Triki i inne sztuczki
O ile przygodówka jest niczym bez dobrej fabuły i ciekawych bohaterów, to jej szkielet od zawsze stanowiły zagadki i łamigłówki. Nie inaczej jest i w Gray Matter. Zagadki jak to zagadki, mogą kłaść nacisk na różne rzeczy, choćby znajomość pewnych faktów. W wypadku GM są to wiadomości z popkultury lub szeroko rozumianej historii. Jednak materiały do wszystkich odpowiedzi można znaleźć w grze.
Jeżeli zaś chodzi o łamigłówki, to natykamy się na dwa ich typy. Po pierwsze klasyczny, czyli „jeżeli chcesz uzyskać odpowiedni efekt, znajdź odpowiednią dźwignię”. Pewne jest, że autorce nie zabrakło w tym względzie inwencji. Drugim rodzajem łamigłówek są „sztuczki magiczne”. Mamy okazję ćwiczyć je, prowadząc postać Sam. Służą jej one do nakłaniania osób, z którymi dziewczyna ma kontakt, aby działały po jej myśli. Tym samym Jane Jensen wprowadziła nową ciekawostkę do gier przygodowych. Mianowicie uzasadniła użycie logicznych łamigłówek w interakcjach z postaciami, a nie tylko ze środowiskiem. Jednak już sam proces wykonywania sztuczek nie jest tak nowatorski. Należy przeprowadzić konkretne działania w odpowiedniej kolejności. Stare, dobre „zaznacz, przeciągnij, upuść i kliknij”. Sprawia to na początku sporo radości, jednak z czasem powszednieje. Na szczęście nie nudzi się, bo w późniejszych etapach gry wykonanie danej operacji wymaga sporej dozy kombinowania.
Żyli długo i szczęśliwie
W zasadzie w swoim gatunku Gray Matter jest grą perfekcyjną. Ciekawie opowiedzianą, ładnie wykonaną, z bardzo dobrą oprawą muzyczną. Jeżeli szukać w niej jakichś wad, to chyba tylko od strony technicznej. W trakcie rozgrywki kilkakrotnie zdarzyło się, że gra się wysypała. Jest to o tyle ciekawe, że ogólnie działała dość poprawnie. Bez problemu znosiła alt+tab i pracę całej masy oprogramowania w tle. Było to jednak na tyle rzadkie i mało kłopotliwe, że można na to przymknąć oko. Autorce zaś należałoby pogratulować kunsztu i spytać, kiedy i co znów wyda.


