Kampania zabiera nas do kilku różnych teatrów działań bojowych. Zaczyna się od Bitwy o Anglię, a później wykonujemy misje między innymi nad Stalingradem, Sycylią czy Berlinem. Prawdę mówiąc, nie bardzo podobają mi się misje radzieckie, ale rozumiem twórców. Są Rosjanami, jest naturalne, że czują większe zainteresowanie legendą Stalingradu i Jaków niż walkami Morane’ów nad Francją w 1940 czy naszych Jedenastek we wrześniu 1939. Każda z tych minikompanii składa się z zaledwie kilku misji, są one pomieszane, czyli najpierw walczymy na Hurricane’ach i Spitfire’ach, potem na radzieckich maszynach, następnie znowu na angielskich itd.
Misje są tyle zróżnicowane, co nierealistyczne. Podczepianie bomb pod Hurricane’y w lipcu 1940 należy zaliczyć do gatunku sci-fi. Mimo to jest nieźle. Większość misji ma charakter typowo myśliwski, czyli są to patrole przechwytywania lub wymiatania, ale atakuje się też obiekty lądowe czy ochrania własne konwoje, przemierzające na przykład Kanał La Manche. Obok misji głównych są też dodatkowe. W trybie zręcznościowym jest to na przykład powrót na lotnisko po wykonaniu właściwych misji. Otrzymuje się za to dodatkowe punkty, a co za tym idzie – odblokowuje nowe opisy w encyklopedii. Warto też wspomnieć, że w czasie misji towarzyszą nam boczni piloci. Wprawdzie nie odwalają za gracza całej roboty, ale coś tam zdziałać potrafią.
Samoloty zostały odwzorowane z dbałością o detale. Bardzo ładnie i widowiskowo wykonano model uszkodzeń własnego płatowca. Celne pociski zrywają poszycie ze skrzydeł i kadłuba, a kabina kokpitu nosi dziury po nabojach z karabinów maszynowych. Widowiskowo spadają również trafione samoloty. Niektóre ciągną za sobą pióropusz dymu i ognia, inne rozpadają się w powietrzu i widać odstrzelone części, jak na przykład skrzydło czy ogon. Jednak najbardziej pod względem graficznym zaimponował mi wygląd Ziemi. Udając się w rejon spotkania z nieprzyjacielskimi samolotami, nasza maszyna przelatuje nad lasami, polami, małymi miasteczkami oraz dużymi, uprzemysłowionymi miastami. Zaskakujący jest poziom detali, bo trzeba przyznać, że zadbano o wygląd budynków i nie tylko. Jeśli chodzi o dźwięk, to tu też ciężko dosłuchać się niedociągnięć. Muzyka kojarzy się z marszami wojskowymi, a w słuchawkach rozbrzmiewają rozmowy czy ostrzeżenia skrzydłowych. I tylko trzask karabinów i działek jest taki jakiś monotonny.
Skrzydła Chwały to chyba najfajniejsza gra tego rodzaju od wielu, wielu lat. Najbardziej imponujące jest to, że udało się w jednej grze zmieścić symulator i zręcznościówkę. W dodatku oba te tryby są równie dobre. Jeśli dodać do tego bardzo dobrą grafikę, świetny model uszkodzeń i wysoką grywalność, to otrzymujemy grę godną polecenia. Pamiętać należy jednak o przypadającej w tym roku rocznicy Bitwy o Anglię. Spodziewam się kilku gier w których „Garbusy” i Spitefire’y znowu zmierzą się z Heinkelami, Junkersami i Bf 109.


