Trwa ładowanie...
d1uht40

Bajki złych robotów - recenzja gry "The Surge"

W przyszłości czeka nas katastrofa - tak przewiduje większość pisarzy science fiction. W tej grze Ziemię dotknęły klęski ekologiczne, stawiające przyszłość ludzkości pod znakiem zapytania. Problemowi chce sprostać superkorporacja CREO. Ale coś idzie nie tak...
Głosuj
Głosuj
Podziel się
Opinie
Bajki złych robotów - recenzja gry "The Surge"
(Deck13)
d1uht40

Poznajcie CREO - firmę, która chce zmienić świat, przywrócić dawną równowagę Ziemi. Wszystko wskazuje na to, że nie jest to kolejny złowrogi kartel, który pod płaszczykiem ciemnych biznesów udaje zainteresowanie ludzkością. Zresztą, nie zobaczymy w "The Surge" ani fragmentu czy to zniszczonej Ziemi, czy wielkiego planu jej naprawy. Historia dzieje się z boku. I jednocześnie w sercu całej afery.

Dziwna katastrofa

Nasz bohater porusza się na wózku. Nie wiemy, co mu dolega, prawdopodobnie ma niesprawne nogi. Ale CREO zatrudnia ludzi na potęgę i daje szansę niesprawnym fizycznie, aby tę sprawność odzyskali. Magiczne pigułki, świetni lekarze? Gdzie tam. Mechy! Zostajemy wsadzeni w metalowy egzoszkielet, który pozwala biegać, skakać, a przede wszystkim operować ciężką maszynerią bez wysiłku fizycznego. Na starcie przejeżdżamy wózkiem przez fragment industrialnego kompleksu i wybieramy, czy chcemy zacząć z lekkim czy masywnym sprzętem.

d1uht40

Nie zdążymy się nawet wdrożyć w nasze zadanie, bo w trakcie transferu do pracy następuje katastrofa. Nikt nie ma pojęcia, co się stało. Zresztą nie ma nikogo, kto tej wiedzy mógłby nam udzielić. Budzimy się na polu pełnym rur, kontenerów i połamanych części. I błyskawicznie okazuje się, że wszyscy towarzysze pracy oszaleli. Część krąży obłąkana, inni walą głowami w ściany, ale wszyscy chcą nas zabić. Nie mamy wyboru, sięgamy po pierwszy lepszy przedmiot, który nadaje się na broń i brniemy przed siebie.

  Deck13
(Deck13)

Cyber "Dark Souls"

Główny bohater jest okuty pancerzami, co jakiś czas zamieniamy je na lepsze. Do tego nieodłączny oręż, olbrzymie sprzęty prosto z pola budowy - piły, elektryczne pałki, gigantyczne ostrza. Gdy zostajemy wprowadzeni w pierwsze starcie, wszyscy fani gier "Dark Souls" i podobnych poczują się jak w domu. "The Surge" to żaden slasher. To nie gra, w której machamy jak szaleni, a każda scena walki wygląda jak sekwencja z filmu z Jackie Chanem. Rządzi minimalizm i strategia, bo każdy cios zużywa cenną wytrzymałość. Gdy parametr spadnie do zera, jesteśmy bezbronni. A zapas siły potrzebny jest też do wykonywania uników.

d1uht40

"The Surge" wymaga pokory. Już pierwsi przeciwnicy, inni robotnicy zamknięci w egzoszkielet, mogą dać nam w kość. Autorzy gry postarali się, aby początkowo zaskakiwać nas swoimi ruchami. Potrafią niespodziewanie przyspieszyć, uderzyć z opóźnieniem czy wyprowadzić drugi cios, gdy wydaje się, że skończyli sekwencję ataku. Albo udają martwych, żeby nagle powstać, czy wyskakują z kontenera. Zresztą później każdy nowy typ wroga jest zagadką - ciężko przewidzieć, jakim stylem walki nas zaskoczy. A co, jeśli zginiemy? Wracamy do punktu zapisu, a wszyscy, dosłownie wszyscy wrogowie się odradzają.

  Deck13
(Deck13)

Tak samo jak w "Dark Souls", obserwujemy i uczymy się na własnych błędach. Po godzinie powoli wczuwam się w specyficzny rytm, domyślam się, kiedy mogę wypuścić serię kombinacji, kiedy po jednym szybkim ciosie, a kiedy muszę odpuścić i odskoczyć. Ale każdy kolejny etap dokłada mi kolejne rzeczy do nauki... najczęściej zakończone śmiercią. Nie pomogą żadne niezwykłe umiejętności czy magia. Walka jest dość żmudna, powtarzalna, ale wygrana zawsze przynosi satysfakcję, bo każde starcie może okazać się tym ostatnim.

Wizja lokalna

"The Surge" nie posiada otwartego świata. To szereg rozbudowanych plansz, głównie we wnętrzu monstrualnego kombinatu produkcyjnego. Poruszamy się niemal wyłącznie po ciasnych korytarzach lub industrialnych halach. Świetnie zaprojektowana przestrzeń robi wrażenie szerokiej, czasem zamiast ścian widzimy fabryczny bezkres, jakby linie produkcyjne ciągnęły się w nieskończoność. Ale nie ma złudzeń - tu nie znajdziemy spokoju, nie trafimy do tętniącej życiem osady czy na łono przyrody. Każda godzina to przedzieranie się przez labirynt, w którym wszystko chce nas zabić.

Do walki dochodzi w zasadzie co chwila. Często giniemy, więc ten labirynt poznajemy powoli. Ale twórcy nie byli też sadystami. Co jakiś czas odkrywamy skróty, łączące nas z bezpiecznym punktem, gdzie możemy się podleczyć czy ulepszyć wyposażenie. Przebywanie tam działa tak samo jak śmierć - powoduje błyskawiczne odrodzenie wszystkich wrogów. Ale dzięki tajnym przejściom nie musimy ponownie przedzierać się przez hordy oszalałych mechów, tylko od razu idziemy bliżej celu. Sekrety to zresztą jeden z fajniejszych elementów gry. Co chwila okazuje się, że za zaułkiem czai się cenny kruszec czy sprzęt. Albo kolejny wróg.

d1uht40

Sens bytu

Pokonywanie mechów, robotów i dronów przynosi nam punkty doświadczenia. To powolnie przekłada się na nasze umiejętności walki i obrony oraz podwyższa siłę rdzenia. To ostatnie jest niezbędne, aby skorzystać z niektórych skrótów, ale przede wszystkim pozwala nam wpakować w siebie więcej implantów. Czyli ulepszeń zwiększających pasek życia, wytrzymałości, mocy albo dodających nam odpowiedniki tradycyjnych "apteczek". Oprócz tego po walce wrogowie pozostawiają po sobie złom i części. Dzięki nim możemy stworzyć nowe elementy uzbrojenia albo ulepszyć te już posiadane.

  Deck13
(Deck13)

Niestety cały aspekt tzw. craftingu, jak i możliwości dopasowania postaci do stylu gry, są dość mizerne. Sprowadzają się do wyboru pomiędzy lekkim a ciężkim rynsztunkiem, czyli szybkim, zadającym małe obrażenia lub powolnym i mocnym. Przyzwyczajony do systemu wypracowanego chociażby przez serię "Borderlands", liczyłem na większe zróżnicowanie, np. więcej typów broni, albo wyjątkowe przedmioty o zaskakującym działaniu. Nie pogardziłbym też podobnymi do siebie ostrzami, gdyby było ich naprawdę mnóstwo do wyboru.

d1uht40

W trakcie gry nie tylko walczymy, ale też - ponownie śladami "Dark Souls" - w dyskretny sposób poznajemy historię przed i po katastrofie. A to trafimy na jakieś nagranie, a to znajdziemy ocalałego pracownika, który nie oszalał, a to gdzieś włączona będzie reklamówka na telebimie. Ale i tak historia jest dość sztampowa, po pewnym czasie czuję, że cały ten postapokaliptyczny chaos już był. Zamiast pobawić się konwencją, twórcy całkowicie ją powtarzają.

  Deck13
(Deck13)

Nie ukrywam, że w grze spędzam dużo czasu. Sporo minęło zanim załapałem sposób walki. Bossowie potrafili dać mi w kość. Choć momentami czułem, że to wina pewnej toporności sterowania. Ale pomimo tego, że cały czas czułem się zauroczony mrocznym, mechanicznym światem, po pewnym czasie moja motywacja spadała. Ani historia, ani rozwój postaci i jej wyposażenia nie dały mi odpowiedniego powodu, by grać dalej. Do zagrania zachęcam głównie tych, którzy są głodni wszystkiego, co podobne do "Dark Souls".

Ocena: 3/5

d1uht40

Podziel się opinią

Share
d1uht40
d1uht40
Więcej tematów