Chrono Trigger to klasyka japońskiego RPG. Gra pierwotnie ukazała się blisko piętnaście lat temu na nintendowską konsolę SNES i szybko okazała się ponadczasowym hitem. Nic dziwnego, skoro pracowali nią związani wcześniej (i później) z cyklem Final Fantasy panowie Hironobu Sakaguchi i Nobuo Uematsu, a pomagali im odpowiedzialni za inne wielkie klasyczne dzieło – serię Dragon Quest – panowie Yuuji Horii i Akira Toriyama (ten ostatni skądinąd znany jest również dzięki komiksom Dragonball i – ostatnimi czasy – dzięki aż nazbyt częstemu użyczaniu swojego talentu do projektowania postaci w różnych grach, ale to temat na inną historię).
Po premierze w 1995 roku Chrono Trigger został uznany za tytuł rewolucyjny i pozostaje takim właściwie do dzisiaj. W latach dziewięćdziesiątych zachwycano się doskonałą jak na ówczesne czasy grafiką, oryginalnym systemem walki oraz przede wszystkim złożoną fabułą, na którą gracz miał znaczny wpływ, mogąc swoim zachowaniem doprowadzić do jednego z kilkunastu zakończeń. Dzięki odświeżonej wersji Chrono Trigger, która to ukazała się niedawno na Dual Screena, możemy sprawdzić, jak gra przetrwała próbę czasu i czy zdoła potwierdzić swoją klasę. Moim zdaniem nie powinna mieć z tym najmniejszych problemów.
Fabularnie jest świetnie. Pewnego ranka młody zawadiaka Chrono udaje się na okolicznościowy jarmark, który odbywa się w jego miasteczku. W trakcie rozbijania się po kolejnych stoiskach chłopak poznaje intrygującą pannicę, która od tej pory towarzyszy mu krok w krok aż do momentu niefortunnego eksperymentu, który wysyła dziewczynę w przymusową podróż w czasie. Chrono rusza w ślad za nią, pakując się tym samym w nie lada kłopoty, bowiem, jak okazuje się w trakcie pobytu w przyszłości, świat zostanie wkrótce zniszczony. Zadaniem Chrono i jego drużyny złożonej z postaci pochodzących z różnych epok jest poskładanie do kupy wszystkich elementów wielkiej łamigłówki związanej z knowaniami złych macherów i powstrzymanie zagłady świata, póki jest na to jeszcze czas.

