Recenzja
- 80 Dni
- PC
80 Dni
09.03.2007 00:03
Cztery odwiedzane przez nas miasta zaprezentowane zostały w radosnej, bardzo kolorowej, takiej rodem z animowanego serialu dla młodzieży (bo zdecydowanie - nie dla najmłodszych) grafice, z wyraźnym zaznaczeniem charakterystycznych dla nich elementów. Barwne i gwarne Kair i Bombaj z ich targowiskami i obecnymi na ulicach zwierzętami, z wiszącym na sznurach praniem i walającymi się po bruku czy gnijącymi w zaułkach śmieciami. W kontraście do nich pokazano jasną schludną Jokohamę z równo przystrzyżonymi trawnikami i domkami otoczonymi murem oraz szaro-bure San Francisco z tramwajami, automobilami, budkami z burgerami i indiańskim parkiem rozrywki. Wszędzie spotykamy typowo odzianych dla danej kultury przechodniów, a więc Arabów w kefijach, Hindusów w turbanach, samurajów i Japonki w kimonach, a pomiędzy nimi oczywiście licznych turystów, czyli damy w sukniach i kapeluszach oraz dżentelmenów w surdutach i melonikach. Szkoda tylko, że większość z nich to klony tych samych modeli różniące się tylko kolorystyką ubrania. Również pracownicy WTO, linii transportowej, której środkami lokomocji podróżuje Oliver, wyglądają jak odbici przez kalkę i mówią głosem jednego lektora. A już zupełnie zastrzelił mnie w San Francisco widok dziesiątek Baltimore'ów podrygujących po ulicach w różnych odcieniach tego samego wdzianka.
Wizytówką tej produkcji jest przestrzeganie upływającego czasu, a co za tym idzie prezentowanie na ekranie zmian pór doby. Mamy okazję obserwować pojawiającą się szarówkę, zachód słońca, zapalające się latarnie i ciemniejące nad nami niebo, by po jakimś czasie znów wędrować ulicami w blasku słońca lub... w strugach deszczu czy wirującym śniegu. W końcu przecież przemierzamy świat i trafiamy do mocno różniących się klimatem miejsc, co - tu trzeba twórcom pogratulować – zostało kapitalnie oddane. W samej Japonii naliczyłam się kilku odmian nocnego nieba – czystego z mrugającymi gwiazdami, zachmurzonego, z mgłą, z nadciągającą śnieżycą, a wszystko to automatycznie odbija się na widoczności i wyglądzie miasta. Zadbano również o to, by nie zabrakło uwiarygodniających podróżowanie animacji, takich jak umykające za oknami pociągu krajobrazy, zmieniający się widok Ziemi z pokładu sterowca czy przelewające się za iluminatorem kajuty fale, a nawet migające w okienku windy piętra.
Gra oddana została do naszych rąk w wersji angielskiej z polskimi napisami i myślę, że nie ma czego (czytaj: polskiego dubbingu) żałować. Już samego głosu Olivera, męskiego, niesłychanie seksownego i zapadającego w pamięć nie chciałabym zamieniać na żaden inny. Myślę też, że genialnie „slangujący” na wskroś amerykański czarnoskóry Baltimore, realistycznie bekający Batulcar i rzucający pawia kapitan, przemawiająca z rosyjskim zaśpiewem księżna czy ze szkockim „r” Mac Maniac lub Mac Sushi wypadli na tyle dobrze, że szkoda byłoby pozbawiać się możliwości usłyszenia ich w oryginale. Szczerze mówiąc, pisząc te słowa, śmieję się sama do siebie. Ostatnio jakoś mam szczęście do pozycji okraszonych poczuciem humoru i oby tak pozostało jak najdłużej, czego i Wam życzę, niemal zazdroszcząc czekającej Was w towarzystwie Olivera i spółki zabawy.
Ocena redakcji: jak oceniamy gry
Plusy:
- Do pogrania i do pośmiania
- Odwzorowanie pór doby
- Zaznaczenie różnic klimatycznych i pogodowych
- Świetnie oddana atmosfera odwiedzanych miejsc
- Zapadające w pamięć typy ludzkie
- Możliwość korzystania z wielu środków lokomocji
Minusy:
- Trochę za dużo ganiania
- Nie można samodzielnie dokonać zapisu
- Sklonowane postacie
- Momentami się dłuży




