Recenzja
- Blood
- PC
Blood
10.03.2002 00:03
Swego czasu Blood, albo po polsku
"Krew", był jednym z najbardziej miodnych i krwawych
fpp shooterów. Dawka przemocy i grywalności jaką zawierała
produkcja Monolith, przyciągała na długie
wieczory rzesze zapalonych graczy. W późniejszym czasie na
kanwie sukcesu pierwszej części postanowiono wydać Blood
2: The Choosen, oparte na zupełnie nowym silniku
graficznym, przy zachowaniu tego...
Więcej na temat:
Blood
- Developer: Monolith Productions
- Dystrybutor PL: LEM
- Premiera PL: 0000-00-00
- Platformy: PC
- przejdź do karty gry
Swego czasu Blood, albo po polsku
"Krew", był jednym z najbardziej miodnych i krwawych
fpp shooterów. Dawka przemocy i grywalności jaką zawierała
produkcja Monolith, przyciągała na długie
wieczory rzesze zapalonych graczy. W późniejszym czasie na
kanwie sukcesu pierwszej części postanowiono wydać Blood
2: The Choosen, oparte na zupełnie nowym silniku
graficznym, przy zachowaniu tego samego poziomu brutalności.
Jeszcze dzisiaj z rozrzewnieniem wspominam długą kosę, którą
posiadał Caleb w swoim asortymencie, a którym to narzędziem można
było niewinnym ludzikom... Ech, zagalopowałem się, miało być
o Bloodzie, a nie jego kontynuacji :)
Dzisiaj minęło już parę lat od wydania Blooda,
powstało wiele równie "krwistych" produkcji, technika
zaś mocno skoczyła do przodu. Jak więc na tym tle wygląda
kultowa "Krew"?
Obiecywali mu wiele rzeczy. Mówili: "wiara jest kluczem",
"wiara wskaże ci drogę", on
im wierzył. Wierzył, bo chciał wierzyć. Lecz wiara ta musiała
być potwierdzona. Przez długi czas Caleb służył mrocznemu
Tchernobogowi, biorąc udział w przerażających rytuałach,
masakrując bezbronne ofiary. Jednakże każda sielanka kiedyś ma
swój koniec. Teraz Caleb stał się największym niebezpieczeństwem
dla grupki oszalałych wyznawców. Cóż, nie ma innego wyjścia
jak ich eksterminować, zaś samego Tchernoboga wysłać do najniższych
kręgów gehenny.
Czy można w dzieło Monolith grać jeszcze bez
większych problemów? Tak, gra nadal jest bardzo miodna.
Hektolitry krwi, krzyki przeciwników, ciekawe bronie, gustownie
zaprojektowane etapy - wszystko to daje w efekcie bardzo
klimatyczną i mroczną rozrywkę. Jest to swego rodzaju klasyka,
do której nie zaszkodzi od czasu do czasu sięgnąć, mimo braków
w oprawie wizualnej.
Broń w Bloodzie służy wywołaniu
maksymalnej rzeźni, dlatego warto przyjrzeć jej się z bliska.
Nasz asortyment to:
- widły - przyrząd używany przez większość chłopów do
przenoszenia siana, tutaj znalazł nowe zastosowanie. Dzięki
finezyjnym ruchom dłoni naszego bohatera, widły z ogromną
precyzją przeszywają przeciwników, rozrywając ich na strzępki.
Niestety nadają się tylko na krótkie odległości.
- pistolet na flary - wyrzuca z siebie świecące pociski, które
w większej ilości potrafią zapalić wroga. Niestety nie można
używać ich w wodzie, poza tym strzelając niezbyt wprawnie, możemy
podpalić samych siebie
- shotgun - spisuje się świetnie na krótkich dystansach, ma
ogromny rozrzut. Tworzy zgraną parę z ewentualnym shotgunem w
drugiej ręce. Jego główną wadą jest dość długi czas przeładowywania.
- karabin maszynowy Thompson - oglądaliście kiedyś filmy o
gangsterach z początku XX wieku? Mieli takie fajne karabiny, z
okrągłymi magazynkami... Właśnie czymś takim możemy się
posługiwać w "Blood". Do
gustu przypada duża siła ognia, szybkostrzelność zaś w
alternatywnym trybie strzelania - zwiększona liczba wypluwanych
naboi.
- dynamit - co tu dużo mówić, klasyka. Zwoje dynamitu są
idealne na zwarte grupy wroga. Długość rzutu dynamitem zależy
od czasu przytrzymania klawisza strzału. Uważać jednak należy,
aby nie trwało to zbyt długo z powodu szybko palącego się
lontu. Chyba nikt nie lubi, gdy dynamit wybucha mu w ręku.
- incinerator - mała wyrzutnia napalmu, spełnia role rakietnicy.
Zaleca się specjalną ostrożność w małych pomieszczeniach i
naprzeciwko ścian. Zaleta to ogromne spustoszenie.
- lalka Voodoo - działa tylko wtedy, gdy mamy kogoś na muszce.
Parę nakłuć na wypchanej sianem laleczce owocuje zejściem śmiertelnym
danej osoby.
- działko Tesla - razi zuchwalców wysokoenergetycznymi wiązkami
energii. Nie polecam używania pod wodą.
- spray - bawiliście się kiedyś zapalniczką i sprayem? Jeśli
nie, to tego nie róbcie, jeśli tak, to tutaj również będziecie
mogli się tak pobawić. Spray działa jak mały miotacz ognia,
podpalanie przeciwników jest bardzo efektowne. Widok biegających
żywych pochodni może napawać strachem.
- Life Leech - zabiera energię życiową przeciwnika. Wykwintne,
ale mało przydatne w samym środku jatki.
Dodatkowo w Bloodzie do dyspozycji mamy
odpalane przez nas bomby oraz ładunki wybuchające w momencie
wykrycia ruchu.
Bestiariusz nie należy do jakichś szczególnie wybitnych, ale warto o
nim wspomnieć.
W czasie pełnych krwi i znoju walk pozbywać się będziemy m.in.:
szczurów, nietoperzy (mało szkodliwe, ale upierdliwe, w sam raz
do szybkiej eksterminacji), zombiaków (należy się upewnić, czy
zginęły, bo mają skłonność do wstawania), wszelkiej maści
panów w habitach (różne typy, z bronią palną), gargoryli (latające
demony, trudno się do nich celuje) czy dławiących dłoni (podobne
do tych z rodziny Adamsów, tyle że tu bardzo groźne).
Tak jak to bywało w starszych produkcjach, całą zabawę
podzielono na cztery niezależne epizody. Każdy z nich zawiera
od sześciu do ośmiu poziomów, plus etapy bonusowe,
które możemy odkryć. Każdy etap napakowany jest ukrytymi
miejscami, pełnymi dodatkowego zdrowia, amunicji czy nowych
broni. W Bloodzie zniszczyć możemy większość
wyposażenia (szyby, posążki, figurki, zwisające ciała...).
Nie jest to Red Faction, w którym rzeźbić
mogliśmy w samej masie skalnej, ale w końcu to nie te lata.
Levele zostały zaprojektowane dość inteligentnie, choć widok
niektórych ich elementów i rozwiązań trąci już myszką.
Wszystko za sprawą nie przystającego do naszych czasów engine
graficznego, z licznymi ograniczeniami. Jednakże dzięki
wspomnianemu smakowi architektonicznemu oraz wielkości - nadal
da się na nich grać.
Graficznie to już nie to. Można odpalić Blooda
w wysokiej rozdzielczości, ale te wszędobylskie, ogromne,
rozpikselowane sprite'y... Fuuu. Oddajmy jednak, iż tekstury są
ładne, bardzo fajna jest opcja rozwałki różnych ozdób.
Postacie, mimo iż nie trójwymiarowe, zanimowane zostały bardzo
dobrze i nadał potrafią nieźle wystraszyć. Do gustu przypada
także wygląd broni, w czasie spoczynku oraz strzelania. Za dzieło
sztuki uznaję elementy związane z tzw. brutalnością gry.
Eksplodujące ciała po zetknięciu z napalmem, leżące głowy,
które możemy kopać, strumienie jasnoczerwonej krwi plamiącej
ściany i podłogi... Blood był bodaj
pierwszą tak mocną i krwawą produkcją. Jatka jaką widzimy na
ekranie nadal robi wrażenia i przyciąga do komputera. Potencjał
miodności zawarty w Bloodzie jest
tylko odrobinę mniejszy niż w momencie jego premiery. Upływający
czas zrobił swoje, ale to tak jak z produktem Id
Software - po prostu klasyka. Inna bajka to oprawa dźwiękowa.
Tylko chwilę zajęło mi ręczne konfigurowanie ustawień karty
muzycznej i już mogłem wpaść w otchłań przerażających odgłosów.
Dźwięki, używając młodzieżowego slangu, trzymają klimę. Jęki,
zawodzenia, ryki, a wszystko to okraszone salwami wystrzałów...
Nadal można się nieźle wystraszyć. Co lepsze, Blood
posiada wiele smaczków, jak np. mnichów wołających "Maranatha"
("Panie przybądź") czy palących się ludzi z
okrzykiem na ustach "There is no place like home".
Tworzy to wręcz niesamowity klimat, klimat sieczki i ostrej
jazdy.
"Krew" nie ma jakichkolwiek szans w starciu z
najnowszymi produkcjami, jeśli spojrzymy tylko na grafę. Jeśli
jednak przełamiemy się, potrafi wciągnąć na długi czas i
nawet w dzisiejszych czasach dać wiele satysfakcji.
Ocena redakcji: jak oceniamy gry
Plusy:
Minusy:


