Battlestations: Midway

26.02.2007 00:02 | Autor: Piotr Mikiciuk

Nie ma co zwlekać. Przed nami otwarty ocean i wolna przestrzeń powietrzna. Ominąć ten tytuł, to jak być kami-kadze.

Więcej na temat:
Battlestations: Midway

  • Developer: SCi Games
  • Dystrybutor PL: Cenega Poland
  • Premiera PL: 2007-02-00
  • Platformy: PC PS2 X360
  • przejdź do karty gry
Zasiadłem przed komputerem, zainstalowałem i po logu węgierskiego oddziału Eidosa opadła mi szczęka. Takiej gry szukałem od zawsze – pomyślałem – i zabrałem się do testowania. Po kilkugodzinnym graniu mój entuzjazm nieco zelżał, ale niezmienne pozostało wrażenie, że gra Battleststions: Midway mimo wszystko zasługuje na Waszą uwagę i miano gry ciekawej, bardzo grywalnej i jedynej w swoim rodzaju.

Wybaczcie, dziś bez zbędnych wstępów i kwiecistych przemówień. Po prostu trochę się spieszę, żeby do końca „skopać” Japońcom ich żółte… twarze. Zaczynając zmagania, poznajemy postać porucznika US Navy - Henrego Walkera, który niefortunnie, akurat w momencie naszego spotkania, zostaje zaskoczony w porcie Pearl Harbor przez Japońskie lotnictwo. Skutki ataku wszyscy znamy. Ale Henry zgodnie z rozkazami stawia czynny opór, a i w późniejszym czasie wykonuje szereg różnych misji w imię sprawiedliwości, demokracji oraz z zemsty, lecząc tym sposobem pamiętne upokorzenie z 7.12.1941 roku. Postać porucznika Henrego łączy całą fabułę gry. Wraz z nim wspinamy się po szczeblach kariery, aby pod koniec zmagań dowodzić flotą jako admirał.

Fabuła w Battleststions: Midway sprawia wrażenie dodanej na przymus, chociaż nie można odebrać jej logiki. Z jej spójnością natomiast bywa różnie, a wynika to przede wszystkim z wymieszania misji o treściach historycznych z tymi, które dołączone są i specjalnie zaprojektowane na potrzeby urozmaicenia rozgrywki. Nasza gra polega głównie na obronie baz, lotnisk lub zatapianiu łodzi i okrętów przeciwnika. W każdej z nich nie bez znaczenia jest odpowiednio dobrana spryciarska taktyka, bez której w Battleststions: Midway ani rusz.

Autorzy i wszelka prasa rozpisują się o tym, że niby to strategia i symulacja w jednym! Nie wiecie o co chodzi? Już wyjaśniam. Strategia, ponieważ do dyspozycji mamy mapę taktyczną, na której w czasie rzeczywistym kierujemy symbolami sprzętu wojskowego oraz kontrolujemy ogólną sytuację na froncie. Symulacja bo… hmmm… No właśnie. Dlatego, że w każdej chwili, klikając na odpowiednią jednostkę na mapie strategicznej, możemy przejąć nad nią sterowanie w pełnym trójwymiarze? Na to wygląda, bo jeśli chodzi o sterowanie, to nie ma ono nic wspólnego z symulacją. Raczej jest to wygodne i skuteczne sterowanie zręcznościowe, znacznie pozbawione wygórowanego realizmu. Nie jest to jednak minus omawianego tytułu. Po pierwsze - ponieważ poprzez ten zabieg gra staje się bardzo grywalna i sprawia dużo przyjemności nawet mniej wprawnym graczom. Po drugie – do bezpośredniego przejęcia mamy nie tylko jednostki wodne i powietrzne, ale także podwodne oraz serię obiektów strategicznych takich jak stocznie czy lotniska. Jak widzicie jest tego naprawdę dużo. Nasze oczy cieszą się pięknie wykonanymi modelami „Zer” rodem z Tora, Tora, tora, myśliwców, bombowców, znanych pancerników, okrętów, niszczycieli, krążowników, łodzi torpedowych oraz różnych klas łodzi podwodnych. Każda z wymienionych jednostek posiada w swoim arsenale kilka rodzajów broni. Od działek poprzez torpedy, bomby burzące, bomby zapalające aż po miny i bomby głębinowe. W naszych rękach leżą decyzje o uzbrojeniu każdego dostępnego sprzętu i ułożeniu jego formacji bojowej. Oprócz tego wydajemy proste rozkazy współtowarzyszom broni, którzy - podobnie jak nasi przeciwnicy - posiadają AI na dość wysokim poziomie, przez co każda bitwa sprawia wrażenie bardzo realistycznej. Przykładowo, gdy mam na ogonie jednego z „żółtych”, koledzy z formacji, widząc moją sytuację, zajmują się nim, po czym wracają do walki, ostrzeliwując najbliżej usytuowanego wroga. A gdy dowodzę kutrem torpedowym typu Elco i jestem zajęty puszczaniem salwy torpedowej na cześć okrętu Japońskiego (hehe… akurat!!!), moi podopieczni sami – nie czekając na pouczenia – otwierają ogień z dział przeciwlotniczych do nadlatującego wroga. Jednak, gdy nasza jednostka zostanie poważnie uszkodzona w ferworze walki (lub paniki – jak wolicie), muszę samodzielnie otworzyć sprytny panel napraw i w mgnieniu oka przypisać anonimowy zespół mechaników do jednego z kilku alarmowych zagrożeń (maszynownia, zalanie, ogień itd.). Opcja ciekawa, potrzebna i dobrze zrealizowana.

dodaj swoją opinię

Opinie (0):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Ten materiał nie ma jeszcze opini. Masz okazję by Twój głos pojawił sie tutaj jako
pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!

przejdź do forum wszystkie opinie (0)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...