Recenzja
- Delta Force: Helikopter w ogniu
- PC
Delta Force: Helikopter w ogniu
01.05.2003 00:05
Grafika stoi na bardzo wysokim poziomie. Nareszcie zrezygnowano z bardzo starego i, cóż tu dużo mówić, dzisiaj niespełniającego żadnego nawet najniższego standardu engine-u Land Warriora. W zamian wykorzystano doskonale sprawdzający się silnik strzelanki lotniczej Commanche 4. Oczywiście bardzo go unowocześniono i przystosowano do wyświetlania akcji widzianej z zupełnie innej pozycji. Jednym z elementów, po którym widać największe zmiany są wybuchy. Wyglądają jeszcze lepiej niż w Commanche 4 i z całą odpowiedzialnością mogę stwierdzić, że na dzień dzisiejszy żadna inna gra na PC nie oferuje lepszych efektów tego typu. Efekty świetlne i środowiskowe to także najwyższa światowa klasa. Już swego czasu animacja wody w C4 sprawiała piorunujące wrażenie. Tutaj efekt ten jeszcze spotęgowano. Kiedy wskoczymy do wody na jej powierzchni pojawią się kręgi, a kiedy nad rzeką zawiśnie śmigłowiec powietrze wyrzucane spod jego wirnika zacznie charakterystycznie marszczyć powierzchnię wody. Niski przelot UH60 nad pustynią spowoduje porwanie w górę kilogramów pisaku, który na pewien czas wydatnie zmniejszy widoczność. Kolejnym efektem zrywającym czapki z głów i powodującym konieczność zaopatrzenia się w nową szczękę jest symulacja obrazu z noktowizora. Małe lampki, które wiszą na pobliskim domu staną się jasne jak powierzchnia słońca, na którą nie sposób patrzeć gołym okiem. Jeżeli w tym czasie ruszymy wirtualną głową obraz tych punktów rozmyje się tworząc charakterystyczne smugi. Każdy, kto kiedykolwiek widział taki obraz w rzeczywistości, z pewnością wie o czym mówię. W słoneczny dzień, kiedy spojrzymy na tarczę słoneczną, musimy aż mrużyć oczy, a kiedy następnie skierujemy wzrok w inną stronę, zupełnie jak w rzeczywistości, obraz na chwilę stanie się ciemny i dopiero po chwili wróci do kolorowej rzeczywistości. Przemierzając ulice Mogadiszu jesteśmy pewni, że tak właśnie powinno wyglądać targane konfliktami wewnętrznymi miasto. Żelazne budy służące za domy, budynki z dziurami po kulach i ruiny domów trafionych pociskami z ręcznych wyrzutni rakiet, robią kolosalne wrażenie. Równocześnie całe miasto jest przeogromne, chociaż tak naprawdę stanowi tylko punkcik na pustyni. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby zboczyć z drogi i udać się na podroż przez piaski. W tym względzie gra oferuje pełną dowolność znaną chociażby z Operation Flashpoint czy pozostałych produktów z serii Delta Force. Innym ciekawym składnikiem grafiki jest efekt rozbryzganej krwi. Kiedy zaczajeni pośród źdźbeł trawy oberwiemy, pojawia się na niej małe czerwone kropelki obrazujące krew.
Nie obyło się jednak bez pewnych wpadek. Animacja postaci nie jest idealna i ludzie poruszają się sztucznie. Ich sylwetki mogłyby być zbudowane z większej ilości polygonów, a ich twarze pokryte lepszą teksturą. Mówiąc jednak szczerze, w ferworze walki, której w BHD nie brakuje i tak nie będziemy zwracać uwagi na takie drobiazgi. Gra posiada wymagania sprzętowe zbliżone do swojego kuzyna Commanche 4. Na Athlonie 1.4, 512 RAM i GF3 w rozdzielczości 1024x768, 32 bitowej palecie barw i przy maksymalnej liczbie detali BHD działał poprawnie, chociaż, szczególnie wówczas, gdy konwój przejeżdżał koło rozdających żywność tłumowi tubylców oddziałów amerykańskich, gra potrafiła dostać lekkiej czkawki. Trzeba się jednak liczyć z tym, że karta graficzna z obsługą pixel i vertex shader-ów jest niezbędna, by gra wyglądają i działała jak należy.
Muzyka towarzysząca nam podczas walki jest utrzymana w różnych konwencjach. Mamy tu doskonale pasujące do klimatu rozgrywki, grane wysokimi dźwiękami, podobne troszkę do tych z filmowego odpowiednika utwory, jak też niezbyt pasujące do charakteru gry rockowe riffy. Odgłosy walki, szczególnie na sprzęcie obsługującym dźwięk przestrzenny, brzmią rewelacyjnie, dodatkowo jeszcze bardziej eksponując doskonały klimat całości.
Delta Force: Black Hawk Down, jako strzelankowy FPP, nie zawiódł mnie. Posiada bardzo ładną grafikę, bombowy klimat wspierany przez doskonałą muzykę i ciekawe misje, oraz masę, masę przeciwników, którzy tylko czekają aż będą mogli efektownie odejść z tego świata. Jako symulator BHD niestety nie sprawdził się, chociaż i tu wkradł się mały wyjątek – uczucie brania udziału w wielkim konflikcie jest wszechobecne i według mnie nawet Operation Flashpoint nie jest w stanie przeciwstawić się potędze BHD. Oprócz miodności trybu singleplayer gra charakteryzuje się również doskonałym, bardzo bogatym w tryby rozgrywki modułem multiplayer. Tak więc wszystkim, którzy stawiają na akcję Black Hawk Down serdecznie polecam. Fani taktycznych klimatów Ghost Recona i Operation Flashpoint nie znajdą tu wiele dla siebie, ale z drugiej strony grafika jest świetna i naprawdę warto najnowszy produkt Novalogic przynajmniej zobaczyć.
Ocena redakcji: jak oceniamy gry
Plusy:
Minusy:




