Dwójka do boju
Wszystko z powodu walki. Głównymi bohaterami gry są Nora, dziewczyna wyspecjalizowana w starciach bezpośrednich, i Efrim, jej smoczy brat, który umie latać i atakuje wyłącznie na odległość. Pomysł ciekawy, gorzej z realizacją – grając solo, musimy przełączać się pomiędzy postaciami, co wcale nie dodaje rozgrywce dynamizmu, a wręcz ją krzywdzi, przez zmuszanie do intensywnego wciskania przycisków.
Nora posiada szeroki wachlarz ciosów (który w przypadku obojga rodzeństwa rozrasta się z czasem), najciekawszą umiejętnością jest jednak zdolność do teleportowania się tuż za plecami wroga. Jest to przydatne zwłaszcza w momentach, gdy zdarza nam się walczyć z różnymi typami przeciwników, w tym z bardziej mobilnymi osobnikami. Ciężko jednak pozbyć się wrażenia, że jesteśmy zbyt słabi lub że przesadzono z wielkością pasków zdrowia u oponentów. Co trudniejsze starcia zamieniają się w taniec wokół wroga, z jednoczesnymi próbami wycelowania i zranienia go.
Tu pojawia się jeden z większych problemów. W Islands of Wakfu występują dwa poziomy trudności, z czego jeden jest – powiedzmy – normalny, drugi to tryb bóstwa, w którym po prostu nie możemy zginąć. W momencie gdy tracimy życie i gra cofa nas do ostatniego checkpointu, po którym graliśmy już kilka(naście) minut, wydaje się to dobrym rozwiązaniem, ale uwierzcie mi – na dłuższą metę odbiera całkowicie frajdę z zabawy.




