Recenzja
- Arthur's Knights: Rycerze Króla Artura
- PC
Rycerze Króla Artura (Arthur's Knights: Origins of Excalibur)
10.10.2001 00:10
Francuska firma Cryo Interactive od wielu lat regularnie wprawia mnie w niemałe zakłopotanie. Jej produkty pojawiają się na rynku w dosyć sporych ilościach, otrzymują doskonałe nagłośnienie w mediach (na rynku polskim głównie za sprawą rodzimego dystrybutora, firmy CD-Projekt), lecz już przy pierwszym kontakcie wywierają na odbiorcy dziwaczne wrażenie. Zazwyczaj trudno zarzucić im coś od strony wykonania;...
Więcej na temat:
Arthur's Knights: Rycerze Króla Artura
- Developer: Cryo Interactive
- Dystrybutor PL: CD Projekt
- Premiera PL: 2001-02-21
- Platformy: PC
- przejdź do karty gry
Francuska firma Cryo Interactive od wielu lat regularnie wprawia mnie w niemałe zakłopotanie. Jej produkty pojawiają się na rynku w dosyć sporych ilościach, otrzymują doskonałe nagłośnienie w mediach (na rynku polskim głównie za sprawą rodzimego dystrybutora, firmy CD-Projekt), lecz już przy pierwszym kontakcie wywierają na odbiorcy dziwaczne wrażenie. Zazwyczaj trudno zarzucić im coś od strony wykonania; zresztą charakterystyczny styl wizualny gier Cryo rozpozna każdy, kto choćby raz otarł się o produkty firmy - znak to, że skład grafików jest od dłuższego czasu niezmienny. Tym niemniej, nie potrafiłbym w jednoznaczny sposób polecić gier Cryo jako cennych pozycji. Produkcje francuskiej firmy mają w sobie to "coś", co decyduje o ich unikalnym stylu, ale też niestety sprawia, iż gra bywa wyjątkowo męcząca.
"Rycerze króla Artura" to najnowsza propozycja firmy, z dużym impetem wprowadzona na rynek polski przez wspominany CD-Projekt. Pudła z grą królują w oknach wystawowych wielu EMPIK-ów, sugerując, iż mamy do czynienia z produkcją większego formatu. Brawa dla specjalistów od marketingu za tak udaną kampanię - bowiem gra sama w sobie jest produkcją wyjątkowo przeciętną. Jak się można domyślić już po tytule, jest to kontynuacja długiej serii gier przygodowych o zacięciu pseudoedukacyjnym, poprzez którą Cryo dokształca swą publiczność w zakresie wiedzy o antycznych cywilizacji (Aztec, Pompei) czy też miach starożytnej Europy (The Ring oraz właśnie Rycerze). Mariaż gry przygodowej z egzotyczną scenerią i historycznymi realiami to niewątpliwie inspirujący pomysł - ale dokąd zawiódł on twórców gry, to już inna kwestia.
Akcja Rycerzy Króla Artura rozgrywa się notabene w Brytanii w V wieku n.e. - w trakcie burzliwego okresu, kiedy to ta kraina, już porzucona przez Rzymian, była areną walk o dominację pomiędzy plemionami Sasów i Brytów. Wówczas właśnie, jak głosi legenda, jeden z królów Brytów, Artur, zdołał zjednoczyć wokół swojej osoby większość plemion i powstrzymać napór Sasów. Ziemię Albion deptali wówczas liczni druidzi, kapłani Morgany - Wielkiej Bogni, władczyni Drugiego Świata, istniejącego równolegle z naszym. Wpływy chrześcijaństwa, pozostałe po Rzymianach również były dość znaczące. Gra pozwala nam objąć kontrolę nad postacią Bradwena, syna króla plemienia Atrebatów, który musi przejść liczne próby, aby odzyskać należny sobie tron. Rycerze to w gruncie rzeczy dwie gry w jednym opakowaniu - losy Bradwena wyglądają bowiem inaczej w zależności od tego, czy wybierzemy dla niego religię chrześcijańską czy też każemy mu pozostać wyznawcą pradawnego celtyckiego kultu Wielkiej Bogini. Ten prosty zabieg "rozdwojenia" fabuły z pewnością wydłuży okres, przez jaki gracze będą mogli cieszyć się grą.
Pierwszy kontakt z grą wymaga wiele samozaparcia - pudełko przestawia przystojnego, silnie zbudowanego Murzyna (czyżby Artur po solarium?), który dzierży w dłoni okrutny tasak i wpatruje się kupującego wzrokiem, który spala na popiół. Jeśli już uda się nam się przetrwać to wstępne wyzwanie dalej jest nieco ciekawiej. Na każdej ze ścieżek, Bradwen ma do zrealizowania pięć misji, w czasie których będzie musiał odwiedzić wiele miejsc znanych z legend: Wzgórze Św. Jerzego, magiczny Las Ardeński, Avalon, ruiny rzymskiego Magovenium, czy warownie Tintagel i Camelot. Interfejs sterowania postacią, choć na początku nieco zaskakujący, jest bardzo przejrzysty i na ogół nie przeszkadza w rozgrywce. Bywają jednak momenty (np. próba otwarcia bramy do Camelot), kiedy dana funkcja zadziała tylko jeśli Bradwen znajduje się w dokładnie określonym miejscu - nieustanne próby mogą doprowadzić do białej gorączki. Poziom zagadek jest całkiem przyzwoity - mimo, iż gra jest łatwiutka, to stawiane przed grającym problemy są w większości logiczne. Nieco gorzej sytuacja wygląda tylko w momentach, kiedy akcja toczy się w Avalonie lub Lesie Ardeńskim - magiczna natura tych miejsc wyklucza, zdaniem twórców gry, logiczne myślenie.
Od strony wykonania gra pozostawia bardzo wiele do życzenia - jest to najbardziej zacofana technologicznie produkcja, jaką miałem ostatnio okazję widzieć. Gra w ogromnym stopniu wykorzystuje dysk twardy, skąd bezustannie czerpie wszelkie swoje dane. Każde przejście do nowej lokacji to co najmniej kilkanaście sekund intensywnego zgrzytania dysku. Co więcej, gra potrafi doczytywać jakieś dane nawet w obrębie jednej lokacji - skutecznie zamrażając ekran. Jeżeli Bradwen ma szybko przemaszerować przez kilka miejsc, to przygotujcie się, że 80% czasu zajmie oczekiwanie na wczytanie danych, a tylko 20% sam marsz. Rycerze są też aplikacją niestabilną - w większości przypadków przy śmierci Bradwena gra bez ostrzeżenia wychodzi do Windows. Zwyczajowo w każdej recenzji poświęca się też jeden akapit na omówienie kwestii grafiki i muzyki. Tym razem proszę się tego nie spodziewać - dźwięki w Rycerzach Króla Artura niczym specjalnym nie zachwycają, muzyki w grze nie uświadczysz, zaś o ubodzej (żeby nie powiedzieć: symbolicznej) grafice 3D żywo przypominającej czasy pierwszych Tomb Raiderów po prostu szkoda czasu pisać. Co prawda niektóre tła wyglądają dość przyzwoicie, ale już wszelkie obiekty animowane wołają o pomstę do nieba. Nad bardziej szczegółowymi problemami, takimi jak motion capture czy wykrywanie kolizji sprite'ów, także miłosiernie spuśćmy zasłonę milczenia.
Najmocniejszą stroną gry jest więc sam świat gry - uniwersum legend arturiańskich. Uprzedzam, iż pomimo liczby mnogiej w tytule gry, w trakcie naszych misji napotykamy tylko jednego rycerza króla Artura, Gawaina, zaś sam Artur to niepozorne chuchro i karzełek - te wady nie są w stanie jednak popsuć doświadczenia obcowania z wykreowaną rzeczywistością Albionu w V wieku naszej ery. Wróżki, druidzi, dzicy Sasi i ogry splatają się w intrygującą tkankę żywej historii. Na tym malowniczym tle, autorzy pozwalają nam obserwować kształtowanie się zrębów państwowości angielskiej oraz narodziny etosu rycerskiego. Szkoda tylko, że monotonia i ascetyczna prostota krajobrazów (oj, nie popisali się plastycy Cryo) nie dają żadnej pożywki dla wyobraźni. Cechy charakterystyczne dla stylu produktów francuskiej firmy - swoisty chłód oraz pustka środowiska psują dobre wrażenie, tym niemniej siła wyrazu arturiańskich legend jest zbyt wielka, aby nie przebijała przez wszelkie zasłony. Paradoksalnie więc, środowisko gry, mające z założenia być tłem dla akcji, wysuwa się tu na pierwszy plan i dominuje nad przebiegiem rozgrywki.
Obowiązkowym elementem gry jest oczywiście , tradycyjny dla wytworów Cryo, leksykon wiadomości na temat czasów, które stanowią tło dla gry. Leksykon odkrywa swe hasła stopniowo, jakby w nagrodę za postępy w grze. Poszczególne tematy są zazwyczaj skomentowane krótką, ale treściwą notką, opatrzoną rysunkiem. Nie ukrywam, że w wielu wypadkach ten leksykon wydał mi się znacznie ciekawszy niż sama rozgrywka....
Mimo tych kilku jaśniejszych punkcików, łączna ocena gry nie może być pozytywna. Wbrew temu, co można by sądzić po rozmachu działań marketingowych wokół gry, Rycerze Króla Artura to produkt co najwyżej przeciętny, który zadowolić może odbiorców młodszych i mniej doświadczonych. Być może daję tu wyraz tylko swoim prywatne odczuciom, ale w grze razi mnie pewna sztuczność środowiska, całkowicie opustoszałe i jakby martwe lokacje, oraz charakterystyczna maniera scenarzystów, którzy nie potrafią utrzymać równego tempa opowiadanej historii - rzeczy kluczowej dla gier z gatunku adventure. Podejrzewam, że Rycerzy Króla Artura dość szybko spowije mrok ludzkiej niepamięci. Cryo zapewne będzie wypuszczać dalsze gry z tej samej kategorii, zaś miłośnicy celtyckich legend od nowa wyglądać gry, która przeniosłaby świat Artura na ekrany domowych komputerów.
Ocena redakcji: jak oceniamy gry
Plusy:
Minusy:
