Fahrenheit (Indigo Prophercy)

10.10.2005 00:10 | Autor: Anzelmo

Życie składa się z tysięcy wyborów i najnowsza produkcja enigmatycznej grupy Quantic Dream przypomina o tym na każdym kroku. Ta gra dwojga imion – w Stanach Zjednoczonych znana jako Indigo Prophecy, zaś wszędzie indziej jako Fahrenheit – zabiera Cię w szaloną podróż po najgłębszych zakamarkach ludzkiej podświadomości, niejednokrotnie wystawiając na ciężkie próby zarówno Twoje nerwy, jak...

Więcej na temat:
Fahrenheit

  • Developer: Quantic Dream
  • Dystrybutor PL: LEM
  • Premiera PL: 2005-10-28
  • Platformy: PC PS2
  • przejdź do karty gry
Życie składa się z tysięcy wyborów i najnowsza produkcja enigmatycznej grupy Quantic Dream przypomina o tym na każdym kroku. Ta gra dwojga imion – w Stanach Zjednoczonych znana jako Indigo Prophecy, zaś wszędzie indziej jako Fahrenheit – zabiera Cię w szaloną podróż po najgłębszych zakamarkach ludzkiej podświadomości, niejednokrotnie wystawiając na ciężkie próby zarówno Twoje nerwy, jak i umiejętność błyskawicznego podejmowania decyzji.

Opisanie istoty Fahrenheit jest zadaniem o tyle trudnym, że takiej gry jeszcze nie było. Oczywiście niektóre zastosowane tu rozwiązania czy patenty zdążyły się już tu i ówdzie pojawić, a goście z Revolution mieli podobne założenia przy tworzeniu swego Broken Sword: The Sleeping Dragon, ale nie zmienia to faktu, że developerzy z Quantic Dream wspięli się na wyżyny artyzmu i stworzyli dzieło, któremu bliżej do sensacyjnego kina, aniżeli gry w tradycyjnym tego słowa znaczeniu.

Już od pierwszych scen, Fahrenheit zachowuje się jak wydany na DVD film – zamiast „New Game” pojawia się napis „New Movie”, Ty zaś możesz nawigować pomiędzy kolejnymi rozdziałami i wybierać interesujące Cię sceny. Poprzedzający właściwą rozgrywkę trening prowadzony jest na zapleczu sceny, pośród studyjnych makiet, manekinów i rekwizytów. Prowadzony jest, dodajmy, przez cyfrową reprezentację scenarzysty i reżysera Fahrenheit, Davida Cage’a. Różnica pomiędzy Indigo Prophecy a jakimkolwiek filmem jest jednak taka, że tu wpływasz na działania bohaterów i to, jak sprawnie poradzą sobie z przygotowanymi dla nich przez scenarzystę wyzwaniami. Brzmi to pewnie dość niejasno, ale uwierz mi – termin „interaktywny film” pasuje do Fahrenheit jak do żadnej innej gry, jaką w życiu widziałeś.

Jeśli mielibyśmy jednak uprzeć się i próbowalibyśmy zaszufladkować nową produkcję Quantic Dream, najbardziej trafnym domysłem byłby zapewne gatunek „adventure”, a właściwie – „next-gen adventure”. Jeżeli jednak przygody kojarzą Ci się przede wszystkim z niespiesznym klikaniem myszą w poszukiwaniu przedmiotów wielkości kilku pikseli, nadszedł czas na zrewidowanie poglądów. Nie ma zbytniej przesady w stwierdzeniu, że Fahrenheit trzyma widza w napięciu nie mniejszym, aniżeli – dajmy na to – Half-Life 2 czy God Of War.

Dzieje się tak z kilku powodów. Wyjdźmy od tego, że wiele sekwencji w grze – od wyborów tematu podczas rozmowy po momenty stricte zręcznościowe – posiada ograniczenia czasowe, przez co większość decyzji musisz podejmować szybko, improwizując i na bieżąco kojarząc fakty. Tym samym dochodzimy do drugiej przyczyny. Opisane powyżej podejście twórców do tematu łączy się bowiem ściśle z fabułą Fahrenheit, która prowadzona jest w iście hitchcock’owskim stylu – wszystko zaczyna się od wielkiego trzęsienia ziemi, po czym napięcie stopniowo zaczyna narastać. Wreszcie, pojawia się powód trzeci i zarazem najistotniejszy. Interaktywna historia, w której większość decyzji podejmujesz z panicznie tłukącym sercem, bezbłędnie wciąga już od pierwszych chwil, nie pozwala oderwać się i pozostaje w głowie jeszcze długo po tym, jak z ekranu znikną napisy końcowe.

Fahrenheit rozgrywa się w zasypanym śnieżną zamiecią Nowym Jorku, zaś akcja zawiązana zostaje w toalecie podrzędnej jadłodajni, gdzie niejaki Lucas Kane zarzyna nieznajomego mężczyznę. Co ciekawe, Łukasz kompletnie nie kontroluje swoich poczynań podczas popełniania morderstwa, średnio zdaje sobie sprawę z tego, co robi i odzyskuje władzę nad sobą dopiero wtedy, gdy pochyla się nad zmasakrowanym ciałem swojej ofiary. Mniej więcej w tym momencie wchodzisz do akcji Ty i musisz szybko ogarnąć sytuację. Możesz spróbować ukryć nóż i ciało, umyć twarz i spokojnie opuścić toaletę, by – po uiszczeniu rachunku – wsiąść do taksówki i spokojnie oddalić się z miejsca zdarzenia. Ale nie musisz, bo możesz też nie zacierać śladów i z hukiem wylecieć z kibla, przestraszyć kelnerkę swą zakrwawioną gębą i rozpocząć ucieczkę przed policją już teraz. Możesz także działać jeszcze inaczej – opcji jest całkiem sporo. Najważniejsze jednak, żebyś szybko podjął jakąś decyzję, gdyż chwilę po rozpoczęciu rozgrywki ekran Fahrenheit dzieli się na trzy mniejsze wycinki, ukazujące przebieg wydarzeń w Twojej najbliższej okolicy – okazuje się zaś, że siedzący w knajpie policjant poczuł parcie na pęcherz i kieruje się właśnie do toalety. Tak wygląda pierwsza scena i zaprezentowany powyżej schemat rozgrywki przewija się podczas sesji z FAHRENHEIT jeszcze wielokrotnie. Tutaj liczy się to, jak sprawnie działasz i dokonujesz wyborów.

Ciekawie prezentuje się sterowanie, polegające na tym, że w obrębie menu kontekstowego kierujesz pozycją kursora myszy (na przykład – kierujesz mysz w dół, aby siedzący na krześle Lucas zawiązał buty, lub kierujesz mysz w górę, aby Łukasz wstał z siedziska). Ale to nie wszystko, co przygotowali specjaliści z Quantic Dream.

Jak zostało powiedziane wcześniej, w Fahrenheit pojawiają się też sekwencje zręcznościowe. Zrealizowano je zaś na zasadzie przypominającej różnego rodzaju muzyczne i rytmiczne gry na konsole czy starusieńki Dragon’s Lair na PC. O ile sterowanie w tych sekcjach rozgrywką Fahrenheit nie wymaga wyjaśnienia w wersjach na Xboxa i PS2, tyle jego edycja na komputery osobiste może wprowadzić już nieco zamieszania. Gra dubluje układ czterech kierunków z kursorów na klawiaturze i przerzuca go na klawisze z klawiatury numerycznej, zyskując dwa pokrywające się systemy kierowania – naśladuje w ten sposób gałki analogowe z konsolowego pada. I teraz tak: Podczas rzeczonych sekwencji zręcznościowych, na podstawie wyświetlanych na ekranie instrukcji musisz wybierać odpowiednie kierunki, i jeśli wszystko robisz jak należy – Lucas Kane wyjdzie cało z tarapatów, w których się znalazł. W Fahrenheit trzeba też trochę poskradać się, co u niejednego gracza wywoła pewnie zaparcie. Żeby zaś nie było zbyt nudno, poza wybieraniem kierunków „na czas” i ukrywaniem się, zdarzają się tu też sekwencje, w których Lucas zmuszony jest do wielkiego wysiłku, i aby facet dał sobie radę, musisz tap’ować rytmicznie kierunki lewo-prawo. Proste i genialne.
dodaj swoją opinię

Opinie (2):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Kevin Lomax (Gość) 2010-01-23 02:04:21

Zgadza się , jedna z najlepszych gier w jakie w ogóle gralem.. Klimat miażdzy

Zgłoś do moderacji

edvac 2009-06-09 01:12:51

Arcydzieło! Perła! Rarytas! Gram na PC od 1994 i ta gierca zasługuje na uwagę każdego! Jak dla mnie ELITE!

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (2)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...