Dużą rolę we wpływie tej produkcji na emocje gracza odgrywa jeden z głównych bohaterów – Ethan Mars, ojciec, któremu po sielankowej sekwencji („Sobotni poranek szczęśliwej rodziny”), uczącej zasad sterowania w grze, wali się dotychczasowy znany bezpieczny świat. Nie przypominam sobie, bym kiedykolwiek sterował w grze postacią, która znalazła się w tak beznadziejnej sytuacji. Bym tak wyraźnie czuł podczas grania, że tak naprawdę nie ma tu dobrego rozwiązania, że cokolwiek zrobię, będzie tylko gorzej. Oczywiste jest przecież, że gra się po to, żeby wygrać, że nie chcemy, by nasze wysiłki skutkowały tylko stawianiem przed nami jeszcze trudniejszych wyzwań – trudniejszych nie w sensie ich wykonalności, tylko beznadziei sytuacji. Tak, że po jakimś czasie zaczynamy mieć wrażenie, że równie dobrze mogliśmy nic nie robić. Tutaj pozostaje jedynie nadzieja, że w końcu nasze wysiłki zostaną nagrodzone – nadzieja, że to wszystko jednak do czegoś prowadzi. Nadzieja, jakiej kurczowo musi trzymać się ojciec, robiący wszystko co w jego mocy, by uratować syna przed śmiercią.
Zapewne, aby ograniczyć nieco skalę samobójstw wśród grających w Heavy Rain, twórcy pozwalają nam w trakcie gry sterować jeszcze trzema innymi, nieco (NIECO!) mniej dołującymi postaciami, wszystkimi w jakiś sposób wplątanymi w historię Zabójcy z Origami, odpowiedzialnego za serię morderstw dzieci. Fabuła zaprezentowana jest jako seria następujących po sobie scen, w każdej z nich główną rolę odgrywa jeden z czterech pierwszoplanowych bohaterów. Każda z takich krótkich scen może być rozegrana na wiele sposobów – w zależności od tego, na jakie elementy otoczenia zwrócimy uwagę, jakie tematy poruszymy podczas rozmów ze spotkanymi postaciami, a nawet od tego, czy powiedzie nam się w sekwencjach akcji. Jeżeli np. nie uda się nam wcisnąć odpowiednich przycisków podczas walki na pięści z tajemniczym napastnikiem, gra dopasuje wydarzenia tak, by uwzględniały naszą przegraną. Oczywiście bardzo często jest to jedynie iluzja, a ostateczny rozwój wypadków szybko powraca na ustalone tory, ale tak czy inaczej jest to iluzja skuteczna. Są jednak momenty, w których w bardzo odczuwalny i bardzo istotny sposób decydujemy o dalszych wydarzeniach. Warto też zaznaczyć, że zakończenie gry wyraźnie daje do zrozumienia, jak te kluczowe wybory wpłynęły na końcową scenę.




