W czasach, gdy w Polsce królowały automaty i liczba komputerów będących w posiadaniu gospodarstw domowych zbiegała do zera, rekordy popularności biły strzelaniny. Programy takie jak "Commando", "Defender" czy "1941" zbierały największy utarg, a dostać się przed nie było cholernie ciężko.
Dziś, w dobre 15 lat po epoce automatów, producenci gier jakoś nie bardzo umieją zdyskontować tamte sukcesy. Posiadacze pecetów mogą się tu czuć szczególnie zaniedbani - wśród zalewu kolejnych FPP, RTS i RPG ciężko jest wynaleźć jakąś nie zmuszającą do myślenia bijatykę czy właśnie dwuwymiarową strzelaninę. Polskie "Katharsis" należy tu do nielicznych wyjątków łączących przyjemne z pożytecznym (?). Okazuje się jednak, że także i na zachodzie od czasu do czasu powstają przyjemne zręcznościówki. W początkach lat dziewięćdziesiątych znakomicie sprzedawał się "Raptor", później przyszedł czas na "Tyriana" i jego najnowszą wersję "Tyrian 2000", pomiędzy nimi zaś przycupnął tajemniczy "Baryon" firmy Acro Studio.
Jest to dość dziwna gra. I to nie ze względu na fabułę - ta jest standardowa. Ktoś zaatakował Ziemię, dzielni piloci wskoczyli w swe ulubione maszyny, sprawdzili stan magazynków i ładowni, potem zaś ruszyli przed siebie, by niszczyć i zabijać. "Baryon" jest grą dziwną i zasługującą na pamięć, chociażby ze względu na szalony poziom trudności. Panowie autorzy postanowili zrobić program, którego nie ukończy nikt...
Ale do rzeczy. Wydawać by się mogło, iż jest to kolejna, jak najbardziej zwykła strzelanina, w stylu "Tyriana" czy wspomnianego "1941" (albo i "Screaming Wings", jeśli ktoś to pamięta). Wystarczy zasiąść przed monitorem, przejąć kontrolę nad lecącym do góry stateczkiem i strzelać, strzelać, strzelać. I jeśli uda się zniszczyć wszystko, co tylko pojawia się na ekranie, to ze zwycięstwem nie powinno być kłopotu. Bo co tak naprawdę może przeszkodzić bohaterom? Te małe śmieszne czołgi z lufami wielkości zszywki od zeszytu? Te samolociki wypluwające z siebie żółto-czerwone kreseczki? A może działka naziemne celujące we wszystko, tylko nie w nich? Otóż w "Baryonie" zaszkodzić może nam dosłownie wszystko. Gracz posiada niewiele "żyć", zaś dosłownie każde spotkanie 3 stopnia z miną, bombą, pociskiem czy samym przeciwnikiem powoduje olbrzymie bum! i śmierć jednego z dostępnych pilotów. Co gorsza, wybuch taki oznacza utratę schwytanych do tej pory power-upów, co z kolei przekłada się na dodatkowe utrudnienie gry. Taki poziom trudności można nazwać realistycznym, ale przeczy on idei dobrej zabawy. Grając w "Baryona" gracz się jeno denerwuje. Należy jednak pamiętać, że gra adresowana była tylko i wyłącznie do automatowych wymiataczy. Ten, co ma duszę amigowca i dosiądzie się do gry na dobre, z miejsca ją pokocha. Współcześni gracze nie mają szans...
Największą zaletą programu jest możliwość gry we dwoje na jednym komputerze. Gracze pilotują dwa różnokolorowe statki niszcząc wszystko, co pojawi się na ekranie. Teoretycznie ułatwia to zabawę - w końcu mniej jednostek przeciwnika zdolnych jest przedrzeć się przez ogień prowadzony z dwóch myśliwców, a co za tym idzie mniej pojazdów im zagraża, jednak... bywa, że na ekranie roi się od przelatujących pocisków (nasze myśliwce z czasem mogą strzelać we wszystkie strony świata), odłamków zniszczonych czołgów, płonących wieżyczek i błyskających power-upów. Ciężko jest się w tym momencie połapać, co gdzie się znajduje, przed czym trzeba uciekać, a co chwytać.
Zarówno oprawa graficzna, jak i dźwiękowa, stoją na przeciętnym poziomie. Muzyka jest na chwilę obecną kiepska, lecz w momencie premiery gry robiła dobre wrażenie. Na niektórych komputerach dość szybko znika, by ustąpić miejsca monotonnym odgłosom wystrzałów i wybuchów. Sam projekt plansz zaliczyłbym do ciekawych - lecimy nad kilkoma różnymi terytoriami (przynajmniej na początku... dalej nie da się dojść), które mogą się podobać. Powiedziałbym nawet, że ich głównym zadaniem jest zamącenie w głowie gracza na tyle, by nie dostrzegł on przelatującego pocisku i stracił jeszcze jeden samolot. A przeciwnicy - masakra. Statki, stateczki, czołgi, działka! Wszystko to co prawda widziane już setki razy, chociażby 15 lat temu na automatach, ale nigdy wcześniej w takich ilościach.
Podsumowując, śmiem twierdzić, iż "Baryon" dla współczesnych graczy jest porażką w całej rozciągłości. Dużo lepiej jest sięgnąć po całkiem znośnego "Tyriana" czy nawet po emulator którejś z 16-bitowych konsol. Zbyt duży poziom trudności i słaba oprawa graficzna odrzucają młodzież od produktu Acro Studio na tyle skutecznie, że nie uznałbym oceny 1/10 za przesadzoną. Tyle że dla osób o ‘siwym włosie’ na skroni i młodości spędzonej przy „Commando” i „Who Dares Wins 2” wspomniany „Baryon” będzie cudownym powrotem do czasów dzieciństwa... Oj, niesamowicie trudno ocenić tą grę!
PS. W sieci dostępna jest wersja shareware gry. Założę się, że bez użycia cheatów nie ukończycie jej... Po co więc wypuszczono pełną wersję, nie wiem.
{ PC }Baryon
W czasach, gdy w Polsce królowały automaty i liczba komputerów będących w posiadaniu gospodarstw domowych zbiegała do zera, rekordy popularności biły strzelaniny. Programy takie jak "Commando", "Defender" czy "1941" zbierały największy utarg, a dostać się przed nie było cholernie ciężko.
Dziś, w dobre 15 lat po epoce automatów, producenci gier jakoś nie bardzo umieją zdyskontować tamte sukcesy....
recenzja
Recenzje
Baryon
Joel | 17 kwietnia 2000Rekomendacja
Opinie: dodaj swoją opinię
Ten materiał nie ma jeszcze opini. Masz okazję by Twój głos pojawił sie tutaj jako
pierwszy! Nie czekaj - dodaj swoją opinię!
Dodana opinia pojawi się na liście za kilka minut
Masz swoje zdanie? Przedstaw je!
Więcej różnych opini i komentarzy znajdziesz na forum.wp.pl

