Dead Rising 2 - recenzja

28.09.2010 00:09 | Autor: Paweł Borawski

Oczekujących na Dead Rising 2 można podzielić na dwa obozy: mających nadzieję na więcej tego samego i modlących się o zmiany. Tylko jedni będą zadowoleni. Dowiedzcie się, którzy.

Więcej na temat:
Dead Rising 2

  • Developer: Blue Castle Games
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Premiera PL: 2010-09-28
  • Platformy: PC PS3 X360
  • przejdź do karty gry
Keiji Inafune, ojciec Mega Mana i Onimushy, kilkanaście miesięcy temu mówił o złym stanie japońskich gier i konieczności poszerzenia współpracy z zachodnimi deweloperami. Co prawda potem starał się sprostować tę wypowiedź, zapewniając, że ostoją jakości jest Capcom, jego pracodawca, ale niesmak i tak pozostał. Tym bardziej, że kontynuacji jednej z jego ostatnich gier – Dead Rising nie tworzy już wewnętrzne studio, ale ulokowane w Kanadzie Blue Castle Games.

Czy wybór firmy, która dotąd opracowywała tytuły publikowane przez 2K Sports, był dobrym krokiem w przypadku sequela symulatora rzeźnika zombie? Pozostawiając na boku obawy o jakość, oczekiwać można by przede wszystkim innej perspektywy. Okazuje się jednak, że zamiast rozwinąć, zmodyfikować, przeobrazić idee z pierwszego Dead Rising, Blue Castle Games nie ryzykowało i niczym Cliff Bleszinski postawiło na zasadę „bigger, better, more badass”.

To już było?

W swoich pierwszych wrażeniach z Dead Rising 2 pokusiłem się o stwierdzenie, że bardzo dużo zależy od naszego przedpremierowego nastawienia. I jest to nadal myśl aktualna, ponieważ wypada zapomnieć o jakiejkolwiek rewolucji. Nie można też mieć nadziei, że „dwójka” stała się czymś bardziej przyjaznym dla casuali. Wręcz przeciwnie – nie zaznajomimy się z całością nawet po dwóch przejściach, ponieważ liczba możliwych czynności i decyzji jest ogromna, a czas goni.

(Kliknij na obrazek, aby go powiększyć)


Amerykanie to sprytny naród. Może nie wiedzą, który kraj ma na początku swojej nazwy „U”, ale z pewnością wiedzą, jak robić dobre interesy. Także w obliczu plagi nieumarłych (tudzież zainfekowanych). Od wydarzeń w Willamette mija kilka lat, a zaraza z pamiętnego centrum handlowego i Santa Cabeza objęła znaczną część Stanów Zjednoczonych. Mieszkańcy stolicy hamburgerów, poza profilaktycznymi bombardowaniami niektórych miast, robią coś jeszcze – masakryczne w swej ideologii telewizyjne show.

Mowa o Terror in Reality prowadzonym przez ekstrawaganckiego Tyrone'a Kinga, programie, w którym grupa śmiałków, walcząc o życie, musi zabić więcej zombie niż konkurenci. Nagrodą jest całkiem pokaźna gotówka, a ta przyciąga nie tylko szaleńców, ale i desperatów. A takim jest Chuck Greene, którego mała jasnowłosa córeczka nosi na ramieniu bliznę po ugryzieniu zainfekowanego i tym samym każdego dnia walczy o „życie przed życiem po życiu”. O katastrofę nietrudno, zwłaszcza gdy gromadzi się hordy zombie w jednym miejscu. Tym samym także Fortune City, dotąd ostoja Amerykanów, w której mogli przepuszczać swoje ciężko zarobione pieniądze, zostaje zalane falami nieumarłych.
dodaj swoją opinię

Opinie (0):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Ten materiał nie ma jeszcze opini. Masz okazję by Twój głos pojawił sie tutaj jako
pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!

przejdź do forum wszystkie opinie (0)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...