101 st Airborne In Normandy

10.10.2001 00:10 | Autor: Robert Kowalski

..."101 Dywizja Desantowa nie ma historii, ma za to randkę z Przeznaczeniem. Podobnie jak pierwsi Amerykanie, których niesłychana odwaga była fundamentem narodu, wyrwaliśmy się z okowów tradycji, żeby pokazać światu nasze żądania wobec przyszłości." Generał W.C.Lee 101 Dywizja Desantowa     Gdy wielka nawała wojenna przeczołgała się już przez Europę i patrzyła sobie z wybrzeży Kanału w stronę...

Więcej na temat:
101 st Airborne In Normandy

  • Developer: Shrapnel Games
  • Dystrybutor PL: Soft Press/Cool Games
  • Premiera PL: 1999-01-15
  • Platformy: PC
  • przejdź do karty gry
..."101 Dywizja Desantowa nie ma historii, ma za to randkę z Przeznaczeniem. Podobnie jak pierwsi Amerykanie, których niesłychana odwaga była fundamentem narodu, wyrwaliśmy się z okowów tradycji, żeby pokazać światu nasze żądania wobec przyszłości."



Generał W.C.Lee

101 Dywizja Desantowa



   
Gdy wielka nawała wojenna przeczołgała się już przez Europę i patrzyła sobie z wybrzeży Kanału w stronę Anglii, dla wszystkich stało się jasne, że ta wojna to krótka na pewno nie będzie. Ale magiczny rok 1941 spowodował, że facet z krótkim czarnym wąsikiem (pseudonim Adolf) zwrócił się w stronę wschodniego niedźwiedzia, przez co sprzymierzeni mogli złapać oddech. I dlatego niespełna trzy lata później stopa sprzymierzonych postanowiła wkroczyć na kontynent. W mrokach nocy, na tyłach pilnujących wybrzeża sił wylądowało na spadochronach kilka tysięcy żołnierzy z 82 i 101 Dywizji Desantowych. Ich zadaniem było zabezpieczyć powstające z trudem przyczółki. I właśnie wy, moi drodzy czytelnicy - gracze, będziecie mieli okazję dowodzić jednym z takich plutonów od zabezpieczeń. Sam produkt pochodzi ze stajni Empire, a oni jak wiadomo maja duże doświadczenie w symulacjach wojennych. Gra jest dość dziwnym połączeniem gatunku gier taktycznych, gdyż spróbowano tu połączyć zalety strategii real-time z klasyczną turową. Jako dowódca grupy spadochronowej, liczącej osiemnastu żołnierzy, musicie czuć się odpowiedzialni za losy swojego oddziału. Po krótkiej odprawie w sztabie możecie udać się do baraków, gdzie oczekują wasi podkomendni. Macie tu sporą zbieraninę i z nich to możecie sporządzić ekipę do następnej misji. W tym momencie dostrzegamy pierwszą zaletę gry. Wasi przyszli podkomendni mają swoje własne charakterystyki! Każdy z nich opisany jest kilkunastoma parametrami odpowiadającymi ich umiejętnościom: sile, wytrzymałości, celności itd. Posiadają oni także specyficzne umiejętności w posługiwaniu się konkretnym uzbrojeniem. Oczywiście swoją ekipę możecie podeprzeć dobraniem odpowiednich oficerów i uzupełnieniem kwatermistrzowskim. Przejdźmy w takim razie do treningu. Polecam jego odbycie przed przystąpieniem do misji. W ten sposób będziecie mogli przyjrzeć się konkretnym zadaniom, wykorzystaniu broni i innym czynnikom, z którymi się spotkacie w grze. W treningu też spotkacie właściwą grafikę gry. O ile wcześniej popatrzyliście sobie na ładnie renderowane obrazki, tak teraz będzie ohydnie. Na pole wali patrzycie z góry i co tam widzicie? Ręczna robotę. Drzewka, pola, wraki czy pozycje nieprzyjaciela... Takie podejście dało możliwość łatwiejszej roboty grafikom, a oni zabili tę grę. Wszystko jest jakieś takie aklimatyczne, płaskie, blade, nijakie. Co prawda wasi podwładni poruszają się całkiem przyjemnie i sprawnie, animacje ich ruchu są całkiem nieźle dopracowane, ale za to schrzaniono zastosowany oryginalnie kamuflaż. Od razu mówię, iż tych z was, którzy cenią sobie dobry smak grafiki, ta gra odrzuci i nie potrzyma -))) Po treningu możecie w końcu spróbować sił z prawdziwym nieprzyjacielem. Sam zrzut to po prostu granda opracowana przez jakiegoś rzeźnika! Liczba ludzi, którzy zginęli przy skoku, odlecieli od grupy, bądź połamali nogi i nie tylko jest zatrważająca. Po wylądowaniu mnie osobiście zostało 25% składu. To jest po prostu do dupy, bo jak by tak było na wojnie, to chyba by siłą wcielali do wojsk desantowych! Dalej za to "101 st Airborne in Normandy" potrafi zaszokować was na plus. Charakterystyka każdego (żyjącego!) żołnierza zaczyna odgrywać coraz większą rolę. Parametry konkretnych egzemplarzy broni, osiągi żołnierzy, ukształtowanie terenu... Toć to czysta poezja taktyki. Właśnie ta zaawansowana taktyka podnosi nieznacznie ocenę w górę. Powiedzmy sobie krótko: gra jest przeznaczona dla rasowych strategów, którzy nie będą się krzywić na grafikę. Natomiast żaden młokos strategiczny nie wytrzyma tego tytułu dłużej niż pięć minut.










dodaj swoją opinię

Opinie (2):

Nick:*
Treść:*
 
Akceptuję regulamin serwisu i wyrażam zgodę na przetwarzanie przez Wirtualną Polskę S.A. moich danych osobowych dla celów związanych z zamieszczeniem opinii na stronach internetowych serwisu.
Wirtualna Polska S.A. w Gdańsku informuje, że zgodnie z art. 24 ust. 1 pkt 3 i 4 ustawy z dnia 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowych, podanie danych jest dobrowolne, a ponadto Użytkownikowi przysługuje prawo dostępu do treści swoich danych oraz ich poprawiania.
 
 

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

wojo (Gość) 2011-01-06 15:06:40

Pierwszy raz zagrałem w tą gre jak ukazała sie w pewnym czasopismie.KLIMAT to co mnie rozwaliło na łopatki pozytywnie.Moze gra nie jest jak to pisał poprzednik dynamiczna ale zajebiscie wciąga.Kazdy zołnierz ma swoje statystyki i opis, głos co sprawia ze znasz swoich podopiecznych.
Polecam maniakom strategii

Zgłoś do moderacji

Vicek 2010-08-31 15:04:47

Mnie, młokosa strategicznego, gra wciągnęła. Może nie jest dynamiczna, ale za to jej realizm oraz masa różnego rodzaju smaczków sprawiły, że byłem o wiele bardziej zadowolony niż podczas gry w niejedną dynamiczną strategię. Grafika ma tu drugorzędne znaczenie - prostota jest jej atutem, bo nie odwraca uwagi od tego, co najważniejsze. W końcu będąc na wojnie nie mamy czasu na podziwianie piękna krajobrazów, nie wsłuchujemy się w śpiew ptaków, nie obserwujemy gwiazd na niebie. Owszem, tytuł nie dostarczy nam magii barw i kształtów, nie zapewni dynamiki, ale dzięki temu będziemy mieli uczucie, że gramy w pełnoprawną grę strategiczną, a nie jedynie jej namiastkę.

Razem z kolegami zastosowaliśmy niegdyś ciekawy wariant rozgrywki multiplayerowej. Już po zrzucie dzieliliśmy między siebie żołnierzy i walczyliśmy nie tylko z wrogiem, ale i ze sobą nawzajem. Wygrywał ten, którego żołnierz jako ostatni pozostał przy życiu. Może w tej chwili wydaje się to infantylne i niezgodne z duchem gry, ale wtedy zastosowanie takiego wariantu przyniosło nam wiele dobrej zabawy :)

Zgłoś do moderacji

przejdź do forum wszystkie opinie (2)
obrazek
Copyright © 1995-2012 Wirtualna Polska

Proszę czekać - ładowanie treści...