nie, to grając w Akimbo możesz tak się poczuć.
Akimbo: Mistrz Kung-Fu to przedstawiciel wymierającego już
powoli gatunku platformówek. Nie ukrywam, że lubię ten gatunek,
ale ostatnio gier tego typu jest jak na lekarstwo, brakuje nawet
całkowicie trójwymiarowych przedstawicieli gatunku, którzy,
jak się wydawało, mogą przejąć pałęczkę i zadomowić się na naszych
komputerach. Niestety, z nieznanych mi przyczyn tak się nie
stało, więc każdą nową platformówkę witam bardzo ciepło...
Cała historia zaczyna się w momencie, gdy Akimbo znajduje na
plaży butelkę. Nie chodzi tu bynajmniej o znanego z polskich
plaż plastikowego śmiecia, lecz o staromodną, szklaną butelczynę
z kawałkiem pergaminu wewnątrz. Na papierze zapisana jest przerażająca
informacja, mówi±ca o tym, że smok o imieniu Fang sterroryzował
i przejął kontrolę nad spokojną dotąd Wyspą Żółwią. Dzięki czarnej
magii potwór zamienił mieszkańców wyspy w bezgranicznie posłusznych
żołnierzy. Terrorowi oparło się tylko dwudziestu szamanów, którzy do tej pory rządzili wyspą. Jednak moc szamanów z każdą godziną słabnie - jeśli i oni zostaną sługami potwora, wyspa już nigdy nie będzie taka sama...
Dalszego ciągu łatwo się domyślić. Dzielny Akimbo, ze względu na wiek raczej adept niż mistrz kung-fu, wyrusza na Żółwią Wyspę,
chcąc ocalić ją przed zagładą. Aby tego dokonać, nasz mały wojownik
będzie musiał skakać, latać, kopać i, co oczywiste, odpowiednio
się... odżywiać. To ostatnie to wcale nie żart - gra wprowadza
kilka innowacji, jedną z nich jest właśnie takie ciekawie skonstruowane
ograniczenie czasowe: po prostu po jakimś czasie Akimbo robi
się głodny (obrazuje to wskaźnik w lewym dolnym rogu ekranu)
i jeśli odpowiednio szybko nie znajdziemy jedzonka, to biedak
po prostu zemrze. Gdy tylko zadbamy o to, żeby brzuszek Akimbo
był pełen, to przekonamy się, że jest z niego naprawdę sprytny
gość. Na samym początku grania nie mogłem uwierzyć, że do wykonywania
uderzeń służy tylko jeden klawisz - co prawda to nic niezwykłego
w platformówkach, jednak podtytuł z "kung-fu" zobowiązuje.
Na szczęście już po kilku minutach zabawy okazało się, że ten
jeden klawisz w zupełności wystarcza, bowiem w połączeniu z
innymi ruchami daje on całkiem sporą liczbę rozmaitych ciosów.
Akimbo potrafi uderzać z piąchy, kopać, atakować z powietrza
i w powietrzu. Większość wrogów można też ogłuszyć, po prostu
wskakując na nich. Podczas podróży przez kolejne rejony Wyspy
Żółwiej natkniemy się na sporo bonusów, zwiększających możliwości
ruchowe (np. wyższe skoki, wolniejsze opadanie) czy też umożliwiaj±cych
nam skorzystanie z broni (np. miecz). Wszystko to powoduje,
że Akimbo pod względem różnorodności ciosów i technik walki
niewiele ustępuje wojownikom znanych z tzw. mordobić.
Jeśli chodzi o ilość dostępnych poziomów, to tutaj też jest
całkiem nieźle. Cała gra dzieli się na kilka krain, które prezentowane
s± na mapce żywo przypominającej tę z Dungeon Keeper 2. Każda
kraina to kilka etapów, które z kolei zazwyczaj dzielą się na
dwa levele. Levele nie są zbyt rozległe, jednak nawet mimo to
ich pokonywanie może nastręczać sporo kłopotów. Wszystko to
za spraw± sporego, jak na platformówkę, ich skomplikowania.
Otóż tu praktycznie nie ma poziomu, w którym nie trzeba by było
przestawić jakiejś dżwigni opuszczającej most czy użyć klucza
otwierającego bramę. Czasami, by przejść dalej, trzeba będzie
wykorzystywać... żółwie, które rozbudzone ze snu mogą posłużyć
np. jako bezpieczny środek transportu przez obszar pokryty kolcami.
Sporo kłopotów mogą przysporzyć nam wrogowie. Nawet z pozoru
niegroźne stworki z pierwszych poziomów mogą narobić sporo złego,
bowiem często dysponują one bronią pozwalającą na atak z większej
odległości. Bardzo upierdliwe są też stacjonarne wyrzutnie czegoś
na kształt kokosów - co prawda takie powolne pociski są z pozoru
łatwe do uniknięcia, jednak zazwyczaj działa tutaj element zaskoczenia
i nim zorientujemy się, że trzeba wiać, nasz biedny Akimbo padnie
trupem. Im dalej w las, tym więcej grzybów - wraz z przechodzeniem
do dalszych rejonów wyspy wrogów będzie więcej i będą oni mocniejsi,
pojawią się też bossowie.
śmierć głównego bohatera to coś, do czego od samego początku
będziemy musieli się przyzwyczaić. Akimbo, mimo że dobrze wytrenowany,
jest bardzo delikatny i opuszcza świat żywych już po przyjęciu
pierwszego ciosu. Co prawda od początku mamy trzy życia, tak
wiec istnieje możliwość kontynuacji gry nawet po takim przykrym
wypadku, jednak moim zdaniem o wiele lepiej byłoby, gdyby Akimbo
był nieco bardziej odporny i przetrzymywał, załóżmy, trzy ciosy
zadane przez wrogów. Przy takiej konstrukcji gry, jaka ma miejsce,
każda, najmniejsza nawet wpadka (mniejszych wrogów trudno dostrzec)
kończy się cofnięciem do ostatnio napotkanej flagi, która pełni
rolę takiego automatycznego mini-sejwa. O normalnym sejwowaniu
mowy nie ma - dopiero po przejsciu etapu gra jest automatycznie
zapisywana (do naszej dyspozycji mamy trzy sloty).
Grywalność jest kiepska. Podczas grania widzimy jedynie bardzo
mały wycinek całej planszy, zaś postać głównego bohatera jest
naprawdę duża, co nie ułatwia ani nie uatrakcyjnia zabawy. Mimo
dużej liczby ciosów, często nie sposób pokonać wroga, bowiem
nasze uderzenia przez niego... przenikają, co w połączeniu z
wadami wymienionymi w poprzednim akapicie może prowadzić do
poważnej nerwicy u gracza. Skomplikowana struktura poziomów,
choć w założeniu dobra, niespecjalnie sprawdza się w sytuacji,
gdy widzimy tylko maleńki wycinek pola gry. Wad± jest też to,
że Akimbo nie potrafi patrzeć do góry - kucając zobaczymy to
co pod nami, jednak wciskając klawisz "do góry", z
nadzieją na podobną reakcję kamery, tylko się rozczarujemy.
Rozczarowują też nasi przeciwnicy, których praktycznie jedyną
bronią jest zaskoczenie.
Od strony wizualnej Akimbo: Mistrz Kung-fu prezentuje się dość
dziwnie. Patrząc tylko na screeny, można by powiedzieć, że grafika
jest dobra, a nawet bardzo dobra. Podczas gry jednak widać,
że coś w niej nie pasuje - otóż jest ona po prostu niespójna.
Tła są przepiękne - wręcz fotorealistyczne, często też występują
na nich elementy animowane. Wszelkiego rodzaju platformy, czyli
"grunt", po którym porusza się nasz bohater, to z
kolei w większości elementy wyglądem przypominające tradycyjne
rysunki. Postacie zaś, wliczając w to głównego bohatera, to
dość nieudolnie wykonane pseudotrójwymiarowe modele. Tak wielka
różnorodność, choć z jednej strony ciekawa, źle odbija się na
ogólnym wyglądzie gry, która przypomina odpustowy stragan, pełen
rozmaitych, kiczowatych świecidełek.
Dźwięki są raczej stonowane i słabo słyszalne, wyjątek stanowią
pokrzykiwania głównego bohatera, który, jak na karatekę przystało,
nie żałuje swego gardła i drze się wniebogłosy. Przeciwieństwem
bojowych okrzyków jest pisk/ płacz wydawany w momencie śmierci.
Brzmi on, jakby jego autorem było kilkumiesięczne dziecko i,
po kilkunastu odsłuchaniach, bardzo irytuje.
... lecz niestety niektóre żegnać muszę w zgoła odmiennej atmosferze.
Akimbo: Mistrz Kung-Fu to gra słaba, którą większości graczy
znudzi się już po kilku minutach. Nawet ja, miłośnik platformówek,
tylko z obowiązku recenzenta pokonywałem kolejne levele, z których
każdy był bardziej irytujący od poprzedniego. Co ciekawsze,
trudno jest mi dokładnie określić, co spowodowało taki stan
rzeczy. W gruncie rzeczy nie raz widywałem gry o wiele gorsze,
które jednak miały to coś, co przynajmniej na jakiś czas przykuwało
do komputera. Akimbo tego nie ma, poza tym kuleje w nim grafika,
grywalność i, tak do rymu, wydajność - na moim sprzęcie gra
raz po raz dławiła się, skutecznie utrudniając zabawę. 6/10
i przypominam, że recenzja to tylko subiektywne odczucia recenzenta
- nie przeczę, że znajdą się tacy, którym program ten przypadnie
do gustu.




