W życiu każdego mężczyzny przychodzi czas na frustrację spowodowaną niedzielnymi kierowcami, korkami na trasach oraz ciągłymi remontami ulic. Na deserek dobija człowieka widok robotników mających głęboko w miejscu, gdzie światło nie dochodzi, to - czy trasę otworzą dziś czy za rok. Kwestii systemu „jeden pracuje, pięciu patrzy” już nawet nie ma co poruszać, norma. Co ma zrobić taki biedny Kowalski, któremu zablokowano najkrótszą drogę do domu? Gaz do dechy i przebija się przez te wertepy. Wszędzie sypią się części, pręty latają w powietrzu, a niedowierzający uczestnicy ruchu przyłączają się do zabawy. Sytuacja z życia wzięta, toteż nie ma się co dziwić, że firma Bugbear postanowiła po raz drugi przenieść ją do świata wirtualnej rozrywki. Tak powstała hardcore’owa ścigałka kopiąca tyłek konsolowej konkurencji – Flatout 2.
Dawniej dwie tekstury na grzędę, teraz trzy shadery na krzyż
Duchowy spadkobierca Destruction Derby ponownie atakuje polskie półki sklepowe, tym razem w niebieskim opakowaniu Extra Klasyki. Czy gra mająca na karku już ponad roczek potrafi jeszcze pokazać pazurki na najnowszych mega wypasionych PCtach? No ba! Niejeden mechanik przerazi się tego, na co stać model zniszczeń zaprezentowany w tej pozycji, natomiast absolutnie każdy gracz zachwyci się funem, jaki bije od tego tytułu. Z kolei amatorzy rockowej muzyki wyjmą dyktafony, aby zarejestrować materiały na ich nową płytę do samochodu. Flatout 2 nie zestarzał się nawet o dzień, to wciąż ta sama destrukcja na kółkach, która wciągnie nawet najbardziej zagorzałych fanów symulacji.
Żeby nie wałkować w kółko tego samego, w drugiej odsłonie serii twórcy zafundowali nam nie tylko rozwałkę i połamane kości, ale także rasową walkę o każdy ułamek sekundy, która niejednemu zerwie tupecik z głowy, gdy podczas podróży z ponad 200km/h na liczniku przeciwnik wybije mu wszystkie szyby. Od samego początku rozgrywki mamy do wyboru trzy klasy zawodów, a raczej mielibyśmy, gdyby było nas stać na szybszy pojazd. Do naszej dyspozycji zostało oddane derby, wyścigi oraz segment uliczny. Poszczególne zestawy różnią się trasami i samochodami, choć i tak pod koniec zabawy okazuje się, że wszystko zostało wymieszane i replika skyline’a tak naprawdę nieźle radzi sobie jako rozpierdzielacz. A tak! Takie oto tłumaczenie pojawiło się w ojczystej wersji i wierzcie mi, że to nie jedyny rodzynek językowy, jest się z czego pośmiać.
Człowiek demolka to przy tym maminsynek
Ok, mamy trzy klasy, multum różnorakich samochodów, które różnią się wieloma parametrami i co dalej? Startujemy w rywalizacji o złoty puchar, oczywiście. Zaczynamy jako popychadło w rozpadającym się czterokołowcu i przedzieramy się przez szczeble kariery, aby pod koniec pozwolić sobie na pięknego demona prędkości, który poprawi każdy rekord o kilka sekund. Sama rozgrywka nie jest prosta, nie raz i nie dwa podczas kilkuokrążeniowego wyścigu przyjdzie nam toczyć bój o ostatnie miejsce, by już po kilku minutach odrabiania strat wyrzucić lidera poza drogę. A tak można? Pewnie, że tak! Tutaj każdy sposób na triumf jest dobry. Możemy spychać przeciwników do rowów, zbiorników wodnych, wystawiać ich na słupy, szlabany, stragany a nawet na innych oponentów. Demolujemy otoczenie, aby dodatkowo spowolnić podążający za nami peleton a czasami nawet wyburzamy/wysadzamy budynki w celu zablokowania dalszego przejazdu. Jakby tego było mało, twórcy oddali w nasze ręce pokaźny zbiornik nitro, który napełniamy poprzez destrukcję otoczenia. Skosimy cały rząd pachołków? Zbiorniczek się napełnia, Bóg zapłać. A gdy chcemy dorobić trochę grosza, wystarczy hardcore’owo obijać naszych konkurentów, a nawet sprawiać, aby kierowcy zaliczali lot przez przednią szybę! Jeżeli okaże się, że to my dokonaliśmy największych zniszczeń na trasie, to pod koniec wyścigu czeka kolejny bonus pieniężny! Extra! Obojętnie, czego byśmy nie rozwalili, zawsze wychodzi to na plus.


Apocalypse