Był taki okres, kiedy za gry autorstwa studia Shiny dałbym się pokroić. Pierwsze MDK było rewelacyjną jak na tamte czasy (czyli dekadę temu) strzelanką z mnóstwem oryginalnych rozwiązań. Drugie MDK, mimo że nie tak innowacyjne, godnie kontynuowało tradycję serii. Potem coś zaczęło się psuć. Nowatorska strategia Sacrifice nigdy nie zdobyła wielkiego uznania, a Messiah okazał się grą, która przypadła do gustu wyjątkowo niewielkiej grupie odbiorców. A Shiny? Coż, Shiny zrobiło Enter the Matrix, o którym powiedzieć, że nie spełnił pokładanych w nim nadziei, to jak nic nie powiedzieć. Wielka licencja, wielkie pieniądze i zupełnie przeciętna gra. Tak samo jest ze Złotym Kompasem. Gdybym jedenaście lat temu dał się pokroić za developerów z Shiny, mógłbym dzisiaj pluć sobie w brodę w zaświatach…
Złoty Kompas to gra video oparta na filmowej licencji kinowego przeboju fantasy, który z kolei powstał na podstawie książki Philipa Pullmana. W czasie gry/seansu/lektury śledzimy losy nastoletniej Lyry Belaqua, która za sprawą magicznego urządzenia zwanego Złotym Kompasem wpada w tarapaty, co staje się przyczynkiem do wielkiej przygody, podczas której dziewczynka zwiedzi kawał świata i pozna mnóstwo nowych przyjaciół i... wrogów.
Akcja growego Złotego Kompasu to tradycyjne przeniesienie na ekran monitora filmowych wydarzeń. Cyfrową Lyrę poznajemy, co prawda, już w trakcie przeprawy przez skute lodem tereny Północy, ale po zaliczeniu pierwszego poziomu gry, akcja rozpoczyna się tam, gdzie powinna, czyli w znanym z filmu Kolegium Jordana, w którym uczy się Lyra. Dziewczynka, wtykając nos w nie swoje sprawy, ustala, że jej wujkowi grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, dostaje niezwykły Złoty Kompas, który pozwala odpowiedzieć na każde pytanie i traci najbliższego przyjaciela porwanego przez tajemniczych Grobali… Na brak wydarzeń nie można narzekać. Mimo że fabuła gry pokrywa się z filmową, to cyfrowa wersja Złotego Kompasu rozbudowuje ją o znaczne ilości lokacji i zadań, które nie pojawiły się na dużym ekranie lub o których wyłącznie napomknięto. Co ciekawe, zabawa nie kończy się tam, gdzie film, ale trwa nieco dłużej. W ten sposób można rzucić okiem na początek drugiej części filmowego Złotego kompasu, bowiem gra posługuje się jako przerywnikami scenami wprost z kinowego ekranu.

