Och, brutalu
Dziwi mnie odrobinę dość wysoka kategoria wiekowa, jako że zdarzało mi się widzieć dużo brutalniejsze gry, które uzyskały łagodniejsze oceny od komisji klasyfikacyjnych. Nowa produkcja THQ uderza w nieco komiksową, ale wciąż nie karykaturalną nutę. Nacisk – rzecz jasna – położono na zawodników. Wystarczy jedno spojrzenie, by rozpoznać takie sławy jak Undertaker i jego kultowy już kapelusz czy Hulk Hogan w sztandarowych żółtych łaszkach. Niestety, całość cierpi na sporadyczne doczytywanie tekstur. Dobrze wyglądają areny, ale wszystko wokół nich to już przykry wynik cięcia kosztów.
Widać to chociażby w momencie, gdy zawodnik wychodzi na scenę lub gdy próbujemy stworzyć własną postać. Sam edytor daje jednak spore pole do popisu, oferując możliwość wykreowania prawdziwego potwora, tak wizualnie, jak i pod względem siły. Znajdziemy tu prawie wszystko – od doboru wyglądu przez paletę ciuchów i gotowe zestawy aż po przegląd różnych wejść i finisherów (szkoda tylko, że brak ich większej edycji). Stworzony przeze mnie „barbarzyńca” występował w garniturze i trampkach, z olbrzymim tatuażem na twarzy i zestawem kapelusz plus okulary a'la Chuck Norris. Tak prezentujący się zawodnik idealnie wpisał się do kanonu dziwnie ubranych gigantów ze świata wrestlingu.
Jak się uderzało?
WWE All Stars sprawia wrażenie gry trudnej, wystarczy jednak kilka meczów, by wyłapać podstawy rozgrywki, a więc odpowiednie wyczucie czasu i dobór wolnych i szybkich ataków do zachowań przeciwnika. Tak dla osób mających przyzwyczajenia z innych gier tego typu, jak i zupełnie nowych w temacie bardzo nieprzyjemny okaże się brak jakichkolwiek tutoriali. Skrótowe sugestie pojawiające się na ekranie to za mało, by wyrobić w nas dobre nawyki – pozostaje więc nauka na własnych błędach. Bo o efektowną i efektywną walkę tu chodzi, prawda?


