Akimbo: Kung Fu Hero

10.10.2001 00:10 | Autor: Andrzej Wecławski

Ja jestem King Bruce Lee karate mistrz"... jesteś? Nawet jeśli nie, to grając w Akimbo możesz tak się poczuć. Akimbo: Mistrz Kung-Fu to przedstawiciel wymierającego już powoli gatunku platformówek. Nie ukrywam, że lubię ten gatunek, ale ostatnio gier tego typu jest jak na lekarstwo, brakuje nawet ...

Więcej na temat:
Akimbo: Kung Fu Hero

Ja jestem King Bruce Lee karate mistrz"... jesteś? Nawet jeśli

nie, to grając w Akimbo możesz tak się poczuć.

Akimbo: Mistrz Kung-Fu to przedstawiciel wymierającego już

powoli gatunku platformówek. Nie ukrywam, że lubię ten gatunek,

ale ostatnio gier tego typu jest jak na lekarstwo, brakuje nawet

całkowicie trójwymiarowych przedstawicieli gatunku, którzy,

jak się wydawało, mogą przejąć pałęczkę i zadomowić się na naszych

komputerach. Niestety, z nieznanych mi przyczyn tak się nie

stało, więc każdą nową platformówkę witam bardzo ciepło...



Cała historia zaczyna się w momencie, gdy Akimbo znajduje na

plaży butelkę. Nie chodzi tu bynajmniej o znanego z polskich

plaż plastikowego śmiecia, lecz o staromodną, szklaną butelczynę

z kawałkiem pergaminu wewnątrz. Na papierze zapisana jest przerażająca

informacja, mówi±ca o tym, że smok o imieniu Fang sterroryzował

i przejął kontrolę nad spokojną dotąd Wyspą Żółwią. Dzięki czarnej

magii potwór zamienił mieszkańców wyspy w bezgranicznie posłusznych

żołnierzy. Terrorowi oparło się tylko dwudziestu szamanów, którzy do tej pory rządzili wyspą. Jednak moc szamanów z każdą godziną słabnie - jeśli i oni zostaną sługami potwora, wyspa już nigdy nie będzie taka sama...


Dalszego ciągu łatwo się domyślić. Dzielny Akimbo, ze względu na wiek raczej adept niż mistrz kung-fu, wyrusza na Żółwią Wyspę,

chcąc ocalić ją przed zagładą. Aby tego dokonać, nasz mały wojownik

będzie musiał skakać, latać, kopać i, co oczywiste, odpowiednio

się... odżywiać. To ostatnie to wcale nie żart - gra wprowadza

kilka innowacji, jedną z nich jest właśnie takie ciekawie skonstruowane

ograniczenie czasowe: po prostu po jakimś czasie Akimbo robi

się głodny (obrazuje to wskaźnik w lewym dolnym rogu ekranu)

i jeśli odpowiednio szybko nie znajdziemy jedzonka, to biedak

po prostu zemrze. Gdy tylko zadbamy o to, żeby brzuszek Akimbo

był pełen, to przekonamy się, że jest z niego naprawdę sprytny

gość. Na samym początku grania nie mogłem uwierzyć, że do wykonywania

uderzeń służy tylko jeden klawisz - co prawda to nic niezwykłego

w platformówkach, jednak podtytuł z "kung-fu" zobowiązuje.

Na szczęście już po kilku minutach zabawy okazało się, że ten

jeden klawisz w zupełności wystarcza, bowiem w połączeniu z

innymi ruchami daje on całkiem sporą liczbę rozmaitych ciosów.

Akimbo potrafi uderzać z piąchy, kopać, atakować z powietrza

i w powietrzu. Większość wrogów można też ogłuszyć, po prostu

wskakując na nich. Podczas podróży przez kolejne rejony Wyspy

Żółwiej natkniemy się na sporo bonusów, zwiększających możliwości

ruchowe (np. wyższe skoki, wolniejsze opadanie) czy też umożliwiaj±cych

nam skorzystanie z broni (np. miecz). Wszystko to powoduje,

że Akimbo pod względem różnorodności ciosów i technik walki

niewiele ustępuje wojownikom znanych z tzw. mordobić.



Jeśli chodzi o ilość dostępnych poziomów, to tutaj też jest

całkiem nieźle. Cała gra dzieli się na kilka krain, które prezentowane

s± na mapce żywo przypominającej tę z Dungeon Keeper 2. Każda

kraina to kilka etapów, które z kolei zazwyczaj dzielą się na

dwa levele. Levele nie są zbyt rozległe, jednak nawet mimo to

ich pokonywanie może nastręczać sporo kłopotów. Wszystko to

za spraw± sporego, jak na platformówkę, ich skomplikowania.

Otóż tu praktycznie nie ma poziomu, w którym nie trzeba by było

przestawić jakiejś dżwigni opuszczającej most czy użyć klucza

otwierającego bramę. Czasami, by przejść dalej, trzeba będzie

wykorzystywać... żółwie, które rozbudzone ze snu mogą posłużyć

np. jako bezpieczny środek transportu przez obszar pokryty kolcami.



Sporo kłopotów mogą przysporzyć nam wrogowie. Nawet z pozoru

niegroźne stworki z pierwszych poziomów mogą narobić sporo złego,

bowiem często dysponują one bronią pozwalającą na atak z większej

odległości. Bardzo upierdliwe są też stacjonarne wyrzutnie czegoś

na kształt kokosów - co prawda takie powolne pociski są z pozoru

łatwe do uniknięcia, jednak zazwyczaj działa tutaj element zaskoczenia

i nim zorientujemy się, że trzeba wiać, nasz biedny Akimbo padnie

trupem. Im dalej w las, tym więcej grzybów - wraz z przechodzeniem

do dalszych rejonów wyspy wrogów będzie więcej i będą oni mocniejsi,

pojawią się też bossowie.



śmierć głównego bohatera to coś, do czego od samego początku

będziemy musieli się przyzwyczaić. Akimbo, mimo że dobrze wytrenowany,

jest bardzo delikatny i opuszcza świat żywych już po przyjęciu

pierwszego ciosu. Co prawda od początku mamy trzy życia, tak

wiec istnieje możliwość kontynuacji gry nawet po takim przykrym

wypadku, jednak moim zdaniem o wiele lepiej byłoby, gdyby Akimbo

był nieco bardziej odporny i przetrzymywał, załóżmy, trzy ciosy

zadane przez wrogów. Przy takiej konstrukcji gry, jaka ma miejsce,

każda, najmniejsza nawet wpadka (mniejszych wrogów trudno dostrzec)

kończy się cofnięciem do ostatnio napotkanej flagi, która pełni

rolę takiego automatycznego mini-sejwa. O normalnym sejwowaniu

mowy nie ma - dopiero po przejsciu etapu gra jest automatycznie

zapisywana (do naszej dyspozycji mamy trzy sloty).



Grywalność jest kiepska. Podczas grania widzimy jedynie bardzo

mały wycinek całej planszy, zaś postać głównego bohatera jest

naprawdę duża, co nie ułatwia ani nie uatrakcyjnia zabawy. Mimo

dużej liczby ciosów, często nie sposób pokonać wroga, bowiem

nasze uderzenia przez niego... przenikają, co w połączeniu z

wadami wymienionymi w poprzednim akapicie może prowadzić do

poważnej nerwicy u gracza. Skomplikowana struktura poziomów,

choć w założeniu dobra, niespecjalnie sprawdza się w sytuacji,

gdy widzimy tylko maleńki wycinek pola gry. Wad± jest też to,

że Akimbo nie potrafi patrzeć do góry - kucając zobaczymy to

co pod nami, jednak wciskając klawisz "do góry", z

nadzieją na podobną reakcję kamery, tylko się rozczarujemy.

Rozczarowują też nasi przeciwnicy, których praktycznie jedyną

bronią jest zaskoczenie.



Od strony wizualnej Akimbo: Mistrz Kung-fu prezentuje się dość

dziwnie. Patrząc tylko na screeny, można by powiedzieć, że grafika

jest dobra, a nawet bardzo dobra. Podczas gry jednak widać,

że coś w niej nie pasuje - otóż jest ona po prostu niespójna.

Tła są przepiękne - wręcz fotorealistyczne, często też występują

na nich elementy animowane. Wszelkiego rodzaju platformy, czyli

"grunt", po którym porusza się nasz bohater, to z

kolei w większości elementy wyglądem przypominające tradycyjne

rysunki. Postacie zaś, wliczając w to głównego bohatera, to

dość nieudolnie wykonane pseudotrójwymiarowe modele. Tak wielka

różnorodność, choć z jednej strony ciekawa, źle odbija się na

ogólnym wyglądzie gry, która przypomina odpustowy stragan, pełen

rozmaitych, kiczowatych świecidełek.



Dźwięki są raczej stonowane i słabo słyszalne, wyjątek stanowią

pokrzykiwania głównego bohatera, który, jak na karatekę przystało,

nie żałuje swego gardła i drze się wniebogłosy. Przeciwieństwem

bojowych okrzyków jest pisk/ płacz wydawany w momencie śmierci.

Brzmi on, jakby jego autorem było kilkumiesięczne dziecko i,

po kilkunastu odsłuchaniach, bardzo irytuje.



... lecz niestety niektóre żegnać muszę w zgoła odmiennej atmosferze.

Akimbo: Mistrz Kung-Fu to gra słaba, którą większości graczy

znudzi się już po kilku minutach. Nawet ja, miłośnik platformówek,

tylko z obowiązku recenzenta pokonywałem kolejne levele, z których

każdy był bardziej irytujący od poprzedniego. Co ciekawsze,

trudno jest mi dokładnie określić, co spowodowało taki stan

rzeczy. W gruncie rzeczy nie raz widywałem gry o wiele gorsze,

które jednak miały to coś, co przynajmniej na jakiś czas przykuwało

do komputera. Akimbo tego nie ma, poza tym kuleje w nim grafika,

grywalność i, tak do rymu, wydajność - na moim sprzęcie gra

raz po raz dławiła się, skutecznie utrudniając zabawę. 6/10

i przypominam, że recenzja to tylko subiektywne odczucia recenzenta

- nie przeczę, że znajdą się tacy, którym program ten przypadnie

do gustu.

dodaj swoją opinię

Opinie (0):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Ten materiał nie ma jeszcze opini. Masz okazję by Twój głos pojawił sie tutaj jako
pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!

przejdź do forum wszystkie opinie (0)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...