Filmowy cykl jest specyficznym przypadkiem. Przed laty długo zastanawiałem się, co tak naprawdę stanowi o jego sukcesie. Może to sam urok wizji podróży w czasie, wykorzystywany do tego kultowy samochód czy też charakterystyczny duet głównych bohaterów, zderzenie szalonego naukowca i nieco zagubionego nastolatka o specyficznym poczuciu humoru. Kinowej trylogii można zarzucać wiele, ale jak w miłości, kocha się nie tylko za coś, ale i mimo wszystko.
Zagraj (w) to jeszcze raz
I tak samo jest z pierwszym epizodem przygodówki Telltale Games. Od strony mechaniki rozgrywki nie znajdziemy tu niczego, co by zaskakiwało czy czyniło Episode 1: It`s about time wyjątkowym. Poruszamy się za pomocą klawiatury, dokonując pozostałych czynności lewym klawiszem myszy. Opcjonalnie można też zdecydować się na kierowanie samym „gryzoniem”, jednak okazuje się to mniej praktyczne chociażby przy przechodzeniu do innych części lokacji, gdzie zmienia się ułożenie kamery.
Pierwszy rozdział zaczyna się w około pół roku po wydarzeniach, jakich byliśmy świadkami w końcówce trzeciego filmu. Doc ruszył w swą bardziej niesprecyzowaną podróż pociągiem, stanowiącym nowy wehikuł czasu, tymczasem Marty stara się wieść całkiem normalne życie nastolatka. Problem w tym, że z podróży w czasie nie tak łatwo się wyleczyć, a o minionych wydarzeniach przypomina miasto, które stara się zagarnąć laboratorium Browna, a tym samym wszystkie, mniej lub bardziej niebezpieczne, rzeczy należące do Doktora.




