Recenzja
- Ghostbusters The Video Game
- PS3
Ghostbusters: The Video Game
16.07.2009 00:07
Więcej na temat:
Ghostbusters The Video Game
- Developer: Terminal Reality
- Dystrybutor PL: Sony Computer Entertainment Polska
- Premiera PL: 2009-07-03
- Platformy: PC PS2 PS3 X360 NDS Wii PSP
- przejdź do karty gry
Wirtualna wersja Ghostbusters nie jest jakąś tam adaptacją filmową, a pełnoprawną kontynuacją filmów. I jak twierdzi sam Dan Aykroyd: „to jest właściwie trzeci film”. Akcja dzieje się dwa lata po wydarzeniach znanych z ostatniej części serii. Do składu starych wyjadaczy dołącza niejaki Rookie. Przez innych bohaterów jest jeszcze określany jako: „nowy” albo „rekrut”. To doskonale odzwierciedla, jak będziemy traktowani w Ghostbusters. Główny bohater nie wypowiada ani słowa, zawsze jest w cieniu, nie robi nic wartego uwagi. Jego milczące oblicze wyraża głupotę, szczerość, ale i oddanie. Tyle można wywnioskować. Reszta jest milczeniem. Dosłownie i w przenośni.
Takie zagranie ze strony producenta może nam się nie podobać, ale dokładnie takie było założenie. Trudno jest bowiem zupełnie nowej postaci nadać jakąś głębię charakteru. A w przypadku Raya i Egona nie trzeba było nic kombinować. Każdy, kto oglądał film, momentalnie złapie wczutę w klimat. Bowiem w grze najważniejsi są właśnie ci pogromcy duchów, których znamy z filmów. I nie bez znaczenia jest fakt, że do udziału w grze zostali zaproszeni odtwórcy głównych ról. Rozpoznajemy głosy m.in. Dana Aykroyda, Billa Murraya, Harolda Ramisa i Ernie Hudson. Robota, jaką wykonali, stoi na wysokim poziomie. Niestety synchronizacja ruchu ust nie jest najlepsza.
Generalnie historia jest prosta, ale nie tak do końca. Tylko z początku. Po jakiejś rutynowej akcji okazuje się, że coś poszło nie tak. Mianowicie na Times Square pojawił się znany wszystkim wielbicielom serii piankowy marynarz. Później jest już tylko gorzej. W gruzy obraca się opera, hotel i muzeum. Pogromcy duchów muszą więc powstrzymać zbliżającą się apokalipsę, wyjaśniając zagadkę kolejnego pojawienia się duchów.
