My Body Coach 2: Fitness & Dance – recenzja

13.01.2012 12:01 | Autor: Jakub Zagalski


Męcząca sztampa

Po wybraniu odpowiedniego treningu, podkładu muzycznego (duży plus za możliwość odtwarzania własnych MP3 znajdujących się na dysku konsoli) i lokacji przechodzimy do rozgrywki. A raczej sporego wysiłku, który sprawił, że po 20 minutach „zabawy” z My Body Coach 2 musiałem pomyśleć o prysznicu. Jest to więc świetny sposób na to, by wziąć się za siebie i popracować nad kondycją bez wychodzenia z domu.

Na ekranie wyświetlają się dwie postacie: nasza i trenerki, w którą wcieliła się niejaka Valérie Orsoni. Z pudełka wynika, że jest to znana postać w świecie hollywoodzkiego fitnessu. Będąc ignorantem w tej kwestii, mogę jedynie stwierdzić, że pani (panna?) Orsoni ma specyficzny francuski akcent, który co chwilę słyszymy w jej anglojęzycznych wypowiedziach. Każde kolejne ćwiczenie jest dobrze zaprezentowane i nie ma większych problemów z ich powtarzaniem. Na szczycie ekranu widać nasze odbicie, dzięki czemu możemy z łatwością skorygować pozycję względem kamerki. Jest to ważne, gdyż często zdarzało mi się wyjść poza kadr i nie było widać ruchów Move’a, o czym informowała mnie odpowiednia ikonka.

Problem z wirtualną trenerką jest jak zwykle ten sam co w innych tego typu produkcjach. Valérie co chwilę stara się nas zmotywować lub skorygować źle wykonywane ruchy, co sprowadza się do ciągłego powtarzania dwóch, trzech kwestii. Nie potrafię zliczyć, ile razy w ciągu jednego treningu usłyszałem, że „moje ramiona są w odpowiedniej odległości”. Z drugiej strony po kilku minutach przestajemy skupiać się na tym, co trenerka mówi, i po prostu robimy swoje, obserwując kolejne ćwiczenia.

(Kliknij na obrazek, aby go powiększyć)

My Body Coach 2, pomimo 130 różnych aktywności, nie wyróżnia się niczym szczególnym. Ciągłe powtarzanie ćwiczeń, komend i komentarzy, upływający czas, (umowne) naliczanie spalanych kalorii – wszystko to już było we wcześniejszych produkcjach.

Zatańczymy? Nie, dziękuję

Nowością w My Body Coach 2 jest taniec, który widnieje w podtytule. Niestety, jest to element wyraźnie wsadzony na siłę i trudno oczekiwać, by ktokolwiek ucieszył się z jego obecności. Wybieramy spośród zaledwie sześciu piosenek, do których przypisano po dwa warianty choreograficzne. Rozgrywka sprowadza się do znanej z gier tanecznych formuły, ale robi to bardzo nieudolnie. Ikony kolejnych ruchów, które mamy wykonywać, są małe i źle umiejscowione. Poza tym niewiele z nich wynika, zatem zagorzałym tancerzom pozostaje nauczyć się układów na pamięć. Inaczej zabawa z trybem tańca będzie niezbyt satysfakcjonująca.

Innym mało przydatnym elementem jest kalendarz z rekomendowaną dietą. Konsola generuje spis potraw na każdy dzień, by miłośnik domowego fitnessu mógł uzupełniać katorżnicze ćwiczenia o „odpowiednio” zbalansowane posiłki. W praktyce jednak wiadomo, że opracowanie odpowiedniej diety dla konkretnego człowieka nie może opierać się wyłącznie na podanych przez nas danych, takich jak wiek, waga czy płeć. Należy więc z nieufnością podchodzić do „konsolowego jadłospisu”, bo niektórym może po prostu zaszkodzić.

Valérie Orsoni w każdym domu?

Nie ukrywam, że po My Body Coach 2: Fitness & Dance nie spodziewałem się żadnego przełomu. Miałem już do czynienia z różnymi tytułami z tego gatunku i zdążyłem zauważyć, że trudno wybić się w nim z grona bliźniaczo podobnych produkcji. Oferta Big Bena jest klasycznym przykładem gry fitnessowej, która powiela schematy i typowe bolączki (nie zawsze dobre odczytanie ruchów kontrolera, powtarzanie tych samych kwestii), ale jednocześnie warta jest uwagi tych, którzy jeszcze nie poznali tego typu aktywności. Ciężarki z zestawu są niezłym dodatkiem i elementem, który wyróżnia My Body Coach 2: Fitness & Dance na półce sklepowej. Z pewnością lepsze to niż machanie samymi rękoma, jak ma to miejsce w konkurencyjnych produkcjach.

Pomijając słaby taniec i niezbyt potrzebnego konsolowego dietetyka, My Body Coach 2: Fitness & Dance dobrze sprawdza się w roli domowego fitnessu. Jeżeli nie macie tego typu gry na półce, a czujecie, że pora się za siebie zabrać, możecie śmiało uderzać do sklepu po treningi Valérie Orsoni.
  • Plusy:

  • Dużo ćwiczeń
  • Własna muzyka z MP3
  • Ciężarki
  • Minusy:

  • Nie zawsze dobre odczytanie ruchów
  • Powtarzalność wypowiedzi
  • Taniec
  • Dietetyk
  • Nic nowego wśród gier fitnessowych
dodaj swoją opinię

Opinie (2):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

gamez (Gość) 2012-01-16 13:26:11

dobra opcja po wielogodzinnym przesiadywaniu przy bf3 :P

Zgłoś do moderacji

sajet1 2012-01-13 17:17:49

Z produkcjami fitnessowymi miałem mało do czynienia , wydaje mi się ,że jest to pozycja uzupełniająca trening (dla osób obeznanych z tematem ,leczących jakąś kontuzję ,tudzież nie mogących dotrzeć w dany dzień do klubu). Nie wydaje mi się ,żeby przeciętny gracz stroniący od ruchu wytrwał przy regularnym poruszaniu dłużej niż dwa miesiące .Chociaż może się myle i skłoni to kogoś do zapisania sie na stosowne zajęcia ...

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (2)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...