Walka z pokracznymi przeciwnikami, mięśniak o ochrypłym głosie i korzystanie z osłon. Choć można tu przywołać kilka produkcji, z przygodami Batmana na czele, niewątpliwie pierwszym i najtrafniejszym skojarzeniem jest Gears of War. To właśnie perypetiami Marcusa Feniksa i spółki dość mocno – nazwijmy to bez zbędnych emocji – inspirowało się Tecmo. Wydawałoby się, że mając gotowy szablon, można założyć, że wszystko pójdzie jak po maśle. Okazuje się jednak, że stworzenie strzelanki TPP nie jest równie proste co kolejnej gry z cycatymi pięknościami na plaży.
Naszym alter ego przez kilka godzin jest Syd – ofiara stereotypów, a więc mięśniak z nieco pokraczną zbroją, porcją blizn na gębie i głosem bijącym na łopatki Christiana Bale'a w roli Człowieka Nietoperza. Rasa ludzka, zapewne w większości dzięki własnym staraniom, doprowadziła się na skraj zagłady. Wyniszczona wojnami planeta nie otrzymała jednak szansy na wytchnienie – pojawiła się bowiem tajemnicza substancja, przeobrażająca wszystko na swej drodze. Do tego w różnych punktach globu wyrastają żyjące wieże. My zaś musimy je zniszczyć.
Skopiowano tu chyba wszystko. Od specyficznej kamery, towarzyszącej postaci w trakcie biegu, przez system osłon, na wykorzystaniu pada skończywszy. Skoki w bok, przeładowywanie broni, jej wybór – można by tak wymieniać dalej, za każdym razem jednak należy nucić „ale to już było” i zapewne wróci (więcej), jednakowoż na jakość poczekać musimy do dnia premiery Gears of War 3.
Pierwsze, co zawsze rzuca się w oczy, to oprawa graficzna, a w tym wypadku wypada zapomnieć o orgii kolorów i teksturach wysokiej jakości. Quantum Theory jest najzwyczajniej w świecie brzydkie, a im dalej zagłębiamy się w grę, tym robi się gorzej, w zasadzie równolegle do postępów w przeobrażaniu poszczególnych lokacji. Nigdy nie byłem zadeklarowanym miłośnikiem stylistyki GoW-a, produkcja Epic Games bazująca na Unreal Engine też potrafiła być do bólu brzydka, jednak Tecmo widocznie postawiło sobie za cel i w tym przewyższyć mistrzów.




