Wszystko dlatego, że to użytkownicy LBP stali się od tamtej pory autorami własnych gier, nie musieli być częścią zespołu deweloperskiego czy nabyć wystarczających umiejętności, by zostać moderami. Wystarczył jeden zakup, odblokowanie niezbędnych przedmiotów i już można było zabrać się za tworzenie. O dziwo pierwsza odsłona serii w momencie swojej premiery sprawiała wrażenie narzędzia pełnego, oferującego wystarczającą swobodę. Jakże mylne było owo wrażenie!
Drugi, lepszy raz
Kampanii reklamowej LittleBIGPlanet 2, podobnie jak części pierwszej, towarzyszy hasło: „Graj, twórz, dziel się”. Wystarczy jednak chwila przygody z „dwójką”, by przekonać się, że dokonujemy zamiany leniwej sprzątaczki na firmę dbającą o czystość – jest szybciej, prościej, a jednocześnie bardziej profesjonalnie. W LBP2 graczy nie ogranicza już platformówkowa konwencja i wiążące się z nią restrykcje, a tym samym znajdą tu coś dla siebie nie tylko osoby oczekujące dobrej przygody, ale i te zaciekle szukające produkcji innych użytkowników czy te, które zawsze ciągnie do zaprezentowania czegoś własnego.
Troszeczkę śmieszy mnie polski Szmatkocoś, jakby Sackboy był nazbyt szowinistyczną nazwą. Rozgrywki dla pojedynczego gracza oferują najmniej zmian, choć ciężko tu mieć coś za złe autorom – składająca się z około trzydziestu misji kampania stanowi raczej pokaz możliwości poszerzonego edytora. Tak jak ostatnio mamy więc styczność z klasyczną platformówką 2D, aczkolwiek z otoczeniem wykonanym w trójwymiarze i z obecnością trzech planów (bliski, średni i oddalony). Na szczęście całość jest dość nieprzewidywalna – ciężko odgadnąć, czy za moment będziemy uciekać przed wiązką elektryczności, skakać nad trującym gazem czy też strzelać ciastkami z galaretką.
