{ PC }Battlestations: Midway

8.4 Warta uwagi

Nie ma co zwlekać. Przed nami otwarty ocean i wolna przestrzeń powietrzna. Ominąć ten tytuł, to jak być kami-kadze.
recenzja

Inne platformy: { PS2 }  { X360 } 

Recenzje

Battlestations: Midway

Piterix | 26 lutego 2007

Zasiadłem przed komputerem, zainstalowałem i po logu węgierskiego oddziału Eidosa opadła mi szczęka. Takiej gry szukałem od zawsze – pomyślałem – i zabrałem się do testowania. Po kilkugodzinnym graniu mój entuzjazm nieco zelżał, ale niezmienne pozostało wrażenie, że gra Battleststions: Midway mimo wszystko zasługuje na Waszą uwagę i miano gry ciekawej, bardzo grywalnej i jedynej w swoim rodzaju.

Wybaczcie, dziś bez zbędnych wstępów i kwiecistych przemówień. Po prostu trochę się spieszę, żeby do końca „skopać” Japońcom ich żółte… twarze. Zaczynając zmagania, poznajemy postać porucznika US Navy - Henrego Walkera, który niefortunnie, akurat w momencie naszego spotkania, zostaje zaskoczony w porcie Pearl Harbor przez Japońskie lotnictwo. Skutki ataku wszyscy znamy. Ale Henry zgodnie z rozkazami stawia czynny opór, a i w późniejszym czasie wykonuje szereg różnych misji w imię sprawiedliwości, demokracji oraz z zemsty, lecząc tym sposobem pamiętne upokorzenie z 7.12.1941 roku. Postać porucznika Henrego łączy całą fabułę gry. Wraz z nim wspinamy się po szczeblach kariery, aby pod koniec zmagań dowodzić flotą jako admirał.

Fabuła w Battleststions: Midway sprawia wrażenie dodanej na przymus, chociaż nie można odebrać jej logiki. Z jej spójnością natomiast bywa różnie, a wynika to przede wszystkim z wymieszania misji o treściach historycznych z tymi, które dołączone są i specjalnie zaprojektowane na potrzeby urozmaicenia rozgrywki. Nasza gra polega głównie na obronie baz, lotnisk lub zatapianiu łodzi i okrętów przeciwnika. W każdej z nich nie bez znaczenia jest odpowiednio dobrana spryciarska taktyka, bez której w Battleststions: Midway ani rusz.

Autorzy i wszelka prasa rozpisują się o tym, że niby to strategia i symulacja w jednym! Nie wiecie o co chodzi? Już wyjaśniam. Strategia, ponieważ do dyspozycji mamy mapę taktyczną, na której w czasie rzeczywistym kierujemy symbolami sprzętu wojskowego oraz kontrolujemy ogólną sytuację na froncie. Symulacja bo… hmmm… No właśnie. Dlatego, że w każdej chwili, klikając na odpowiednią jednostkę na mapie strategicznej, możemy przejąć nad nią sterowanie w pełnym trójwymiarze? Na to wygląda, bo jeśli chodzi o sterowanie, to nie ma ono nic wspólnego z symulacją. Raczej jest to wygodne i skuteczne sterowanie zręcznościowe, znacznie pozbawione wygórowanego realizmu. Nie jest to jednak minus omawianego tytułu. Po pierwsze - ponieważ poprzez ten zabieg gra staje się bardzo grywalna i sprawia dużo przyjemności nawet mniej wprawnym graczom. Po drugie – do bezpośredniego przejęcia mamy nie tylko jednostki wodne i powietrzne, ale także podwodne oraz serię obiektów strategicznych takich jak stocznie czy lotniska. Jak widzicie jest tego naprawdę dużo. Nasze oczy cieszą się pięknie wykonanymi modelami „Zer” rodem z Tora, Tora, tora, myśliwców, bombowców, znanych pancerników, okrętów, niszczycieli, krążowników, łodzi torpedowych oraz różnych klas łodzi podwodnych. Każda z wymienionych jednostek posiada w swoim arsenale kilka rodzajów broni. Od działek poprzez torpedy, bomby burzące, bomby zapalające aż po miny i bomby głębinowe. W naszych rękach leżą decyzje o uzbrojeniu każdego dostępnego sprzętu i ułożeniu jego formacji bojowej. Oprócz tego wydajemy proste rozkazy współtowarzyszom broni, którzy - podobnie jak nasi przeciwnicy - posiadają AI na dość wysokim poziomie, przez co każda bitwa sprawia wrażenie bardzo realistycznej. Przykładowo, gdy mam na ogonie jednego z „żółtych”, koledzy z formacji, widząc moją sytuację, zajmują się nim, po czym wracają do walki, ostrzeliwując najbliżej usytuowanego wroga. A gdy dowodzę kutrem torpedowym typu Elco i jestem zajęty puszczaniem salwy torpedowej na cześć okrętu Japońskiego (hehe… akurat!!!), moi podopieczni sami – nie czekając na pouczenia – otwierają ogień z dział przeciwlotniczych do nadlatującego wroga. Jednak, gdy nasza jednostka zostanie poważnie uszkodzona w ferworze walki (lub paniki – jak wolicie), muszę samodzielnie otworzyć sprytny panel napraw i w mgnieniu oka przypisać anonimowy zespół mechaników do jednego z kilku alarmowych zagrożeń (maszynownia, zalanie, ogień itd.). Opcja ciekawa, potrzebna i dobrze zrealizowana.

Rekomendacja

twoja ocena:
0
1
2
3
4
5
rekomendowana:
0

Opinie: dodaj swoją opinię

Ten materiał nie ma jeszcze opini. Masz okazję by Twój głos pojawił sie tutaj jako
pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!

Nick:*
Treść:*
akceptuję regulamin

Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut

Masz swoje zdanie? Przedstaw je!
Więcej różnych opini i komentarzy znajdziesz na forum.wp.pl

obrazek
Proszę czekać - trwa ładowanie treści