"Życie to mroczny las, w którym bestie muszą zabijać, aby przeżyć. W takim miejscu lepiej więc być tygrysem, niż człowiekiem."
Każdy gracz komputerowy, prędzej czy później, powinien zadać sobie pytanie: "Czy znalazłem już taką grę, która odpowiada mi pod każdym względem?". Wielu spośród nas takie gry już znalazło. Starcraft, Diablo, Baldur's Gate są dla wielu graczy ich wymarzonymi tytułami. Inni nadal poszukują tej jednej, jedynej, która będzie spełnieniem ich oczekiwań i marzeń. Jeśli o mnie chodzi, to jestem pewien, iż trafiłem na wymarzoną grę RTS - na tę jedną, jedyną. Moją wybranką została Battle Realms. Choć elementy stricte strategiczne zostały w niej mocno uproszczone, to jestem głęboko przekonany, że spodoba się ona nie tylko mnie jednemu.
"Magowie? Ha! Magów jadam na śniadanie, a i to tylko na pobudzenie apetytu"
Dzieło wydane przez UBI Soft jest dosyć niezwykłe. Naturalną rzeczą jest to, że niektóre elementy BR są wzorowane na protoplastach trójwymiarowych gier strategicznych. Te patenty, zdawać by się mogło, oklepane i nadmiernie wyeksploatowane, zostały w BR zastosowane w taki sposób, że gracz praktycznie nie zauważa, iż podobne rozwiązanie widział już w grze X albo Y. Tak na dobrą sprawę, w chwili obecnej praktycznie nie sposób jest stworzyć grę zupełnie inną niż wszystkie, ustalającą całkowicie nowe trendy i zawierającej wyłącznie autorskie, pionierskie pomysły. Na całe szczęście, istniejące już od dawna rozwiązania można modyfikować i w ten sposób tworzyć coś, co chociaż w części jest czymś nowym. Taką "nową " gra jest także Battle Realms.
"Śmierć była kiedyś moim władcą, teraz ja rządzę śmiercią."
Uniwersum gry przypomina połączenie feudalnej Japonii z Chinami. Ziemiami rządzą cztery główne klany: Klan Węża, Klan Smoka, Klan Lotosu i Klan Wilka. Każdy z nich uosabia inne siły, posiada inną ideologię i sposób działania. Naturalnie, przekłada się to również na rodzaj dostępnych jednostek. Klan Wilka reprezentuje siły natury - prymitywne w swej działalności, ale potężne w możliwościach. Oprócz ludzkich wojsk, często wspierany jest przez bestie: Wilkołaki i Potwory. Wyznawcy Klanu Lotosu poświęcili się zgłębianiu tajników magii, dzięki czemu niektóre z ich jednostek potrafią rzucać zaklęcia.
"Wszystko, co oddziela życie od śmierci, to niepohamowana furia, nienawiść i moje pierwszorzędnie tnące ostrze"
To między tymi czterema, znakomicie różniącymi się od siebie, klanami, dochodzi do walk o panowanie nad światem. Chęć posiadania i zazdrość doprowadziły do ciągnących się od lat zatargów i nieporozumień. Ci, którzy stracili panów, stawali się panami samych siebie. Dochodzili do władzy i walczyli między sobą o przywództwo klanu, nie raz tracąc po drodze honor i kalając dobre imię swych znakomitych przodków.
"Honor przynależy zarówno pokornym sługom, jak i wielkim panom"
Nadzieją na przywrócenie ładu jest pojawienie się Kenjiego - syna ostatniego prawowitego przywódcy klanu Węża. Dziesięć wcześniej, Kenji został posądzony o zamordowanie własnego ojca (z czasem okaże się czy słusznie czy też nie). Jedyną drogą na zachowanie życie, była ucieczka. Po dekadzie, Kenji powraca. Nie jest już byle młodzianem. Zmężniał, poznał, co to walka i (wydawałoby się) wie, czego chce.
"Co? Boisz się małego grzmotu, dziecino? Ukryj się lepiej pod łóżkiem, żeby huk nie przeraził cię na śmierć"
Już na początku przygody gracz jest niejako zmuszony do wybrania strony, po której zamierza się w grze opowiedzieć. Klan Lotosu czy Klan Węża - wybór trudny i zasadniczo wpływający na przebieg "kariery" Kenjiego. Wybór ten ma naprawdę wielkie znaczenie, bowiem ważą się losy kampanii, którą gracz będzie rozgrywał. Dwa scenariusze dla dwóch różnych klanów przewidują unikalne misje. Można zatem śmiało powiedzieć, że do ukończenia Battle Realms wiodą dwie, różne od siebie drogi.
"Bierzcie, co się da! Resztę puścimy z dymem"
Battle Realms jest pod wieloma względami gra niezwykłą. Po pierwsze już sam widok pola walki robi ogromne wrażenie. Jest wyjątkowy i niespotykany. Grafika, choć w pełni trójwymiarowa, wygląda, jak ręcznie malowane obrazy. Jest jaskrawa, kolorowa i bardzo miła dla oka. Do tego wszystkiego, nie sposób jest pomylić jednostki. Wszystkie typy oddziałów różnią się znacznie od siebie. Wyglądają pięknie. Olbrzymie miecze, którymi wojacy tną wrogów, zrobią ogromne wrażenie na każdym, kto choć na chwilę rzuci okiem na ekran monitora, albo na zrzuty ekranu w naszej Imperialnej Galerii. Żeby było jeszcze ciekawiej, jednostki są doskonale animowane. Chodzą płynnie i naturalnie stąpają po podłożu. A gdy szarżują, człowieka aż ściska z zachwytu. Wyobraźcie sobie taką sytuację: Oddział dziesięciu wojowników Klanu Węża przedziera się przez zielone równiny i strumyki, maszerując w poszukiwaniu bazy wroga. Po wejściu do lasu nie widzą zbyt wiele, bowiem gęsto rosnące drzewa uniemożliwiają im wypatrywanie wroga z dystansu (cudowne wizualnie działanie tzw. "fog of war"). Wtem słychać krzyki spłoszonych ptaków, które ulatują z konarów drzew. Ale krzyk ptaków słyszą nie tylko nasze uszy. Resztę dopowiedzcie sobie sami... Ja powiem tylko, że wywiązała się ostra jatka z udziałem dwóch innych Klanów, z których obecność jednego była dla mnie sporym zaskoczeniem.
"Będę walczył do śmierci ostatniego człowieka, którego nie mogę prześcignąć"
Oczywistym jest także, że siły każdej ze stron sporu znacznie różnią się od siebie wyglądem i stosowaną przez nie bronią. Ma to bezpośrednie przełożenie na ich wartość bojową. Owe różnice idą jednak jeszcze dalej. Inne są nawet style zadawania ciosów. Jedni siekają jak na szermierzy przystało, inni dokładają do tego obroty, kopnięcia itp. Świetną sprawą jest możliwość przeszukiwania zwłok wrogów, w poszukiwaniu broni i innych cennych przedmiotów. Jeśli dana jednostka podniosła broń przeciwnika, powinna być w stanie jej używać i sama nią walczyć. Odmiennie wyglądają również budynki - ich kolorystyka i architektura. Każda z frakcji posiada własne konstrukcje, niedostępne dla innych. Oprócz regularnych jednostek, w grze występują także Mistrzowie Zen. To potężni bohaterowie, umiejący władać czarami. Są wspaniałymi wojownikami, często potrafiącymi samemu wygrać bitwę. Po planszach wałęsają się również oddziały neutralne, nie będące zrzeszonymi z żadną ze stron wojny.
"Gdy królik zostanie dostrzeżony przez sokoła, jego życie jest już zakończone. Gdy leci wysłana przeze mnie strzała, wróg czuje już jej grot w swoim sercu."
Ekonomia świata BR opiera się na dwóch znanych nam z życia surowców: ryżu i wodzie. Nie potrzeba tu drewna, złota i kamieni. Istnieją więc tylko dwa zasoby, od których gromadzenia zależy życie lub śmierć. Ich zbieraniem, transportem i składowaniem zajmują się oczywiście wieśniacy. Ci sami chłopi mogą (a właściwie muszą) być szkoleni na wojowników, gejsze oraz inne umiejętności. Wart podkreślenia jest fakt, iż wyszkolenie np. łucznika wcale nie oznacza końca jego możliwości. Taki łucznik może być dalej trenowany na wojownika posługującego się mieczem. Jeszcze mało? To delikwenta kierujemy do chaty alchemika i mamy pięknego samuraja - śmiertelnie niebezpiecznego zarówno z bliska jak i z dystansu.
"Nie ma takich ciemności na tym świecie, które nie znalazły odbicia w mojej duszy."
Innym sposobem na ulepszenie jednostek jest przydział punktów Yin i Yang. Ta starożytna metoda podziału świata na dobro i zło znalazła swoje odbicie także w świecie Battle Realms. Jeśli nasz klan będzie wzrastał w odpowiedni sposób (charakterystyczny dla domeny Yin lub Yang), możliwym stanie się uzyskanie kilku punktów Yin bądź Yang. Można je zainwestować na przykład w poprawę umiejętności bojowych tworzonych jednostek, które będą w stanie lepiej posługiwać się bronią, niż czynią to ich "regularni" koledzy.
"Pod moją szorstką, rozgorączkowaną skórą widzisz człowieka, który należy do śmierci. W twoim zdrowym ciele widzę to samo."
Jak prezentują się misje? Otóż są one dosyć standardowe: Tu się rozbuduj, tu postaw strażnicę. Tam chodź po wodę, a z tego pola zbieraj ryż. Do tego wszystkiego wybuduj jeszcze kilkanaście/kilkadziesiąt jednostek i uderz we frontalnym ataku na linie wroga. Nie znajdziemy tu praktycznie żadnej namiastki prawdziwego grupowania jednostek, rozmieszczania ich w strategicznych punktach mapy, czy nawet epicko i z rozmachem przedstawionych bitew, w stylu tych z Shoguna. Inteligencja wroga jest raczej średnia. Nie potrafi on ani wprowadzać gracza w zasadzki, ani też optymalnie rozplanować ataku. Jego taktyka jest bardzo mizerna, a podniesienie poziomu trudności skutkuje jedynie zwiększoną odpornością jego oddziałów. Komputer potrafi jedynie tworzyć jednostki i rzucać je (często z opłakanym skutkiem) na nawet najsilniej bronione struktury gracza.
"Nie mam szczęk Wilka, brak mi jego szybkości i dzikości... Ale za to mam przyjaciół"
Battle Realms to w gruncie rzeczy tylko budowanie jednostek, rajdy na pozycje wrogich klanów i bardzo szybkie tempo rozgrywki. Właśnie to zbyt duże uproszczenie jest główną wadą tej i tak bardzo dobrej gry. Z drugiej jednak strony, braki te są rekompensowane przez obecność kilku małych, ale bardzo pomocnych i mocno uatrakcyjniających grę elementów. Jednym z nich, o których wcześniej nie wspomniałem, jest tryb multiplayer, w którym gra nabiera tempa, jakiego graczom dawno nie było dane zaznać.
"Kto poświęca samego siebie ten jest idiotą. Śmierć przynosi może jakiś honor, ale więcej korzyści daje jednak życie"
W natłoku nowych, trójwymiarowych RTSów, Battle Realms stanowi bardzo miłe zaskoczenie. Nawet duże uproszczenia w zakresie czysto strategicznego aspektu gry nie są w stanie zmienić tego, iż produkt połączonych sił Crave Entertainment i Liquid Entretainment zalicza się do pierwszej ligi gier RTS. W naszym kraju dodatkowym bodźcem do zakupu gry może być jej cena, ustalona przez LEM na poziomie 69 złotych. Warto więc uzbierać nieco grosza i w lipcu, kiedy to gra trafi na rynek, wyruszyć do sklepu z bojowym okrzykiem na ustach.
Thufir
Plusy:
- Doskonała grafika i dźwięk
- Duża ilość dostępnych jednostek
- Genialnie wysoka grywalność
- Płynna animacja
- Ciekawe dodatki do tradycyjnej formuły RTS
- Dobry tryb multiplayer
Minusy:
- Mało w tym wszystkim "czystej" strategii
- Niezbyt dobra AI


Duke Nukem