Recenzja
- Auryn Quest: The Real Neverending Story
- PC
Auryn Quest: The Real Neverending Story
06.11.2002 00:11
O ile definicja zręczościówki pasuje mi do Auryn Quest jak ulał, to nie mogę doszukać się tu elementów przygodowych. To, że gra obdarzona została intrem, w którym opowiedziano określoną historie i wyjaśniono niektóre wątki fabuły nie nadaje jej jeszcze miana przygodówki.
W produkcie tym trzeba dużo (za dużo!) skakać i biegać, a także zbierać kule mocy. Ruchome platformy, kręte schody, wirujące kamienie... Jeśli nawet gdzieś między tymi czynnościami przyjdzie nam spotkać jakąś postać, to i tak nie możemy z nią porozmawiać, nie dano nam bowiem zupełnie żadnych opcji dialogowych. Wszystko dzieje się automatycznie, napotkana istota wypowiada swoją kwestię i już. Również zagadki, które przyjdzie nam rozwiązać, są typowe dla zręcznościówek, a ubliżają wręcz przygodówkom. Za każdym razem dzięki nadgorliwemu narratorowi dobrze wiemy co zrobić, zresztą jakie to wyzwanie popchnąć kamień tak, by mógł zakwitnąć kwiatek...
W grze ogromną rolę odgrywa zbieranie energetycznych kul. Aby móc wkroczyć do kolejnego etapu, trzeba mieć ich przynajmniej pięć. I znów kolejna rzecz, która przybliża grę do zręczmościówek, a oddala od produktów przygodowych.
Świat gry widzimy oczyma Atreyu. Z jednej strony dzięki temu kraina, którą przemierzamy, prezentuje nam się w całej okazałości i wygląda wspaniale, z drugiej jednak widok FPP bardzo przeszkadza w skakaniu i ogólnie rozumianym poruszaniu się po świecie gry. By się o tym przekonać, wystarczy stojąc na kamieniu spojrzeć pod nogi. I teraz pytanie: wisimy w powietrzu, czy podłoże stało się przezroczyste? Możemy zrobić krok do przodu, czy spadniemy? I dlaczego po skoku, stojąc jeszcze na platformie, nagle giniemy?!
Auryn Quest byłaby prawdopodobnie grą podobną do tysiąca innych gdyby nie oprawa graficzna i dźwiękowa. Ludzie, którzy stworzyli grafikę, spisali się na medal. Pod tym względem tytuł jest naprawdę fantastyczny. Wspaniałe kolory, pięknie wyrenderowane powierzchnie, niebanalna architektura. Najbardziej urzekło mnie chyba niebo, nasycone ziemskimi, a jednocześnie tak nierealnymi kolorami.
Pod względem dźwiękowym zaś - raj dla uszu. Czasem przystawałam gdzieś po to tylko, by móc skupić się na emitowanych przez głośniki dźwiękach. Jeśli mogłabym sobie wyobrazić muzykę do tego typu gry, to byłaby ona właśnie taka.
Z tych właśnie względów Auryn Quest jest dla mnie jednym wielkim demem testującym możliwości karty graficznej. Gra jest bowiem niezwykle sterylna, wielkie powierzchnie, toporne duże wrota, mało postaci. Brak jej charakteru, czegoś, co miał choćby film. Tytuł polecany dla tych, którzy chcą sobie poskakać, mając jednocześnie pozytywne wrażenia estetyczne. Fani przygodówek będą z pewnością zawiedzeni.
Ocena redakcji: jak oceniamy gry
Plusy:
Minusy:




