Po pierwsze – najnowsza część, znana w Niemczech jako Highway Nights, a w innych rejonach globu jako Crash Time III, zaczyna się dużo bardziej spektakularnie niż pozostałe odsłony. Otóż konwój na sygnale śmiga na lotnisko, by zdążyć przed zdetonowaniem bomby w boeingu, a wszystko to w czasie Światowej Konferencji Gospodarczej. I w momencie, gdy wszyscy zacierają już ręce, przekonani, że sytuacja została opanowana, samolot staje w płomieniach. Kamera daje stop, czas zostaje cofnięty o dwa tygodnie, a my musimy zrobić wszystko co w naszej mocy, by nie dopuścić do wybuchu, w międzyczasie tropiąc siatkę kradnącą i tunującą samochody oraz organizatorów nielegalnych wyścigów w mieście. Tak, Panie i Panowie, Crash Time wreszcie doczekał się fabuły. I choć czasem trzeba ją traktować z przymrużeniem oka, wreszcie wiemy, dlaczego Ben i Semir mają patrolować ulice miasta.
Ulice miasta albo autostrady, bo twórcy dali nam możliwość zwiedzania dwóch naprawdę rozbudowanych i zakręconych lokacji. Jeżeli chodzi o ich konstrukcję, to żaden miłośnik tego typu sandboksowych samochodówek nie powinien narzekać: mamy autostrady, mamy szalone zakręty, skróty, zaułki, otoczenie, przez które możemy się przebijać – słowem wszystko, by poszaleć jednym z czterdziestu rodzajów samochodów po tej internetowej kopii Kolonii. Co ciekawe, patrolujemy miasto nie tylko w dzień, ale i w nocy czy o brzasku – jazda w nocy rzeczywiście ma swój urok, szczególnie gdy rozpędzimy maszynę do granic możliwości. Polecam, choć nie spodziewałem się, że ruch w niemieckich miastach dużo po północy może być tak wielki. Z drugiej strony, wszystkie chodniki ponownie są wymarłe: na ulicy nie spotykamy ani jednego człowieka. Szkoda, bo przez ten drobny szczegół ponownie przez gros rozgrywki mamy nieoparte wrażenie, że czegoś grze zabrakło.




