To, że w czasie II Wojny Światowej po druzgocącym armię Stanów Zjednoczonych nalocie na Pearl Harbor Japończycy przejęli inicjatywę na Pacyfiku, słyszeli chyba wszyscy. Jednak z wiedzą, gdzie nastąpił punkt zwrotny, który spowodował, że ostatecznie w wojnie tej zatriumfowali Amerykanie, jest już znacznie gorzej. Lukę w historycznej edukacji z pewnością wypełni najnowsza produkcja Eidos – Battlestations: Midway, bowiem właśnie w niej zawarto autentyczną kampanię przedstawiającą te jakże ważne dla ludzkości chwile. To największe lotniczo-morskie starcie przekreśliło ostatecznie ekspansję skośnookich agresorów. Teraz my po 65 latach możemy osobiście sprawdzić i przekonać się, jak toczyła się ta bitwa.
Na początku chciałbym wszystkim wyjaśnić, jakiej kategorii jest to tytuł. Jako że zasiadamy w nim za sterami samolotów czy łodzi na- i podwodnych, błędnie pojmowany jest jako symulator tych maszyn, a ze względu na ich ilość - również jako RTS. Natomiast tak naprawdę jest to widowiskowa i wciągająca strzelanka z elementami obu wspomnianych gatunków. W Battlestations: Midway znajdziemy esencję zarówno symulacji jak i strategii, a wszystko to z lekkim rysem taktycznym.
Zanim zanurzymy się w otchłań wojennej zawieruchy, najpierw powinniśmy zajrzeć do Akademii Morskiej. Tam bowiem krok po kroku w aż jedenastu lekcjach wytłumaczono wszystkie ważne aspekty rozgrywki. A trzeba przyznać, że jest się czego uczyć. Oczywiście takie banały jak pilotaż możemy sobie odpuścić. Za to podczas omawiania posługiwania się mapą taktyczną powinniśmy się skupić i uważnie słuchać wykładowcy. Jest to chyba najważniejszy element w całej grze. To stąd wydajemy rozkazy podwładnym, w który rejon mają podążyć, kogo atakować, a kogo osłaniać. Zapewne znajdzie się wielu śmiałków, którzy tutorial ominą szerokim łukiem. Sam zrobiłem ten błąd, jednak po kilku zadaniach ze spuszczoną głową wróciłem, gdyż nie byłem w stanie wykorzystać całego potencjału, jaki był mi dany.

