Początek zabawy zapowiada przygody w rodzaju tych, które co chwilę przydarzają się Indianie Jonesowi. Jest rok 1938. Will, pilot z wojskową przeszłością, zostaje wynajęty przez swoją dawną miłość do wykonania tajemniczego lotu. W trakcie podniebnej podróży Will wpada w strefę złej pogody na obszarze Trójkąta Bermudzkiego. Pokładowe przyrządy wariują, niebo przecina statek o pozaziemskim rodowodzie, na horyzoncie pojawia się wielka góra… I katastrofa gotowa. Samolot Willa rozbija się gdzieś na terenie owianego złą sławą Trójkąta. Co prawda mężczyzna wraz z jego partnerką – Avą wychodzą z katastrofy bez szwanku, ale oto znajdują się na obcym, porośniętym tropikalną roślinnością lądzie, na którym, jak się szybko okazuje, trwa bezlitosna walka pomiędzy ludźmi a robotami.
Willowi, którym sterujemy, i Avie, która pomaga nam w określonych miejscach, nie pozostaje nic innego jak chwycić za broń i spróbować nie dać się zabić. A w nieco dalszej perspektywie wyjaśnić również tajemnice miejsca, w którym się znaleźli. I przede wszystkim – dać z niego dyla i wrócić na łono cywilizacji. Wkrótce sytuacja komplikuje się za sprawą dwuznacznej „misji” Avy i spotkań z kolejnymi mieszkańcami niezwykłego świata, w którym znaleźli się bohaterowie… Niewątpliwie pierwsze godziny z grą, te, w których przemierzamy dżunglę Trójkąta Bermudzkiego i walcząc z robotami, poznajmy fundamenty fabuły oraz niespodzianki przygotowane przez twórców, to najlepsze, co ma do zaoferowania Dark Void.




