Codename: Outbreak

11.04.2002 00:04 | Autor: Robert Sulisz

Po pierwszych minutach obcowania z Codename: Outbreak nabrałem niewyobrażalnej sympatii do tego tytułu. Gra wręcz zachwyciła mnie dokładnością wykonania, którego brakuje większości produkcji na rynku. Nie spodziewałem się, że nasi bracia z Kijowa potrafią robić porządne gry, dlatego po pozytywnych opiniach znajomych ...

Więcej na temat:
Codename: Outbreak

  • Developer: GSC Game World
  • Dystrybutor PL: Manta
  • Premiera PL: 0000-00-00
  • Platformy: PC
  • przejdź do karty gry

Po pierwszych minutach obcowania z Codename: Outbreak nabrałem
niewyobrażalnej sympatii do tego tytułu. Gra wręcz zachwyciła
mnie dokładnością wykonania, którego brakuje większości produkcji
na rynku. Nie spodziewałem się, że nasi bracia z Kijowa potrafią
robić porządne gry, dlatego po pozytywnych opiniach znajomych
z większym zainteresowaniem sięgnąłem po ten produkt. Ale może
od początku.


Fabuła


Otóż któregoś pięknego dnia do władz naszego świata doszła
przerażająca wiadomość - w kierunku naszej planety z ogromną
prędkością zbliża się kometa, która bardziej niż na pewno rozbije
się na Ziemi, a my poznamy na własnej skórze, jak czuły się
dinozaury. Na szczęście kometa w niewytłumaczalny sposób zmieniła
swój kurs lotu i minimalnie otarła się o naszą planetę. Traf
tak chciał, że z komety posypały się zarodniki obcej cywilizacji,
która zapragnęła zająć naszą planetę i tu się gościć. Ludzkość
- rzecz jasna - nie pozostała obojętna na ten incydent i wysłała
czym prędzej siły zdolne przeciwstawić się armii ufoków. Właśnie
w tym momencie do akcji wstępujesz Ty, graczu, i zaczynasz dowodzić
dwuosobową drużyną, powołaną tylko do jednego celu - oczyścić
tereny zajęte przez przybyszów z kosmosu. Wszystko niby proste,
ale co my, z przestarzałą technologią, możemy zdziałać? Wbrew
pozorom bardzo dużo.




Tak jak wspomniałem wcześniej, obejmujemy rządy nad dwoma żołnierzami.
Nasza postać jest odpowiedzialna za rozkazy i ataki, a kompan
osłania nam plecy przed atakiem kosmitów. Trzeba przyznać, że
nasz pomocnik bardzo inteligentnie podchodzi do wszystkich spraw
związanych z ochroną naszego życia i świetnie sprawuje się w
tej funkcji. Podczas wykonywania misji, polegających głównie
na oczyszczaniu terenu z niechcianych gości, zapoznamy się z
czternastoma bardzo ładnie przedstawionymi lokacjami. Z każdą
lokacją nasze stroje będą się odpowiednio zmieniały, dzięki
czemu możemy łatwiej zgrać się z przyrodą, która stanie się
przydatna podczas eliminowania przeciwników. Ci są bardzo przebiegli
i potrafią na milę wyczuć, że coś jest nie tak. Ale o nich za
chwile. Możemy wykorzystać praktycznie każdą nierówność terenu,
każdy kamień, trawę czy drzewo, żeby obserwować przeciwnika
i jednocześnie schować się przed nim. Na reszcie pojawiła się
kolejna po Operation Flashpoint: Cold War Crisis produkcja mająca
zmusić nas do myślenia przed każdym posunięciem, a nie do strzelania
we wszystko, co się rusza. Skoro rozpocząłem temat przeciwników,
to należy im poświęcić trochę uwagi. Otóż oni tak jakby żyją
własnym życiem, w dosłownym znaczeniu tego słowa. Na przykład
byłem świadkiem, jak grupka kosmitów przechadzała się beztrosko
po wąwozie, gwiżdżąc sobie znane melodie. Co pewien czas zatrzymywali
się i rozglądali wkoło, sprawdzając, czy wszystko jest w porządku.
W tym momencie, kiedy zacząłem robić zbyt dużo hałasu, owi kosmici
zaczęli się powoli skradać, a gdy mnie ujrzeli, oddali serię
strzałów i schowali się w pobliskie lasy. Tam bez problemu mnie
załatwili, wykorzystując fakt, że byli schowani - ja nie. W
Codename: Outbreak trzeba mieć oczy wokół głowy, by ujść z życiem
i wykonać powierzona misję. Każdy błędny ruch, szelest czy strzał
spowoduje wszczęcie alarmu przez przeciwników, a tego na pewno
nie chcemy. Kosmici posiadają też na swoim wyposażeniu pojazdy
wojenne, na przykład czołgi, które są prawdziwą zmorą. Oczywiście
nie jesteśmy tak bezbronni, jak się wydaje, gdyż na wyposażeniu
mamy bardzo fajną, wielofunkcyjną broń, która może robić za
karabin, snajperkę czy wyrzutnię rakiet. Dzięki takiemu arsenałowi
oraz umiejętnemu posługiwaniu się darami przyrody możemy stanowić
naprawdę poważnego przeciwnika dla przybyszów. Codename: Outbreak
ma też wartą uwagi cechę, dzięki której może przyciągnąć większe
grono odbiorców. Mianowicie posiada dwa rodzaje kamery, dające
nam możliwość obserwowania akcji zza pleców bohatera oraz z
perspektywy pierwszej osoby. Uważam, że to bardzo pożyteczne
opcja.


Grafika i Muzyka



Szata graficzna w Codename: Outbreak nie odbiega jakością od
większości produkcji, dzięki czemu możemy być pewni, że nie
zawiedzie naszych oczekiwań. Jest bardzo szczegółowa, staranie
wykonana oraz miła dla oka. Posiadacze mocniejszych komputerów
będą mogli ją podrasować, poprzez zwiększenie rozdzielczości
z 640x480x16 do 2048x1536x32, gdzie prezentuje się wręcz olśniewająco.
Ścieżce dźwiękowej także niczego nie brakuje. Muzyka została
odpowiednio skomponowana i dodatkowo zmienia się w bardziej
dynamiczną podczas akcji. Odgłosy pojazdów, broni itp. też nie
zasługują na żadne negatywne komentarze..




Podsumowując



Codename: Outbreak jest pozycją godną polecenia, tym bardziej,
że dystrybutor (Manta) sprzedaje ją po bardzo niskiej cenie.
Zdecydowanie powinniście sięgnąć po tę grę i delektować się
wyśmienitą zabawą.

dodaj swoją opinię

Opinie (1):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Mika 2008-05-01 16:11:26

Co dziwne "Codename Outbreak" (w niektórych krajach znany jako "Venom") nie miał małego potencjału, nie dlatego jest bliżej nieznany fanom gatunku FPP. W końcu produkcją zajęli się ludzie z Virgin Interactive. Samą grę robili chyba Rosjanie. W każdym razie na pewno nie była to tania i łatwa do zrobienia gierka. Świadczyć może o tym wspaniale dopracowane intro. W nim też dowiadujemy się, że dwóch komandosów (w misji też zawsze możemy mieć najwyżej dwóch) zostało zaatakowanych przez własne oddziały. Czy oby jest to pomyłka? Zaczyna być ciekawie, a jeszcze ciekawiej robi się, kiedy na jaw wychodzi, że stacja badawcza pracująca nad badaniami związanymi z meteorem, który spadł ot tak sobie na naszą planetę i powoduje zamieszanie wśród okolicznej ludności. I tutaj zdradzę perfidnie o co chodzi w fabule, bo jakoś nie mogę się powstrzymać. Otóż meteoryt przywlókł ze sobą pozaziemską formę życia, coś w rodzaju pasożyta, który kieruje żywicielem tak, aby ten wyniszczał swój gatunek, ułatwiając pasożytowi kolonizację planety. Całe szczęście, że meteoryt pierdyknął już w XXI wieku, także "nasi" żołnierze mają się czym bronić. Jest tylko małe ale, ponieważ zarażeni żołnierze wykorzystują swoją wiedzę i umiejętności przeciwko wszystkim niezarażonym, a taki zarażony generał posiada wiedzę, która może znacznie zaszkodzić całej planecie, np. zna kody odpalenia broni atomowej.

Po wyborze oddziału, stroju, broni i amunicji, ruszamy do akcji. Przyjdzie nam się zmierzyć nie tylko z armią, czołgami, robotami, ale też z samymi obcymi, którzy wyglądają jak kopia robali z filmu "Żołnierze Kosmosu". Same jaja Obcych i wykluwające się z nich pajęczaki to czysta kopia z filmów o Obcych. No trudno, za to będziemy się mogli wczuć w klimat. Bardzo ciekawie wymyślono (skopiowano z filmu "Starship Troopers") pułapki. Otóż idziemy sobie polanką, po czym wpadamy do przykrytej trawą dziury, z obleśnie wyglądającym wnętrzem i kokonem w środku. Najlepsze jest to, że tę dziurę widać gołym okiem, ale najpierw trzeba się do niej zbliżyć i przyjrzeć, a trudno to zauważyć, kiedy szukamy wroga, a nie monet w trawie. Niestety trafianie we wrogów nie sprawia za dużej satysfakcji, czasami nie wiemy nawet czy kogoś trafiliśmy. Nasza broń to bardzo podobne do siebie karabiny, nie zmieniamy samej giwery, ma ona obrotowe "coś", kiedy chcemy strzelić inną amunicją, po prostu przekręcamy bębenkiem. A oto co programiści przygotowali na dzisiejszą rzeź: tradycyjna broń maszynowa, laser, strzelba, wyrzutnia rakiet, granatnik, flary (można nimi spalić przeciwnika), granaty oślepiające, broń atomową (wykorzystujemy ją tylko na końcu gry, przy wykańczaniu matki Obcych - skądś to znacie?), snajperka, miotacz min i może coś jeszcze, o czym mogłem zapomnieć. Jest tego niemało, ale wykorzystując tylko 3 z nich, można przejść grę i nie żałować. Przydaje się też mapa, ekran z kamery zamocowanej na hełmie partnera, noktowizor z podczerwienią, zoom z nasłuchem i częściowa niewidzialność korzystająca z baterii pancerza. Sama akcja najczęściej dzieje się w lokacjach typu las, puszcza, pustynia, dużo jest też lokacji industrialnych. Należy docenić grafików, nie wygląda to najgorzej. Gorzej wyglądają mordy samych bohaterów, ale trudno. Najbardziej podoba mi się zróżnicowanie w charakterach misji. Są to takie zadania jak uratowanie zakładników, zniszczenie tego czy owego, zamach na kogoś ważnego, poszperanie w komputerze, dostanie się do bazy itp. Straszną frajdę sprawia mi możliwość zastawania pułapek (nawet dwuosobowym zespołem komandosów o różnych specjalnościach). Możemy bowiem w jedno miejsce dostać się na więcej niż dwa sposoby. Wrogowie też nie są głupi, kiedy nas zauważą, starają się zajść nas, kiedy się tego nie spodziewamy. Jest też masa akcji, która dzieje się w terenie. Ładnie odzwierciedlono pływanie w wodzie. Jest też coś charakterystycznego dla tego tytułu. Każdy z żołnierzy posiada pewne umiejętności, rozwijamy je wraz z zaliczonymi misjami i zdobytymi medalami. Gra czerpie trochę z gatunku RPG, podobieństwo widać też, kiedy możemy do inwentarza włożyć mnóstwo niepotrzebnych rzeczy, np. papierosy, kalkulator, notebook czy notatnik albo piwo. Po zabiciu wroga przeszukujemy jego ciało i uzupełniamy zapas o potrzebne rzeczy. Komandosi, którzy mają lżej w plecaku poruszają się szybciej. Inaczej też strzelają, niektórym trafić do celu jest łatwiej, innym trudniej.

Muzyka w grze jest w porządku, zależy ona od tego co dzieje się na ekranie. Świetnie podłożono polski dubbing. Samo tłumaczenie ma kilka błędów, ale to drobiazgi. Grafika dostała cięgi od prasy, ale broni się wg mnie, specyficznym klimatem, w sumie mi się podobała, choć nie zachwyciła niczym po za ostatnią planszą na tropikalnej wyspie (kontrast obrzydliwego gniazda Obcych i piękną przyrodą oraz efektownymi wodospadami). Brawa należą się za przejrzystą i dobrze napisaną odprawą przed każdą misją. Nareszcie czytanie odpraw to przyjemność, nie można się doczekać, co będzie dalej. W innych grach najczęściej pomija się to od razu przechodząc do akcji. Nie będę ukrywał, że podoba mi się różnorodność w otoczeniu - dużo tu akcji na otwartym terenie, ale też w budynkach. Misje wczytywane są szybko i tylko raz, nie są dzielone na części. Niestety ma to wpływ na płynność grafiki.

Podsumowując: warto przejść tę grę, jeśli jesteś fanem FPP, lubisz klimaty podobne do "Far Cry", nie razi Cię produkcja sprzed lat i nie bez znaczenia jest dla Ciebie fabuła.

Michał Krzycki

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (1)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...