Mimo iż „Helikopter w Ogniu” Ridleya Scotta nie był filmem na miarę słynnego „Czasu Apokalipsy” czy „Plutonu”, to jednak zyskał sobie rzesze wiernych fanów. Również i mi przypadł do gustu, chociaż nie za bardzo lubię filmy, gdzie patriotyzm amerykański jest tak wyraźnie eksponowany. Novalogic postanowiła wykorzystać tytuł filmu do swoich celów. Obserwując ostatnie, bardzo nieporadne poczynania firmy na rynku gier komputerowych trochę obawiałem się o produkt powstający na kanwie kultowego w pewnych kręgach filmu. Kiedy gra trafiła w moje ręce powiedziałem sobie – „żadnych skrupułów, będzie przeciętna, taką też ocenę otrzyma”. Delta Force: Black Hawk Down okazała się jednak grą miodną, chociaż jak zwykle niepozbawioną tak charakterystycznych dla Novalogic błędów i niedociągnięć.
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że gracze szukający maksymalnego realizmu na miarę serii Ghost Recon czy Operation Flashpoint powinni BHD omijać szerokim łukiem. Niestety w porównaniu do poprzednich części Delta Force realizm budowany przez szereg czynników nie zmienił się, ani na lepsze ani na gorsze. Nadal mamy do czynienia, biorąc pod uwagę dzisiejsze produkty-wyznaczniki dla gier tego typu, z raczej prostą strzelanką, gdzie liczy się ilość, a nie jakość symulacji. Akcja gry w całości dzieje się w Somalii, bezpośrednio przed i w trakcie wydarzeń 3 października 1993 roku, kiedy to wojska amerykańskie dokonały nieudanej próby aresztowania Mohammeda Aidida – szefa miejscowej policji. Cała akcja skończyła się porażką, a w jej wyniku zniszczone zostały dwa śmigłowce UH-60 Blackhawk, zginęło 18 żołnierzy amerykańskich, a 84 innych zostało rannych. Szacuje się, że w walkach poległo również około tysiąca Somalijczyków. Misje opracowane przez zespół programistów z Novalogic są bardzo różnorodne i trzeba przyznać, że jest to jeden z ciekawszych aspektów gry. Często składać się będą z kilku etapów, gdzie na przykład najpierw będziemy jechać w konwoju mającym za zadanie dostarczyć żywność dla głodujących mieszkańców Mogadiszu, następnie zostawimy konwój, by przeciwstawić się rebeliantom, a na koniec zajmiemy miejsce w jednym ze śmigłowców Blackhawk i będziemy wspomagać własne oddziały lądowe z powietrza. Jedyną wadą kolejnych misji jest to, że w każdej masakrujemy wroga prawie że setkami i grze, która przecież mogłaby wiele zyskać na wstrzemięźliwości, brakuje pewnej dozy subtelności znanej chociażby z Ghost Recona. Tutaj wszystko dzieje się lawinowo, a akcja ma charakter ciągły, przez co gra nabiera strzelankowego charakteru. Cywile biegają po mieście, pośród nich czai się milicja Aidida, ktoś strzela, ktoś inny ucieka. Równocześnie, co trzeba przyznać, cały ten galimatias sprawia, iż odnosimy wrażenie, że uczestniczymy w prawdziwym starciu, a nie w wyreżyserowanym konflikcie dziejącym się tylko na ekranie monitora. Niewątpliwie jest to jeden z największych plusów tej produkcji. Aby nie było zbyt nudno autorzy pomyśleli o dosyć bogatym arsenale środków przymusu bezpośredniego. Nie będę wymieniać typów broni, jakie będziemy mogli wykorzystać. In plus można zaliczyć tu lepsze zróżnicowanie parametrów poszczególnych typów uzbrojenia. Novalogic zerwała ze starym podejściem do tego tematu, jaki można było zaobserwować chociażby w Delta Force: Task Force Dagger czy Land Warrior, gdzie poszczególne typy broni należące do tej samej klasy nie różniły się praktycznie niczym oprócz wyglądu i czasami dźwięku, jakie wydawały. Tutaj różnice się czuje, chociaż często w ferworze walki można ją po prostu przegapić. Oprócz uzbrojenia podręcznego będziemy mogli skorzystać z broni większego kalibru jak na przykład: granatniki, miniguny zamontowane w drzwiach UH-60, czy ciężkie karabiny maszynowe kalibru .50 umieszczone na terenowych Humvee. Wówczas mamy do dyspozycji nieskończony limit amunicji i praktycznie nie musimy zdejmować palca z języka spustu. Niestety, nie dano nam możliwości prowadzenia pojazdów. Jeżeli w przypadku Operation Flashpoint byłem przeciwko zbytniej rozwiązłości w tym względzie, to w Black Hawk Down aż prosiłoby się o możliwość prowadzenia Humvee. Co prawda w trybie singleplayer nie miałoby to i tak większego znaczenia, ale w trybie multiplayer pozwoliłoby na dużo większą swobodę działania.
{ PC }Delta Force: Helikopter w ogniu
Mimo iż „Helikopter w Ogniu” Ridleya Scotta nie był filmem na miarę słynnego „Czasu Apokalipsy” czy „Plutonu”, to jednak zyskał sobie rzesze wiernych fanów. Również i mi przypadł do gustu, chociaż nie za bardzo lubię filmy, gdzie patriotyzm amerykański jest tak wyraźnie eksponowany. Novalogic postanowiła wykorzystać tytuł filmu do swoich celów. Obserwując ostatnie, bardzo nieporadne poczynania firmy na rynku gier komputerowych trochę obawiałem się o produkt powstający na kanwie kultowego w pewnych kręgach filmu. Niepotrzebnie.
recenzja
Recenzje
Delta Force: Helikopter w ogniu
Sztukmistrz z Lublina | 01 maja 2003Rekomendacja
Opinie: dodaj swoją opinię
Ten materiał nie ma jeszcze opini. Masz okazję by Twój głos pojawił sie tutaj jako
pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!
Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut
Masz swoje zdanie? Przedstaw je!
Więcej różnych opini i komentarzy znajdziesz na forum.wp.pl


Arkanoid WIN 32