Tak. Zabawę zaczynamy bowiem w ostatni dzień ludzkości. W dzień armagedonu i to bynajmniej nie takiego z Brucem Willisem i zespołem Aerosmith w tle. Co prawda początkowo ludziom zdaje się, że nawiedził ich deszcz meteorytów. Ale gdy z kosmicznych kamieni wychodzą potwory znane z horrorów, zaczyna robić się nieciekawie. W to wszystko zostajemy wplątani my jako jeden z czterech jeźdźców apokalipsy. Dowiadujemy się co nieco o naszym zadaniu. Od lat niebo i piekło walczą w wyrównanej walce o panowanie na naszej planecie. Jeźdźcy mają pojawić się dopiero, gdy ktoś zerwie pradawne pieczęcie. Pech chciał, że akurat dziś siły piekła przybyły na ziemię. Wezwano również wojnę – jednego z jeźdźców. Okazało się, że bierze on udział w grze, w której początkowo brak sensu. W trakcie walki zaczyna słabnąć, aż w końcu ogromny boss miażdży go w swej prawicy. Fabuła do specjalnie wciągających nie należy, ale sprawia, że chce się grać dalej.
I tak mija samouczek. Producenci gry zastosowali podobny patent jak chociażby w Prototype. Oddali w nasze łapska dość potężną postać, która wraz z postępami słabnie, by w końcu paść w nierównej walce. Wojna wraca na Ziemię dopiero po kilkudziesięciu latach, gdy cała ludzkość zostaje zniszczona i jedynie temu z jeźdźców zależy na odkryciu prawdy.




