Na całe szczęście twórcom nie udało się zepsuć oryginalnego pomysłu Mount & Blade. Otwartość gry jest po prostu zastraszająca. Tworzymy naszą postać wedle uznania, nie wybieramy dla niej żadnego zawodu, po prostu rozdzielamy punkty umiejętności. Po krótkim wstępie zostajemy wrzuceni w burzliwe lata XVII wieku na tereny Europy Wschodniej. Na wstępie dostajemy jeszcze garść rad, wierzchowca, szablę i samopał. Powodzenia!
Jednym z głównych problemów Mount & Blade był próg wessania do gry. To nie jest tytuł, który od razu przypada do gustu. Zanim zdołacie zbudować swój oddział, opędzić się od band dezerterów i rabusiów, zaczniecie się liczyć w świecie gry, minie pewnie kilka godzin prób z coraz to nowymi postaciami. Ogniem i mieczem jest takie samo. Nie wybacza, nie trzyma za rączkę, nie pociesza. Ta produkcja nie pasuje do naszych czasów. Zanim człowiek zacznie czerpać przyjemność z rozgrywki (czyli łbów rozbijania) trzeba zacisnąć zęby i przebić się przez kilka godzin tułania się za złodziejami, sprzedaży marnego wyposażenia i dostarczania listów.
Niestety, Ogniem i mieczem nie jest całkowicie nową grą bazującą na silniku M&B, to mod, który wprowadza wiele ciekawych elementów i zmienia świat na trochę nam bliższy, ale jednak tylko mod. Ma to swoje dobre, jak i złe strony. Rdzeń rozgrywki pozostał tak samo miodny i wciągający, wciąż jeździmy po mapie, wykonujemy zadania i rekrutujemy coraz większy oddział. Przy tym nasze wojaże nie odbywają się w jakimś wyimaginowanym świecie średniowiecznym, ale w otoczeniu mocno osadzonym w polskiej historii.
