Wizualna strona gry prezentuje się rewelacyjnie. To, jak wyglądają twarze postaci, wyprzedza o całą epokę wszystko, co dotychczas w tej kwestii osiągnięto w grach. Duża w tym zasługa tzw. „performance capture” – ruchy mięśni twarzy przeniesiono z rzeczywistych aktorów, „oblepionych” kilkudziesięcioma rejestrującymi je czujnikami. Oglądając niektóre sceny, naprawdę ma się wrażenie, że nie jest to renderowana w czasie rzeczywistym grafika, a nakręcony wcześniej film. Fakt, że wrażenie to psuje trochę statyczna kamera, którą gracz nie może sterować (można się jedynie przełączać między ustalonymi kątami widzenia), ale jeżeli jest to cena, jaką trzeba zapłacić za tak wyśmienitą stronę wizualną, to naprawdę warto. Nawet, jeżeli w kilku momentach statyczna kamera potrafi autentycznie utrudnić rozgrywkę (jeśli nie zaklniecie chociaż raz, czołgając się przez tunel, to musicie być naprawdę odporni psychicznie) – nawet jeżeli – to co z tego, skoro wybaczamy to grze po kilku minutach, a po kolejnych kilkunastu już zupełnie tego nie pamiętamy.
Na osobny akapit zasługuje oprawa dźwiękowa. Raz – świetna muzyka, mimo że trochę zbyt często odwołująca się do głównego motywu. I dwa – coś, na co tak naprawdę rzadko zwraca się w grach uwagę – efekty dźwiękowe. Odgłos kropel deszczu uderzających w karoserię samochodu jest po prostu bezbłędny – to tylko przykład jednego z licznych detali, o których normalnie w ogóle byśmy nie pomyśleli, a które odgrywają olbrzymią rolę w tworzeniu klimatu gry. Zaskakująco dobry jest też polski dubbing – pomijając drobne problemy z głośnością niektórych kwestii (częściowo poprawione w patchu), jest naprawdę niezły, miejscami nawet lepszy od mającego swoje wady angielskiego. Dostępna na polskim rynku edycja pozwala na wybranie wersji językowej, zarówno dubbingu, jak i napisów, nie ma więc problemu, by porównać obie opcje i zdecydować się na tę bliższą naszym preferencjom.
To, że Heavy Rain nie jest grą dla każdego, napisano już w sieci wiele razy, nawet przed jej premierą. Jeżeli jednak dacie jej szansę, być może zdacie sobie sprawę, że jest w tym stwierdzeniu mniej prawdy, niż mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać. Wystarczy jej tylko na to pozwolić, a gra zrobi z Wami rzeczy, których nigdy byście się nie spodziewali. Będziecie o niej myśleć, zarówno podczas grania, jak i (nawet więcej!) po jej skończeniu. Jedno trzeba podkreślić – nie jest to rewolucja, nie jest to produkcja, która w jakikolwiek sposób wpłynie na to, jak tworzy się gry wideo. Jest to raczej jednorazowy wyskok, swego rodzaju ciekawostka, eksperyment, który jakimś sposobem okazał się spektakularnym sukcesem. Wspaniale, że został przeprowadzony. A teraz czas na kolejny shooter...




