„Każdy, kto choć odrobinę znudził się zalewającymi rynek grami stawiającymi na bezustanne parcie do przodu, powinien mieć tą grę w swojej kolekcji - żeby chociaż na jeden wieczór zmienić się w samotnego wojownika, który z kocią zręcznością wymierza sprawiedliwość za pomocą zroszonej krwią poległych wrogów katany i poczuć zapach kwitnących kwiatów wiśni."
Powyższe słowa, kończące recenzję jednej z najwspanialszych gier na konsolę
PlayStation - Tenchu: Staelth Assassins, są dla mnie jednocześnie idealnym wstępem do moich rozważań nad jej prequelem. Grą pozwalająca nam spojrzeć w przeszłość i śledzić Narodziny Niewidzialnych Zabójców.
Tenchu 2: Birth Of The Stealth Assassins, bo tym właśnie podtytułem obdarzona została następczyni, da nam możliwość poznania korzeni naszej ukochanej pary wojowników ninja. Korzeni drzewa, które zrodziło owoce w postaci gorzkich łez Ayame i bohaterskiej śmierci (?) Rikimaru w służbie swego pana. Część druga bowiem przyczyni się do uzyskania odpowiedzi na mnóstwo dręczących nas pytań. W Tenchu mieliśmy możliwość przeprowadzenia dziesięciu dostępnych misji dwoma postaciami. W zależności od wybranej przez nas, fabuła odrobinę zmieniała swój bieg, zadania miały nieco inny charakter. Były to jednak dwie wersje tych samych wydarzeń, nie mogące koegzystować.
W Tenchu 2 jest inaczej. Tu mamy do wyboru dwie (jak się później okaże – trzy) całkowicie różne historie, przeplatające się i krzyżujące wzajemnie, trzy części większej całości, będące ogółem wszystkich wydarzeń. Mamy po prostu możliwość obserwowania i prowadzenia akcji z perspektywy Ayame, Rikimaru bądź Tatsumaru. Każde z nich ma swoją ścieżkę prowadzącą do wytyczonego, wspólnego zakończenia.
Skoro już wspomniałem o Tatsumaru – człowieku będącym, jak pozostała dwójka, wojownikiem cienia w służbie lorda Ghody - wypadałoby napisać jeszcze parę słów. Z pewnością niektórzy uznają za niewybaczalny błąd, jeżeli zacytuję słowa jednego z moich znajomych, doświadczającego jako pierwszy gry postacią Tatsumaru. Zrobię to jednak, gdyż uważam, że w pełni oddają jej klimat i sens. Brzmiało to mniej więcej:
„MEGAFAKINKUL!!!” (okrzyk). Rzeczywiście. Misje Tatsumaru należą do najlepszych, porusza się on nie jak młody rozjuszony kotek – Ayame, groźny kot-dachowiec – Rikimaru, tylko jak tygrys – z gracją i siłą. Wystarczy dodać, iż nasz tygrys walczy głównie wręcz, przywieszonej z tyłu katany używa tylko od niechcenia, robiąc to wtedy z niezmienną perfekcją. Mimo to, jego combosy są najpotężniejszymi seriami w grze. Czemu więc taki „killer” jak Tatsumaru nie zaszczycał nas swą osobą w pierwszej części, skoro towarzyszył zabójczemu duetowi wcześniej? Fakt, że koderzy nie dokonali wcześniej implementacji postaci Tatsumaru w
Tenchu 1, postanowili uzasadnić wydarzeniami czekającymi na gracza po ukończeniu
Tenchu 2. Jakie to wydarzenia – najlepiej przekonać się na własne oczy poznając przy okazji zamierzchłe losy miotające na wszystkie strony garstką ludzi, których dzieje ostatecznie dokonują się w części poprzedniej. Tyle, jeśli chodzi o chronologiczne aspekty serii. Teraz nieco technicznych.
Recenzja
- Tenchu 2: Birth of the Stealth Assassins
- PSX
Tenchu 2: Birth of the Stealth Assassins
27.05.2003 00:05
Tenchu 2: Birth Of The Stealth Assassins, da nam możliwość poznania korzeni naszej ukochanej pary wojowników ninja. Korzeni drzewa, które zrodziło owoce w postaci gorzkich łez Ayame i bohaterskiej śmierci Rikimaru w służbie swego pana.
Więcej na temat:
Tenchu 2: Birth of the Stealth Assassins
- Developer: Acquire
- Dystrybutor PL: Sony Poland
- Premiera PL: 0000-00-00
- Platformy: PSX
- przejdź do karty gry




