Jak łatwo się domyślić, NecroVision świata nie podbił. Podobnie jak serc recenzentów, którzy nie byli nim zachwyceni. Jednakże gracze musieli widać mieć odmienne zdanie, skoro powstał dodatek. Z uwagi na fabułę, która obejmuje wydarzenia sprzed NecroVision, sami twórcy wolą nazywać Przeklętą Kompanię prequelem. Choć tak naprawdę nie jest to istotne. Jak się rzekło, wydarzenia z Przeklętej Kompanii rozgrywają się wcześniej niż akcja NecroVision. Trzeba jednak przyznać, że niewiele wcześniej, bo rok pozostał bez zmian. Mamy 1916, a bohater tym razem nazywa się Jonas Zimmerman i – jak łatwo poznać po nazwisku – jest niemieckim oficerem i naukowcem. Zadaniem Jonasa jest znalezienie szczepionki przeciwko pladze. Niemiecki mundur to chyba największa zmiana w stosunku do pierwowzoru.
Sama rozgrywka nie zaskakuje niczym nowym. Jest szybka, chociaż zombie nie poruszają się w większości przypadków jak zające. Jest ich jednak tak dużo, że bohater musi być w ciągłym ruchu i strzelać. Zresztą na drodze Jonasa stają nie tylko nieumarli, ale też… „zwykli żołnierze”, bo jak inaczej nazwać facetów w mundurach, którzy poruszają się jak żywi, a nie powłóczą kończynami jak zombie? Na szczęście przeciwnicy nie grzeszą inteligencją, sami pchają się pod lufę, a ci najmądrzejsi chowają za zrobionymi z kawałka blachy tarczami. NecroVision to gra oldskulowa w każdym detalu, dlatego głupota przeciwników nie powinna dziwić nikogo.
W niektórych misjach Jonasowi towarzyszą niemieccy żołnierze. Jak na grę tego typu to pewna innowacja, bo w klasycznych FPS-ach gracz przeważnie jest samotnym bohaterem. W towarzyszach Jonas ma wsparcie w postaci dodatkowej siły ognia, ale również i u nich próżno doszukiwać się zalążków inteligencji. Cóż, nie jest to w końcu gra kalibru Call of Duty. Arsenał broni, jaką dysponuje bohater, jest także dostosowany do wymogów szybkiej, ostrej strzelanki. Większość giwer jest jakby z innej bajki, ciężko skojarzyć je z I wojną światową. Ot, chociażby pistolet maszynowy, chyba najbardziej uniwersalna broń w grze. Gdyby to były realia II wojny światowej, to owszem, ale nie przypominam sobie, by niemieccy żołnierze posługiwali się takim sprzętem w okopach pod Verdun...




