinuje. Szuka okazji. Wyjdziecie obrońcą za daleko, przez co w obronie zrobi się dziura? Właśnie na wolne pole poleci piłka. Przestaniecie kogoś kryć w polu karnym? Z tego może być gol. Obrońca pójdzie na "raz"? No to napastnik bez problemu wyprowadzi cię w pole.

Na szczęście sztuczna inteligencja nie oszukuje - rywalom też zdarza się popełniać błędy. I to bardzo realistyczne! Raz strzeliłem gola, bo bramkarz źle obliczył tor lotu piłki, na dodatek ta na mokrej murawie zrobiła większego "kozła". Golkiper zaliczył więc pusty przelot, a ja kopnąłem do pustej bramki. Z niedowierzaniem oglądałem powtórki - przecież taka akcja mogła zdarzyć się w prawdziwym meczu!

Czasami jednak bywa, że rywal gra lepiej niż powinien. Denerwowałem się, gdy West Bromwich Albion albo Eibar wychodziły spod pressingu, klepiąc sobie piłkę w polu karnym. W coś takiego raczej mało który fan piłki uwierzy. Obrońca przeciętniaka zachowuje zimną krew, gdy naprzeciwko jest Messi i Suarez? Żart.

Irytujący jest też fakt, że gra nie zawsze przełącza na zawodnika, który znajduje się najbliżej piłki. Przez to nie przerwałem wcześniej akcji rywala, bo zamiast "przerzucić" się na defensywnego pomocnika, nagle sterowałem lewym obrońcą, który znajdował się dalej i nie brał udziału w zamieszaniu. To sprawia, że niekiedy sztuczna inteligencja ma łatwiej, bo nie zdążymy zareagować.

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Nie da się jednak ukryć, że poza tymi drobnymi wadami "Pro Evolution Soccer 2018" na wirtualnej murawie zachwyca. Gra jest wymagająca, nieprzewidywalna, uczy cierpliwości, każe rozpracowywać rywala. Nawet mecze z wynikiem 0:0 sprawiają, że emocji nie brakuje.

Materiały prasowe
Źródło: Materiały prasowe

Gorzej jest jednak poza murawą. Po pierwsze - brakuje licencji. Nie ma Bundesligi (poza wyjątkami w postaci BVB czy Lipska), nie ma licencji na większość drużyn z ligi hiszpańskiej (nazwiska się zgadzają, ale nazwy klubów czy stroje - już nie) czy angielskiej, nie ma zbyt wielu europejskich stadionów. Wprawdzie dzięki fanom można pobrać stroje i prawidłowe nazwy z internetu, a ich wgranie zajmuje tylko kilka minut, to jednak jest to istotne niedociągnięcie. I sytuacji nie poprawia fakt, że Liverpool, Barcelona czy BVB mają swoje obiekty, a wyjście na murawę powoduje dreszcze. Na Anfield Road leci "You’ll Never Walk Alone", a kibice Barcy śpiewają swój hymn. Szkoda, że to tylko wyjątek, a nie reguła jak w "FIFIE". Tam są wszystkie obiekty ekip z Premier League i charakterystyczne przyśpiewki kibiców.

d32iw1v

Po drugie - o ile na boisku "Pro Evolution Soccer 2018" jest bardzo realistyczne, tak prowadzenie drużyny w trybie Master League z prawdziwą piłką ma niewiele wspólnego. Rynek transferowy to absurd. W mojej grze Everton kupuje podstawowego obrońcę z Liverpoolu, Robert Lewandowski trafia do Olympiakosu, Coutinho wyceniony jest na 30 mln euro. Tak jakby twórcy żyli w innym świecie, w którym Neymara nie kupuje się za ponad 200 mln euro, a kibiców nie obchodzą transfery. W tej grze to nieistotne. "Co za różnica, w której drużynie będzie Lewandowski. Patrz, jak on się porusza!" - zdają się mówić twórcy.

Zresztą rzeczywiście jest na co popatrzeć - nie tylko animacja zawodników robi wrażenie, ale i ich wygląd. Topowi piłkarze to niemal fotokopie swoich prawdziwych odpowiedników. W przypadku takich graczy jak Messi, Suarez czy Reus odwzorowane zostały nawet tatuaże. Zabawnym smaczkiem jest możliwość zdjęcia koszulki, gdy Neymar strzeli gola - to ciekawy detal, ale zamiast takich szczegółów wolałbym lepiej dopracowane transfery. Albo innych piłkarzy, bo gorzej jest z tymi, którzy nie mają aż tyle talentu. Średniacy prezentują się tak sobie. A co gorsza zdarzają się piłkarze, których twarze przygotowano dziesięć lat temu. Wygląda to źle.

Moim zdaniem "Pro Evolution Soccer 2018" to najlepsza symulacja piłki nożnej. No właśnie - symulacja. To nie finał Ligi Mistrzów, który można obejrzeć na luzie, przy piwku, delektując się widowiskiem. “PES” dużo daje, ale też wymaga. Jeżeli jesteś niedzielnym kibicem i niedzielnym graczem, obawiam się, że “PES” może cię przygnieść. To świetna gra, bardzo wymagająca, ale mająca też swoje minusy, jak absurdalne transfery, które zirytują każdego, kto od czasu do czasu ogląda mecze. Moim zdaniem warto, ale najpierw zagrajcie w demo - by zobaczyć, czy taka rozgrywka wam odpowiada.

Ocena: 4,5/5

d32iw1v
Oceń jakość naszego artykułu:
Twoja opinia pozwala nam tworzyć lepsze treści.

Komentarze

Trwa ładowanie
.
.
.
d32iw1v
Więcej tematów