Akcja w God of War zawsze rozkręcała się błyskawicznie i nie inaczej jest w części trzeciej. Kratos na barkach Gai wraz z innymi Tytanami wspina się na szczyt Olimpu, aby rozprawić się z Zeusem i resztą pozostałych przy życiu bogów. Chwilę później Spartiata staje naprzeciwko pierwszego z nich, a gra tradycyjnie miażdży otwarciem. Wyobraźnia twórców wsparta mocą PS3 zaowocowała jeszcze większą widowiskowością – Gaia to tak naprawdę ogromny, ruchomy poziom, zacięte ataki Posejdona sprawiają, że perspektywa co chwilę się zmienia, a w tle widać pozostałych Tytanów. Jest grubo, a finał rozprawy z władcą mórz na pewno na każdym zrobi kolosalne wrażenie.
W God of War II Zeus pod postacią orła pozbawił Kratosa boskich mocy, zmuszając graczy do budowania jego potęgi od nowa. Podobny zabieg zastosowano i w tej części, ale tym razem napakowany bohater traci swoje umiejętności po kąpieli w Styksie. W królestwie zmarłych dowiaduje się również, co należy zrobić, aby ostatecznie zemścić się na Zeusie – musi odnaleźć Ogień Olimpu. Rozpoczyna się mozolna wspinaczka na szczyt boskiej góry.
Kratos cały czas jest tym samym, bezwzględnym, amoralnym i przepełniony gniewem wojownikiem, ale – sięgając po God of War III – powinniście przygotować się na tak brutalne motywy, że bledną obie poprzednie części razem wzięte. Tryskająca dokoła posoka to norma, a sam Spartiata często jest cały w niej skąpany. Kto grał w demo, na pewno pamięta scenę, w której Helios traci głowę – jeśli myśleliście, że to przegięcie, nie dotrwacie do końca zemsty. Podstawowe mięso armatnie w postaci kościotrupów jest szatkowane, rozrywane na pół, miażdżone na ścianach, kopane. Więksi wrogowie są patroszeni, rozkrajani, przebijani, mają łamane kręgosłupy czy wyrywane oczy. Oczywiście najwięcej chorych pomysłów pozostawiono na walki z szefami i kategoria wiekowa +18 jest jak najbardziej zasłużona.



