W przeciwieństwie do gier RPG czy produkcji na licencji, gdzie liczy się znajomość mechanizmów bądź konkretnej marki, uważam, że do oceniania gier sportowych potrzebny jest też dystans, o który na szczęście w Polsce w przypadku tej dyscypliny znacznie łatwiej. Wrestlingu nie ma w naszej telewizji za wiele, a i osób, które w jednej z figur Kamasutry dostrzegą Tombstone Piledrivera raczej nie znajdziemy.
Czas na trochę brutalności
W przypadku graczy, którzy są nieobeznani z serią, pierwsza pozytywna niespodzianka związana z nowym WWE SmackDown vs. Raw pojawia się już po uruchomieniu gry (i dość długiej instalacji wersji na PS3...). Interaktywne menu pozwala na zapoznanie się z podstawową klawiszologią – kolejne porady uczą, jak chwytać przeciwnika, kiedy zadawać dany typ ciosu, jak zejść z ringu itd. Szkoda tylko, że nie pokuszono się o rozbudowanie tego elementu. O ile bowiem osoby, które grały w ubiegłoroczną edycję, będą w stanie szybko wychwycić obowiązujące tu reguły, pozostali sporo się pomęczą, by wpaść w ten specyficzny rytm brutalnych walk.
Zachęcony hasłem „Proszę nie próbować tego w domu” zdecydowałem się najpierw na tryb Road to WrestleMania, który stanowi chyba najlepszy odpowiednik Kariery z innych gier sportowych. Wybieramy jednego z pięciu zawodników i prowadzimy go przez poszczególne etapy jego „drogi na szczyt”. W tym roku udostępniono m.in. Johna Cenę (to ten od serialu Manhunt i hip-hopu), Reya Mysterio i Chrisa Jericho (rockowa grupa Fozzy).
Cóż, pierwsze doznania graficzne nie należą do tych doprowadzających do ekstazy – sekwencja jazdy i budynek, do którego trafiamy, uświadamiają, że nie na detale jest tu położony nacisk. WWE SmackDown vs. Raw 2011 to, zdaje się, pierwsza edycja, w której dostajemy coś więcej prócz dotychczasowego „centrum dowodzenia” – szatni. Lokacje „za sceną” to coś zbliżonego do safehouse'u z Dead Rising 2. Znajdziemy tu więc postacie niezależne, z którymi omawiamy swoje postępy, umawiamy się na walki czy nawet dyskutujemy nasz rozwój.




